Kreml i Michaił Chodorkowski kłócą się nad trumnami zabitych w Afryce dziennikarzy


Od lewej: Aleksandr Rastorgujew, Kiriłł Radczenko, Orhan Dżemal, zginęli w Afryce miesiąc temu i nadal nie wiadomo dlaczego. Źródło: svoboda.org

Rosyjskie media twierdzą, że reporterzy zginęli w Afryce przez skąpstwo Chodorkowskiego. Do Afryki pojechali dziennikarze powiązani z ludźmi Kremla, by szukać haków na byłego oligarchę i więźnia Putina.

Znany i doświadczony reporter wojenny Orhan Dżemal, reżyser i dokumentalista Aleksandr Rastorgujew oraz kamerzysta Kiriłł Radczenko zginęli 31 lipca, rozstrzelani przy drodze w Republice Środkowoafrykańskiej.

Czytajcie więcej:

Rosyjski MSZ zapowiadał drobiazgowe śledztwo i wyjaśnienie przyczyn zabójstwa. Michaił Chodorkowski, były oligarcha i przeciwnik Kremla, który sponsorował dziennikarską wyprawę, również obiecał, że wyjaśni sprawę. W mediach pojawiła się masa sprzecznych, albo dezinformujących rewelacji: że dziennikarzy zabili rosyjscy najemnicy z grupy Wagnera operującej w Afryce, że zrobili to opozycyjni lub rządowi bojownicy walczący ze sobą w szarpanym wojną domową afrykańskim kraju, że to przewodnik Rosjan, a nawet, że odpowiedzialny jest Chodorkowski. Miesiąc po tragedii nie wiadomo wiele więcej. Śledztwo utknęło w martwym punkcie. Chodorkowski próbuje umyć ręce i oskarża władze z Moskwy o tuszowanie tragedii. Zaś rosyjski MSZ oskarża Chodorkowskiego, że jest nieuczciwy w sprawie dziennikarzy, których sam wysłał do afrykańskiego piekła.

Nadzieja wolnych mediów

Centrum Zarządzania Śledztwami miało być czymś przełomowym w rosyjskich mediach. Kiedy powstało rok temu, jego szef Andriej Konachin obiecywał, że w Centrum będzie działać grupa najlepszych dziennikarzy śledczych i reporterów. Mieli wykrywać największe afery, śledzić korupcję i nadużycia rosyjskiej władzy. Z większych rzeczy Centrum zdążyło opublikować filmowy reportaż o Igorze Sieczinie, bliskim Kremlowi prezesowi koncernu naftowego Rosnieft. Działalność Centrum finansował przebywający na emigracji Michaił Chodorkowski.

Michaił Chodorkowski nie raz już zaczynał wielkie projekty i szybko się do nich zrażał. Czy tak będzie z dziennikarstwem śledczym? Źródło: republic.ru

Były oligarcha, a dziś mecenas opozycji i niezależnych mediów w Rosji uważał, że pokazywanie prawdy o władzy Władimira Putina jest jego misją. Wiosną reporterzy Centrum zaczęli się przyglądać interesom Jewgienija Prigożina, właściciela obsługujących m.in. Kreml firm kateringowych i mediów. Według zachodnich gazet Prigożin finansował rozpowszechniające w sieci propagandę „fabryki trolli”. Z biznesmenem wiąże się również tzw. grupę Wagnera, czyli armię najemników walczących na Donbasie, w Syrii, a ostatnio w Afryce.

Czytajcie więcej:

Trójka dziennikarzy Centrum pojechała do Afryki właśnie po to, by wytropić i pokazać w materiale filmowym działania rosyjskich najemników w ogarniętym wojną domową kraju. Kiedy zginęli, wokół ich wyprawy narosło wiele wątpliwości.

Błąd mecenasa

Michaił Chodorkowski przyznał dwa dni temu, że finansowanie dziennikarskiego centrum śledczego było jego błędem. Ogłosił, że wycofuje swoje wsparcie dla reporterów śledczych. Winą za złe przygotowanie wyprawy Orchana Dżemala i jego kolegów oligarcha obarczył Andrieja Konachina, szefa Centrum. Sam Konachin uznał swoją winę i podał się do dymisji. Jego kluczowym błędem był zły wybór fiksera, przewodnika dla dziennikarzy. Miał nim być niejaki Martin, miejscowy, którego niedawno władze Republiki Środkowoafrykańskiej aresztowały oskarżając, że naprowadził Rosjan w pułapkę zastawioną na drodze przez bandytów.

Ale właśnie wokół tego, kto tak naprawdę rekomendował Martina jest najwięcej wątpliwości. Bo, zdaniem dziennikarzy „Nowej Gazety”, polecił go tak naprawdę Kiriłł Romanowskij, dziennikarz powiązany z portalem Riafan.ru (Federalna Agencja Informacyjna RIA FAN), medium należącym do…Jewgienija Prigożina. Portal riafan.ru, zajmujący się od dawna medialnym wsparciem dla rosyjskiej propagandy, a szczególnie najemników, „wagnerowców”, wysłał zresztą kilka dni temu do Republiki Środkowafrykańskiej swojego reportera. Kiriłła Romanowskiego właśnie.

Kiriłł Romanowskij, dziennikarz śledczy prokremlowskiego portalu riafan.ru szuka w Afryce winy Chodorkowskiego. Źródło: instagram

Ma prowadzić śledztwo w sprawie zabójstwa ekipy Orchana Dżemala. Pojechali tam i inni reporterzy, którzy już relacjonują, że tragedia sprzed miesiąca była bandyckim rozbojem. Teksty pojawiające się w RIA FAN atakują bezpośrednio Michaiła Chodorkowskiego. Głównie za to, że źle zorganizował wyprawę do niebezpiecznego kraju i na wszystkim oszczędzał (np. na zapewnieniu dziennikarzom profesjonalnej ochrony i kierowców, oraz akredytacji dziennikarskich), a poza tym będąc wrogiem Rosji nie pozwolił reporterom na kontakt z rosyjską ambasadą na miejscu. Akurat w przypadku Orchana Dżemala tego typu oskarżenia są dziwne. Dżemal miał świetne kontakty wśród wojskowych i służb specjalnych i raczej wątpliwe jest, by nie poinformował wojskowych o wyprawie, a nawet nie konsultował z nimi szczegółów.

Dwie trumny

A jednak rosyjskie media podchwyciły narrację ludzi Prigożina. Oliwy do ognia dolała wczoraj Maria Zacharowa, rzeczniczka MSZ z Moskwy. Przyznała, że skąpy Chodorkowski nie chciał dać pieniędzy na trumny i transport zwłok dziennikarzy z Afryki do Rosji. Zacharowa stwierdziła, że miliarder zapłacił tylko za dwie trumny.

– Jednodniowa firma i biznes przetrwały, a dziennikarze nie, taki model lat 90. – napisała na swoim profilu rzeczniczka MSZ, złośliwie uderzając w Chodorkowskiego.

W odpowiedzi Chodorkowski opublikował korespondencję jego ludzi z Zacharową, w której proszą o dane, by wpłacić pieniądze za transport zwłok i trumny. Przepychanka wokół śmierci w Afryce trwa nadal. Michaił Chodorkowski próbuje ratować wizerunek mecenasa wolnych mediów. Kreml stara się zrobić z byłego właściciela Jukosu winnego śmierci i udowodnić, że brak zaufania do państwa źle się kończy. W tej awanturze oddala się prawda o tym, czy trójka reporterów zginęła przypadkiem, czy też było to zaplanowane morderstwo.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze