Krwawy Dzień Niepodległości i legenda o dobrym prezydencie

Foto

16 grudnia Kazachstan po raz 27 świętuje Dzień Niepodległości. Data ta ma kolor czerwony nie tylko w kalendarzu, ale też pamięci Kazachów. Już dwa razy tego dnia polała się krew. Pierwszy raz jeszcze w ZSRR, drugi – siedem lat temu. Za każdym razem decydującą rolę w tych wydarzeniach odegrał Nursułtan Nazarbajew.

„Żełtoksant” wczoraj i dziś

Grudzień 1986 roku. I sekretarzem KC Komunistycznej Partii Kazachstanu mianowano Giennadija Kołbina – człowieka, który nigdy nie mieszkał i nie pracował w Kazachskiej SRR. Plany Nursułtana Nazarbajewa, który sam chciał zostać I sekretarzem po 24 latach władzy Dinmuchameda Kunajewa, tego nie zakładały.

W Ałma-Acie, która była wtedy stolicą sowieckiego Kazachstanu, wybuchają zamieszki i protesty. Głównym żądaniem ludzi, którzy wyszli na plac, jest wyznaczenie przywódcy partii spośród rdzennej ludności. Demonstracje rozpowszechniają się w całym kraju, i są brutalnie tłumione. Aby wesprzeć siły porządkowe, milicja przyjeżdża aż z Syberii

Będący nadal w kierownictwie partii Nursułtan Nazarbajew potępia protestujących. Nazywając ich „nacjonalistycznymi chuliganami”.

– Nieprzypadkowo ekstremistycznie nastawionym młodzieńcom udało się w grudniu ubiegłego roku pociągnąć za sobą społecznie niezdrową część studentów, nie znających życia, nie mających odporności na prowokatorskie plotki i hasła oraz nie zahartowanych w pracy – cytowała Nazarbajewa gazeta Drużba Narodow („Przyjaźń narodów”) w 1987 roku.

Legenda o Nazarbajewie

Ale już w 1991 roku, gdy w Ałma-Acie przyjęto ustawę „O niepodległości i suwerenności państwa”, w Moskwie ukazuje się książka Nazarbajewa pt. „Bez prawych i lewych”. Autor jest już wtedy prezydentem młodego, niepodległego państwa i zupełnie inaczej traktuje wydarzenia z 1986 roku:

– W życiu każdego człowieka jest taki moment, gdy nagle staje przed problemem poważnego wyboru… Gdy zebrani na placu ludzie ruszyli na miasto, zrozumiałem, że stoję przed takim wyborem: albo powinienem zdecydować się na czyn, albo spokojnie wrócić do gmachu KC. Drugi wybór wydał mi się niewybaczalną zdradą ludzi – to oni mieli rację. Pomaszerowałem z nimi na czele kolumny.

Legendę o tym, że Nazarbajew poparł protestujących, rządowa propaganda przekazuje do dziś. Także w fabularnej epopei filmowej „Droga Lidera” Nursułtan Abiszewicz staje po stronie narodu.

„Taki był układ gwiazd”. Afisz ostatniej części filmowej epopei „Droga Przywódcy” o życiu Nursułtana Nazarbajewa.

W 2015 roku, występując przed dziennikarzami krajowych telewizji, prezydent nazwał wydarzenia 1986 roku “wysoką ceną niepodległości”:

– To bardzo wielkie osiągnięcie. Myślę, że zapłaciliśmy za nie ogromną cenę. Wszystkich uczestników tych wydarzeń należy uważać za sławne i wybitne jednostki. Postawiono im pomnik, są ulice nazwane na pamięć tych grudniowych wydarzeń.

Czy Nazarbajew stał za zamieszkami w 1986 roku?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Oskarżają go o to uczestnicy demonstracji, aktywiści ruchu “Żełtoksan” (Z kazachskiego “grudzień”. Tak w Kazachstanie nazywa się wydarzenia grudniowe z 1986 roku – przyp. Biełsat). Nieżyjący już zięć Nazarbajewa Rachant Alijew, po tym, jak przeszedł do opozycji i opuścił kraj, także wskazywał na związek teścia z wydarzeniami. Alijew zajmował w swoim czasie wysokie stanowiska w Komitecie Bezpieczeństwa Publicznego i zdołał wywieźć za granicę część archiwów sowieckiego KGB.

