Koniec śledztwa w sprawie przemytu argentyńskiej kokainy rosyjską pocztą dyplomatyczną


Dwójka oskarżonych: rosyjski biznesmen i były pracownik ambasady w Buenos Aires nie przyznają się do winy. Podejrzani nawzajem obciążają się odpowiedzialnością.

Rosyjscy śledczy ustalili okoliczności głośniej sprawy próby przerzutu do Rosji prawie 400 kg kokainy w bagażu dyplomatycznym, informuje Kommersant.ru. Jeszcze w 2016 r. argentyńska policja zabezpieczyła na terenie ambasady Rosji w Buenos Aires 389 kilo kokainy. Towar znajdował się w 12 walizkach. Paczuszki z narkotykiem (było ich 360) zamierzano następnie wysyłać z ambasady do Europy i Rosji pocztą dyplomatyczną. Wartość przejętego narkotyku oszacowano na 50 mln dolarów.

Agenci zamienili wtedy „koks” na mąkę, a w walizkach umieścili nadajniki GPS, umożliwiające śledzenie ich lokalizacji. Towar trafił do Rosji i tam dokonano aresztowania czterech osób zamieszanych w sprawę. Według rosyjskich śledczych za pomysłem transportowania kokainy stał biznesmen Andriej Kowalczuk współpracujący z pracownikiem technicznym ambasady Alim Abjanowem.

Pracownik ambasady pod wpływem próśb Kowalczyka owinął paczki specjalnym papierem, a na wierzchu umieścił lakowe pieczęcie poczty dyplomatycznej. Walizki zostały ukryte w rosyjskiej szkole działającej przy ambasadzie. Na przesyłce były też umieszczone dane adresowe Kowalczuka i jego telefon. Plan pokrzyżowało zwolnienie Abjanowa z pracy w ambasadzie. Jego następca pod koniec października postanowił zrobić inwentaryzację i wykrył paczki z białym proszkiem, o czym miał poinformował pracowników ochrony ambasady. Ci zaś zawiadomili FSB i argentyńską policję.

Prawie 400 kg kokainy wykryto w rosyjskiej ambasadzie w Buenos Aires

Kowalczuk tymczasem wyparł się wszystkiego, twierdząc, że zajmował się eksportem do Rosji drogich cygar i kawy. Jego zdaniem w paczkach miała się znajdować kawa „Luwak”, a o kokainie niczego nie wiedział. Nazwał też sprawę prowokacją zachodnich służb specjalnych. Z kolei Abjanow twierdził, że robił wszytko na prośbę Kowalczuka i również nie wiedział o narkotyku.

Rosyjskie media zwracają uwagę, że wcześniej Kowalczuk przedstawiał się jako pracownik służb specjalnych oddelegowany do nadzorowania dyplomatów. Biznesmen pracował wcześniej jako pracownik techniczny w rosyjskiej ambasadzie w Berlinie. Twierdził, że pracował dla służby bezpieczeństwa MSZ.

Argentyńska gazeta Clarin stwierdziła, na podstawie nagrań rozmów podejrzanych, że nie była to pierwsza tego typu dostawa do Rosji narkotyków kanałami dyplomatycznymi. Abjanow potwierdził, że kilkakrotnie na prośbę Kowalczuka wysyłał do Moskwy „ciężkie walizki”, za co otrzymywał po tysiąc dolarów. Jednak fakt ten nie został zbadany w śledztwie.

Rekord korupcyjny w Rosji: U pułkownika FSB znaleziono 12 mld rubli w gotówce

jb/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze