Kosztowne zacieranie symboli białoruskiej rewolucji. Czy skuteczne?

Protesty na Białorusi trwają już ponad dwa miesiące i widać je nie tylko na ulicach, ale też na ścianach. Ulicami zajmują się mundurowi, a napisami i muralami – służby komunalne. Belsat.eu obliczył, ile pieniędzy dotychczas przeznaczono na to, by przywrócić na ulicach dawny porządek i czy praktyki służb komunalnych są skuteczne.

Koszty utajnione?

Jak poinformował Uładzimir Lebiedź, szef wydziału usług komunalnych Mińskiego Miejskiego Komitetu Wykonawczego, w pierwszym miesiącu protestów w Mińsku prace miejskich służb publicznych kosztowały 750 tys. rubli białoruskich (ok. 1,1 mln złotych). Po tej informacji urzędnicy nie ujawniali już kwot pieniędzy wydanych na doprowadzenie miast i miasteczek do takiego porządku jaki chce oglądać Łukaszenka.

Mural z Niną Bahinską. Zdjęcie czytelników belsat.eu

W drugim miesiącu protestów tempo pracy służb komunalnych najprawdopodobniej nie zwolniło. Świadczą o tym regularne spotkania Białorusinów na „protestacyjnych podwórkach”, a także wiadomości o nowo zawieszonych flagach i wstążkach, czy odnowionych po zamalowaniu muralach. W związku z tym w ciągu dwóch miesięcy protestów w Mińsku służby wydały co najmniej 1,5 mln rubli. Trudniej jest obliczyć, ile wysiłku i pieniędzy włożono w walkę z ruchem partyzanckim w poza stolicą.

Rewolucja świadomości na podwórzach Grodna

Zebraliśmy komunikaty dotyczące nowych napisów, murali, flag, naklejek i wstążek, które ukazały się w mediach i na popularnych telegramowych kanałach w ciągu ostatniego tygodnia. Przybliżony stosunek aktywności mińskich „partyzantów” w porównaniu z prowincją to 5:6, więc przez dwa miesiące protestów służby komunalne mogły wydać poza stolicą nawet 1,8 mln rubli (2,7 mln złotych). Dlatego oczyszczanie całego państwa z naklejek, murali i wstążek może kosztować budżet państwa aż 3 mln rubli.

Strażacy znów przy pracy. Zdjęcie czytelników belsat.eu

To są koszty, które poniosły służby komunalne. Ale zdarzało się, że do akcji zdejmowania flag z domów przyjeżdżali pracownicy Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych. Kara za bezpodstawne wzywanie ratowników wynosi minimum 108 rubli (ok. 160 złotych). Możemy uznać, że tyle jest wart wyjazd pracowników ministerstwa do pracy. Znanych nam przypadków wezwania ratowników z ministerstwa do usunięcia flag było około 15. I w ten sposób mamy kolejny minus w budżecie – 1500 rubli.

Do tego w usuwaniu flag pracownikom ministerstwa zazwyczaj pomagały służby specjalne i milicja. Funkcjonariusze milicji również często ochraniali pracowników służb komunalnych podczas pracy.

Walczą, ale czy skuteczne?

Wielokrotnie zamalowywany i odnawiany mural w Mołodecznie. Zdjęcie czytelników belsat.eu

Metody walki są różne, ale nie wszystkie z nich działają. Najczęstszym sposobem jest zamalowywanie ściany rozcieńczoną farbą. Jednak ten sposób nie działa zbyt często – ludzie zmywają farbę i przywracają rysunki. Czasami murali w ogóle nie da się przykryć rozcieńczoną farbą.

Mural z „DJ-ami przemian” w „kwartale Solidarności” w mińskiej dzielnicy Zachad. Zdjęcie czytelników belsat.eu

Jak twierdzi mieszkaniec mińskiej dzielnicy Asmałouka i aktywista Andrej Ezeryn, „napisy zmian” są Białorusinom potrzebne. Niosą głębszy sens i często są po prostu ładne, a zamazywanie ich tylko psuje ściany.

– Nasza dzielnica, którą można uznać za zabytkową, została niedawno zrekonstruowana pod nadzorem profesjonalnych architektów i restauratorów. Ściany dobrze zabezpieczono i pomalowano przy użyciu specjalnej technologii i profesjonalnych farb. Teraz na naszych ścianach malowane są kwadraty. To nie wygląda estetycznie. Farbą olejną zamalowują farbę mineralną, która sporo nas kosztowała”.

Protestujący często utrudniają pracę służbom komunalnym. Na przykład umieszczają flagi na środku stawu. W takich wypadkach pracownicy służb potrzebują łódki. Bywały nawet sytuacje, kiedy w celu usunięcia flag z okien i balkonów używano dźwigów. W jednej ze stołecznych dzielnic powstała ogromna biało-czerwono-biała flaga z taśmy klejącej. Służby próbują się z nią uporać już drugi dzień.

16 października służby miejskie mozolnie walczyły z flagą narodową zrobioną z taśmy klejącej. Zdjęcie czytelników belsat.eu

Kreatywna jest nie tylko treść rysunków, ale także to, jak protestujący „poprawiają” pracę wykonywaną przez służby. Kiedy społeczne miejsce pamięci ku czci zastrzelonego demonstranta Alaksandra Tarajkouskiego po raz kolejny zasypano odczynnikiem chemicznym, mieszkańcy narysowali na nim czerwoną linię i w ten sposób ukazała się symboliczna flaga.

Dzięki czerwonej linii znów pojawiły się barwy narodowe: Zdj. TGТ@motolkohelp

– Nanoszenie na budynki jakichkolwiek rysunków bez konsultacji z miejscowymi władzami jest wykroczeniem podlegającym karze. Ale co teraz w ogóle można nazwać wykroczeniem, kiedy na Białorusi łamane są prawa obywateli” – mówi Ryhor Kastusiou, działacz opozycji i były szef departamentu gospodarki komunalnej na Mohylewszczyźnie.

Na przykład mural „DJ-ów zmian” jest narysowany na części pomieszczenia wentylacyjnego podziemnego parkingu, który należy do właścicieli ze spółdzielni mieszkaniowej, a nie do służb komunalnych.

– Jeżeli ściana wpisana jest jako własność spółdzielni, to kwestia ta rozstrzygana jest na walnym zgromadzeniu. Zatwierdzają mural, wspólnie nabywają farbę. Jeśli ściana wpisana jest w wykaz własności miasta, to oczywiste jest, że jest to jego własność. Trzeba mieć formalne pozwolenie na naniesienie muralu. Z drugiej strony, są obywatele, którzy troszczą się o miejskie otoczenie. To nie są jakieś wulgaryzmy, to nie to, co widzimy w ciemnych zaułkach. W sprawie muralu z DJ-ami nie chodzi o prawo, tylko o politykę. Szczerze mówiąc w Mińsku wciąż płynie woda koloru rdzy. Lepiej było by, gdyby służby zajęły się ważnymi sprawami, a nie cięły wstążki i flagi na podwórkach – twierdzi szef inicjatywy Skuteczne Zarządzanie Miastami Uładzimir Nawasiad.

„Zamalowywali, a mural wracał”

Mural w podwórku przy ul. Czarwiakowa w Mińsku jest nieustannie odnawiany. Zdjęcie czytelników svaboda.org

Rozmawialiśmy z Julią, mieszkanką podwórka przy ul. Czarwiakowa, gdzie mieszkańcy walczą o mural „DJ-ów przemian”. Obraz pojawił się 12 sierpnia. Był on przywracany już ponad 10 razy.

– Nie wiemy, kto go zrobił, ale podoba nam się. Ten mural ozdabia nasz plac. Czyn DJ-ów miał miejsce tuż za placem. Wtedy właśnie zaczęła się tworzyć wspólnota podwórkowa. Nie pamiętam jak długo wisiał pierwszy mural, ale został zamalowany dość szybko. Dzień później pojawił się ponownie, ale znów został zamalowany. I tak w kółko.

Zazwyczaj zajmowały się tym służby komunalne. Później tę pracę przejęły organy ścigania.

Plac Prawdy. Zdjęcie czytelników belsat.eu

– Niektórzy byli w mundurach, ale było też paru dziwnych ludzi ubranych po cywilnemu. Nikt się nie przedstawił. Z czasem to się zmieniło w prawdziwą wojnę. Zamalowywali, a mural wracał. Ktoś zauważył, że to rozcieńczona farba akrylowa. Ludzie zaczęli czyścić mural i udało się. Nie trzeba było go poprawiać. Tak było kilka razy. Postawili obok strażnika, żebyśmy nie mogli się do niego zbliżyć. Pewnego razu zamalowali go farbą o strasznym zapachu, a tu obok jest plac zabaw. Poszliśmy z tym do sanepidu, ale odesłali nas z kwitkiem.

Jak mówi Julia, funkcjonariusze organów ścigania nie wracają na plac już około 10 dni, nikt w tym czasie nie tknął muralu. Według niej skupili się teraz na obiektach w innych miejscach. Jednak w razie potrzeby mieszkańcy są gotowi przywrócić mural.

– Pierwszy mural został wydrukowany i przyklejony. Teraz to jest szablon. Można to zrobić dosyć szybko. Trzeba spryskać sprejem albo wymalować farbą. Pamiętam, że nasza ściana po tych wszystkich działaniach była w tak strasznym stanie, że musieliśmy zeskrobać farbę i porządnie wymalować, a dopiero potem nanieśliśmy mural.

Symbole w barwach narodowych ozdabiają kolejne dzielnice stolicy. Zdjęcie czytelników belsat.eu

Walczy się też z biało-czerwono-białymi wstążkami. Niedawno doszło nawet do ich podpalenia.

– Było to dwóch mężczyzn w cywilnym stroju. Jeden z nich je podpalił. Te wstążki są ciągle przecinane, ale oni nawet po sobie nie sprzątają. My je zbieramy i wiążemy z powrotem. Są coraz krótsze.

Ostatnim razem, były tak krótkie, że całe ogrodzenie było w węzełkach. Ciężko było je odciąć. Postanowili więc je podpalić. To było straszne. Wszystko się stopiło. Bywało, że malowali te wstążki farbą z butli. Trwało to jakieś 3-4 noce.

Wcześniej zajmowali się tym w dzień, o 11:00 do 12:00. 15 września, kiedy na „Plac Zmian” po raz kolejny przybyli stróże prawa, podwórka bronił przed nimi Ściapan Łatypau. Mężczyzna został zatrzymany i nadal przebywa w areszcie przy ul. Akreścina. Uznano go za więźnia politycznego.

– Teraz w środku nocy przychodzą. Żeby „porozmawiać”, chociaż nie mówią zbyt wiele. Dla nich to lepiej, kiedy wyjdzie do nich jedna osoba niż 20. Trudno z nimi walczyć. Przeciwko Ściapanowi zostało wszczęte postępowanie karne, a on przecież tylko poprosił o okazanie dokumentów. Różnica polega na tym, że oni dostają za to wynagrodzenie, a dla nas to przyjemność. Stoimy i wiążemy wstążki, dopóki brzmi muzyka, dopóki słychać koncert.

Biało-czerwono-biała flaga wywieszona na wiadukcie przez białoruskich „partyzantów”. Zdjęcie czytelników belsat.eu

Czasami obrońcy starego systemu wysyłają do przecinania wstążek tańszych robotników.

– Przyprowadzają do nas pijaczków. Najpewniej są to ludzie, którzy muszą wykonywać prace społeczne. Milicja znajduje ludzi, na których mogą wywrzeć presję i się nimi wyręczyć. Rozmawialiśmy z nimi i powiedzieliśmy, że nie powinni tego robić. I poszli sobie…

Kultura białoruskiego sprzeciwu: milicyjne więźniarki i pałki stają się częścią sztuki ulicznej

Diana Ratkiewicz, ksz/belsat.eu

Wiadomości