Koziany: niespełniony sen o odrodzeniu białoruskiej wsi

Białoruś, przez sąsiadów nazywana “ostatnim kołchozem Europy”, od dawna nie jest już państwem rolników. Większość Białorusinów mieszka w miastach, z czego ponad 20 proc. w stolicy, a wieś nie ma im czego zaproponować. Mimo to rządzący państwem Alaksandr Łukaszenka od lat śni o odrodzeniu wsi. Wynikiem jego wizji są m.in. Koziany.

Tego lata kilka razy słyszałem: „Pojedźcie do Kozian, jest tam cała ulica pustych domów”. Na Białorusi widzieliśmy to nie raz, więc nie spieszyliśmy się, ale planowaliśmy zajechać przy okazji.

I właśnie teraz taka okazja się nadarzyła. To, co tam zobaczyliśmy, przerosło wszelkie nasze oczekiwania. Wyglądało to tak, jakbyśmy wjechali do wsi po wojnie nuklearnej.

Koziany miały być osiedlem jednakowych domków dla robotników rolnych. Zdjęcie: Alona Szabunia/belsat.eu

Po obu stronach drogi stoją domy zasłonięte przez wysoką trawę i burzany, do niektórych trudno nawet dotrzeć. Po części domków widać, że kiedyś żyli w nich ludzie. Obok innych wyczuwa się, że zawsze stały puste.

Idąc przez osiedlę, trzeba uważnie patrzeć pod nogi, aby nie wpaść w głęboką koleinę lub nawet do otwartej studni. Jest tu też wiele węży! Musieliśmy też uważać na wyższe od człowieka osty, które łapały nas za ubrania i włosy.

Opuszczone osiedle zajęła już przyroda. Zdjęcie: Zmicier Łupacz/belsat.eu

Na samym końcu pustej ulicy widzimy zasadzone ludzkimi rękami brzozy, za którymi stoją dom i samochód. Podchodzimy bliżej i spotykamy tam żywego człowieka. A obok niego jeszcze i kota!

Przywitaliśmy się. Nazywa się Piotr, nie mieszka tu od lat, ale ma tu ogród. Mówi, że przyjeżdża tu 3-4 razy w tygodniu, opiekuje się uprawami. No i musi też nakarmić koty, które są tu jedynymi mieszkańcami. Jeden z nich nawet daje się sfotografować, w przeciwieństwie do właściciela, który nie chce znaleźć się na zdjęciu.

Jedynimi mieszkańcami osiedla są koty. Zdjęcie: Zmicier Łupacz/belsat.eu

Piotr mówi, że jest tu trzynaście takich domów. Władze nie zdążyły zbudować więcej, wylewając tylko kilka fundamentów, które już się rozpadają.

– U niektórych ludzie w ogóle nie żyli, są puste, nie mieli nawet czasu się wprowadzić. Mieszkało tu sześć rodzin.

Koziany mogły być ładnym miejscem do życia. Zdjęcie: Zmicier Łupacz/belsat.eu

Potem kołchoz upadł, pracy nie było i ludzie zaczęli stamtąd wyjeżdżać:

– Z tego domu pojechali do Widz, stamtąd – do Mińska, ktoś gdzie indziej. Gdzie znaleźli sobie miejsce do życia, tam i pojechali.

Pytamy Piotra, jak mieszkało się w tych domach.

– Domy były zimne, potrzeba było dużo drewna na opał. Ale woda, toaleta, wszystko tam było.

Na osiedlu był nawet gaz. Zdjęcie: Zmicier Łupacz/belsat.eu

Potem, jak mówi mężczyzna, przyjechał nadzór budowlany. Komisja sprawdziła stan domów i stwierdziła, że mieszkanie w nich jest niebezpieczne. Wezwano milicję, odbyło się śledztwo, mówili, że szefa firmy budowlanej to nawet posadzili. Ale przecież te domy zostały odebrane przez władze rejonowe.

Nie tak dawno przeszedł przez ten obszar huragan, który miejscami zerwał eternit z dachów opuszczonych domów, przez co zaczęły wyglądać na jeszcze bardziej zaniedbane.

Zniszczonego dachu już nikt nie naprawił. Zdjęcie: Zmicier Łupacz/belsat.eu

Wcześniej ludzie rozkradli z pustostanów wszystko, co miało jakąś wartość. Nawet włazy kanalizacyjne wzięli, więc trzeba bardzo uważać, żeby nie wpaść do studzienki. Jednym słowem, osiedle ruin kilka kilometrów od granicy z Unią Europejską.

– Przynajmniej by tu wykosili, jakoś tym zarządzali, żeby jakoś to wyglądało. A to wszystko zarosło. Pozostaje tylko wykopać rów i wszystko do niego zepchnąć – podsumowuje Piotr.

Kiedyś Koziany były dużym miastem, częścią historycznej Brasławszczyzny. Znane są od 1504 roku i pierwotnie dzieliły się na miasteczko i wioskę.

Dawne miasteczko Koziany. Na czerwono zaznaczyliśmy opuszczone osiedle. Jasne ślady na polach świadczą, że przed kolektywizacją stały tam domy. Za rzeką już Litwa.

Na początku XX wieku, w 1903 r., w miasteczku mieszkało 750 osób, a we wsi – 677 osób. W okresie międzywojennym, kiedy Koziany były w graniach II RP, mieszkało tu łącznie ponad półtora tysiąca osób.

W 1995 r. w Kozianach mieszkało prawie 1300 mieszkańców, a w 2010 r. mniej niż pół tysiąca. Teraz jest tylko połowa tego, co przed dekadą. Tak więc za rządów Alaksandra Łukaszenki ludność Kozian zmniejszyła się ponad pięciokrotnie. To smutny wynik programu odnowy wsi.

Koziany. Zdjęcie: Alona Szabunia/belsat.eu

Koziany należą do rejonu brasławskiego, do miasta rejonowego jest ponad sześćdziesiąt kilometrów, do sąsiednich Postaw – nieco ponad dwadzieścia. Centrum sielsowieta (rady wiejskiej – gminy) znajduje się w Widzach, oddalonych od Kozian prawie o dwadzieścia kilometrów.

Pytamy przewodniczącą sielsawieua Natalię Załatuchę, jak to się stało, że tyle domów jest pustych.

– Bo rozleciał się kołchoz, a budowano nieprawidłowo – mówi szefowa administracji.

Urzędniczka zainteresowała się, skąd się o tym dowiedzieliśmy. „Miejscowi nam pokazali” – odpowiadamy.

– To już nie mają niczego lepszego do pokazywania?! – Natalia Załatucha oburza się w słuchawką.

W opuszczonych domkach pękają już mury. Zdjęcie: Zmicier Łupacz/belsat.eu

Przewodniczącą sielsawietu mówi, że przy budowie tych domów “coś nakombinowano”, więc źle się w nich mieszkało. A teraz nie ma już nikogo, kto by tam mieszkał, ludzie wyjechali z Kozian, żeby nie powiedzieć, że uciekli.

– Szczerze mówiąc, nie ma nikogo, kto mógłby się tam osiedlić – mówi Natalia Załatucha. – Ludzie wyjechali, żyją u nas już głównie emeryci.

Zdaniem szefowej administracji wiejskiej w Kazianach nie ma nikogo, kto by wziął na siebie odpowiedzialność za te domy. Nie ma już kołchozu, ani innego przedsiębiorstwa. Zostały przekazane spółdzielni rolnej „Brasławski”, której siedziba znajduje się 60 kilometrów od Kozian. Poza tym to gospodarstwo już samo ledwo zipie. Dlatego domy są w takim stanie, bo pieniędzy nie ma nawet na ich wyburzenie.

– Tam ludzie wszystko rozkradli, wszystko zostało żywcem wyrwane. Ale zakonserwowaliśmy je jak potrafiliśmy – mówi przewodnicząca.

„Zakonserwowany” dom w Kozianach. Zdjęcie: Alona Szabunia/belsat.eu

Z tej okazji przypomniałem sobie starą sowiecką anegdotę. Nie należy jej uważać za antysemicką, bo opowiedział mi ją akurat przedstawiciel narodu wybranego.

Kierownictwo partii komunistycznej wysłało Żydów do tworzenia kołchozów. Po jakimś czasie do Moskwy dotarł telegram: „Kołchozy gotowe, wyślijcie kołchoźników”.

Tak się też stało w Kazianach: domy pobudowany, wysyłajcie robotników! Tylko nie ma dla nich pracy. Według Natalii Załatuchy, władze chciały zachować jedną farmę w Kazaniach, żeby ludzie mieli gdzie pracować. Nawet przeprowadzono w niej remont, wyznaczono zarządcę tymczasowego. Ale długo to on nie „zarządzał”, a gospodarstwo trzeba było zamknąć.

Polesie pustynnieje ZDJĘCIA

Pani Natalia kończy rozmowę klasycznym zdaniem, które często można usłyszeć w gabinetach białoruskich urzędników:

– Stało się, co się stało. Sami doskonale wszystko rozumiecie.

Rozumiemy, chociaż trudno zrozumieć, jak można było tyle pieniędzy wyrzucić w błoto, a teraz nie znaleźć winnych. A może także tutaj winni są zagraniczni “władcy marionetek”?

Wszystkie zdjęcia z Kozian:

Zmicier Łupacz, Alona Szabunia, pj/belsat.eu

Wiadomości