Rachat Alijew i Nursułtan Nazarbajew. Zdjęcie z książki Alijewa “Teść chrzestny”

Ale przecież i tak ktoś musiał organizować ludzi, ktoś przywoził wódkę do hoteli robotniczych, aby podgrzać nastroje mas, ktoś przekonywał przywódców, że nie ma się czego bać i trzeba wychodzić na ulice.

Wydarzenia 1986 roku zakończyły się tragicznie. Jeden z działaczy, Kajrat Ryskułbekow zmarł w areszcie KGB. Według oficjalnej wersji, powiesił się w celi. Ponad 1,7 tys. osób zostało rannych i odniosło obrażenia podczas interwencji wojska i milicji. Setki wyrzucono z pracy lub z uczelni. 1,5 tys. skazano na kary aresztu lub grzywny.

Ale jeszcze bardziej tragicznie zakończyły się wydarzenia z 2011 roku, które wydarzyły się też tego samego dnia.

Żangaözen – mroczna tajemnica

Zachodni Kazachstan, miasto Żangaözen. Zdjęcie z prywatnego archiwum Gałyma Agielieuowa.

Grudzień 2011 roku. Zachodni Kazachstan miasto Żangaözen (znane też jako Żanaozen). Na centralnym placu stoi kilkaset osób. To zwolnieni z pracy nafciarze. Rozpoczęli protest jeszcze w maju, ale dotąd nikt nie chciał z nimi rozmawiać.

Listy pracowników zwolnionych za udział w strajku latem 2011 roku. Zdjęcie z prywatnego archiwum Gałyma Agielieuowa.

Nie przyjechał do nich ani jeden deputowany do parlamentu, ani jeden minister. Wręcz przeciwnie – władze zachowały się wobec nich wyjątkowo bezwzględnie: pracodawca zwolnił wszystkich strajkujących z pracy, a na tej podstawie prokuratura uznała strajk za nielegalny.

Protestujący na głównym placu miejskim. Zdjęcie z prywatnego archiwum Gałyma Agielieuowa.

Czego chcieli protestujący

– Okazało się, że pomiędzy oficjalnymi zarobkami a pensjami, które w rzeczywistości dostawali pracownicy, była znacząca różnica. Oczywiście nie na korzyść pracowników. Ujawniła to prawniczka Natalia Sokołowa – wspomina w rozmowie z Biełsatem Gałym Ageługow, reżyser filmu dokumentalnego „Żangaözeński dziennik”.

Sokołową aresztowano i skazano na sześć lat więzienia – za „rozniecanie wrogości społecznej”. Ten fakt jedynie upolitycznił strajk. Ludzie wyszli na ulice. Latem stali na głównym placu miasta w 50-stopniowym upale, a zimą – na 20-stopniowym mrozie. Nafciarze stali rozumiejąc, że jeśli odejdą, to przegrają.

Rozumiały to też władze, które rozpoczęły kampanię dyskredytującą protestujących. Szef koncernu KazMunajGaz (i średni zięć prezydenta) Timur Kulibajew oskarżył o wzniecanie protestów tzw. „oralmanów”, czyli etnicznych Kazachów, przesiedlonych z innych byłych republik ZSRR oraz z Mongolii.

– Władze starały się stworzyć wewnętrznego wroga, winnego wszelkich nieszczęść – mówi Biełsatowi przywódca kazachskich socjalistów Ajnur Kurmanow.

Protestujący byli na placu przez całą dobę. Wielu koczowało tam całymi rodzinami. Zdjęcie z prywatnego archiwum Gałyma Agielieuowa

Dzień Niepodległości w 2011 jak w 1986

Podobnie jak w odległym 1986 roku, tak i teraz Nazarbajew spróbował przedstawić ten protest jako bunt maruderów i chuliganów, którzy uzbroili się w co wpadło im w ręce i zaatakowali policję. Państwowa telewizja pokazywała zagadkowe arsenały broni i „koktajli Mołotowa”, rzekomo znalezione przez policję u protestujących. Opowiadano o całych wagonach z bronią.

Jednak niezależne media pokazały co innego – to policja strzelała w plecy uciekającym ludziom. Pojawiło się m.in. to nagranie, zrobione z okna jednego z okolicznych domów.

Blokada informacyjna została przełamana: udowodniono, że władze Kazachstanu mogą rozstrzeliwać bezbronnych ludzi.

Oficjalne statystyki mówią, że zginęło 14 osób. Jedna zmarła potem, wskutek pobicia na policji. Nieoficjalne liczby to ponad 100 zabitych. Mówiono o tym od razu, jednak władze skutecznie blokowały takie wycieki informacji.

W mieście wprowadzono stan wyjątkowy, na policję zabrano setki mężczyzn i kobiet. Wiele osób torturowano. Do dziś ludzie, którzy stracili wtedy bliskich, nie chcą mówić o tamtych wydarzeniach. Ale pokazują na bezimienny cmentarz za miastem, gdzie o pochówkach mówią kopce ziemi w stepie. Dziesiątki kopczyków, które wyrosły tam zaraz po wydarzeniach z grudnia 2011 roku.

Bez sprawiedliwego sądu

Pół roku później odbyły się pokazowe procesy nad uczestnikami zamieszek. Z 37 oskarżonych 13 zostało skazanych na kary bezwzględnego więzienia. Pozostałym wymierzono wyroki w zawieszeniu, innych objęła amnestia. Trzech zostało uniewinnionych.

A kiedy o tragedii w Żangaözen zaczęto szeroko mówić za granicą, władze postawiły zareagować i pod koniec maja 2012 roku przed sądem stanęło też pięciu policjantów. Skazano ich za „nadużycie uprawnień służbowych”.

– Sprawiedliwości nie stało się zadość. Dla mnie nastąpi to wtedy, kiedy przed sądem staną ci, którzy są winni przyczynie konfliktu: Timur Kulibajew, cała rodzina Nazarbajewa, policjanci torturujący ludzi, dyrekcje koncernów naftowych. Żaden z nich nie stanął przed sądem – mówi Biełsatowi Łukpan Achmediarow, redaktor naczelny gazety Uralskaja Niediela.

Nikt z kierownictwa policji nie tylko nie został skazany. Szef MSW Kałmuchamed Kasymow, którego nazwano „rzeźnikiem z Żangaözen”, do dziś pełni swoje stanowisko.

Minister spraw wewnętrznych Kazachstanu Kałmuchamedow. Zdj. mvd.gov.kz

Do dziś nie odpowiedziano też na pytanie, kto kazał strzelać do protestujących. Ale wszyscy oponenci polityczni Nursułtana Nazarbajewa są zgodni: minister spraw zewnętrznych nigdy nie zdecydowałby się na taki krok, nie mając na to zgody „z samej góry”.

Nursułtan Nazarbajew rządzi krajem faktycznie od 1989 roku, kiedy został I sekretarzem KC Komunistycznej Partii Kazachstanu. Zdjęcie: oficjalna strona prezydenta Kazachstanu.

Odpowiedzialność za śmierć ludzi w Żangaözen całkowicie i w pełnej mierze spoczywa na Nursułtanie Nazarbajewie – tę tezę wielokrotnie wygłaszano zarówno w samym Kazachstanie, jak i poza granicami kraju. Ale, aby to potwierdzić lub temu zaprzeczyć, trzeba będzie co najmniej doczekać się schyłku epoki pierwszego prezydenta, który rządzi państwem już prawie 30 lat.

Kazachstan nie może się zerwać Rosji z uwięzi, ale potrafi poluzować smycz

Igor Winiawski, cez, pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze