Kto może zarabiać na przemycie polskich jabłek do Rosji?


Białoruś zapowiedziała, że jest gotowa wysłać w tym roku do Rosji 200 tys. ton jabłek, czyli dwa razy więcej niż w rekordowym dla białoruskich eksporterów roku ubiegłym. Rosjanie podejrzewają jednak, że owoce deklarowane jako białoruskie, wcale nie pochodzą z Białorusi.

Polskie jabłka zakazane w internecie? Rosja może zablokować 200 białoruskich stron

Julia Mielana, oficjalna przedstawicielka rosyjskiej agencji kontroli fitosanitarnej Rossielchoznadzor, ma wątpliwości, czy Białorusini są rzeczywiście w stanie wyprodukować tyle jabłek. Zapowiedziała, że Rosjanie będą uważnie przyglądać się partiom sprowadzanych owoców.

Rossielchoznadzor wprowadził embargo na import jabłek i gruszek z Białorusi w kwietniu br. i zniósł go 24 lipca, po otrzymaniu od Białorusi pełnej informacji nt. mocy produkcyjnych białoruskich sadowników. Był to efekt powtarzających się, zdaniem Rosjan, przypadków wysyłania partii owoców bez odpowiednich certyfikatów dotyczących miejsca produkcji. Rosjanie podejrzewali, że sprowadzane owoce pochodzą z krajów UE, głównie Polski. Rosja w 2014 r. w odpowiedzi na zachodnie sankcje po aneksji Krymu wprowadziła zakaz importu zachodniej żywności.

Rosja sprawdzi, czy białoruskie jabłka nie pochodzą z Polski

W 2016 r. dziennikarze mołdawskiego portalu Rise Moldova przeprowadzili śledztwo, w którym ustalili, że część polskich jabłek trafia do Rosji przez Białoruś na podstawie certyfikatów krajów trzecich.

Według Władimira Tchorika, dziennikarza Rise Moldova w przemytniczym schemacie na dużą skalę brali udział białoruscy celnicy, przedsiębiorcy, przedstawiciele organów kontroli fitosanitarnej, a także urzędnicy z Litwy, Rosji i Mołdawii. Przemyt miały organizować białoruska państwowa firma logistyczna Biełtamożserwis oraz prywatna firma TransPetrolBaltik.

Biełsat, który kontynuował śledztwo mołdawskich dziennikarzy, ustalił, że dyrektorem TransPetrolBaltik jest Wolha Pauławiec, stojąca jednocześnie na czele firmy Gas Venture zarejestrowanej pod tym samym adresem. Firma jest częścią holdingu logistycznego Bremino Group – jednej z największych tego typu firm na Białorusi. Na jego czele stoi były szef Białoruskiego Komitetu Celnego (służb celnych), a przedtem również wiceszef białoruskiego KGB Wasil Dzemianciej. Firma należy do trzech biznesmenów: Mikałaja Wierabia, Alaksieja Aleksina i Alaksandra Zajcawa. Nalezą oni do ścisłego otoczenia Wiktara Łukaszenki, syna białoruskiego prezydenta.

Jak pokazują ustalenia Biełsatu, środki uzyskiwane z przemytu polskich jabłek mogą być transferowane z Białorusi. Zarówno TransPetrolBaltik, jak i Gaz Venture należą do firm zarejestrowanych na Cyprze i to tam trafiają dywidendy z ich działalności.

Według dziekana Wyższej Szkoły Ekonomii w Moskwie Andrieja Suzdalcewa na Białorusi działa ogromny przemytniczy terminal.

– To centrum logistyczne, w którym dokonuje się przepakowania produkcji i wyposażenia jej w państwową dokumentację – uważa ekspert.

Białoruski ekonomista Leanid Zaika uważa, że taki przemyt na dużą skalę uderza w białoruskich sadowników. A ponadto zyskuje na nim nie ogół, a głównie przemytnicy mający możliwość sprzedaży owoców do Rosji.

Więcej w materiale Stanisława Iwaszkiewicza:

Stanisłau Iwaszkiewicz, jb/ belsat.eu

Zobacz też
Komentarze