Konfabulacje Łukaszenki: żenujące, ale niebezpieczne

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Kiedy białoruski prezydent ogłosił zamykanie granic, sąsiedzi Białorusi wstrzymali oddech. Niesłusznie, bo to tylko kolejna fantazja spanikowanego prezydenta. Niestety nie bez konsekwencji.

W czwartek Alaksandr Łukaszenka powiedział, że jest zmuszony zamknąć granice z Polską i Litwą i wzmocnić granicę z Ukrainą. Od tego czasu nic się nie zdarzyło. Ruch graniczny odbywa się normalnie. Po co w takim razie Łukaszenka rzuca słowa na wiatr? Nasuwa się prosta odpowiedź: traci panowanie nie tylko nad sytuacją, ale i nad sobą. Bo w panującym od wyborów 9 sierpnia kryzysie uwidaczniają się cechy traktowane wcześniej z przymrużeniem oka.

Kozy: nowa „terapia antywirusowa” od Łukaszenki

Takie jak mitomania i zdolność do antycypowania wymyślonych naprędce wydarzeń. Łukaszenka pokazuje dziś światu gafę za gafą. Traci resztki powagi i naraża Białoruś na śmieszność. I być może byłaby to wyłącznie tragikomedia dyktatora tracącego panowanie nad sobą, przyzwyczajonego do tego, że jego słowa rzeczywiście coś znaczą i tworzą rzeczywistość. Gdyby nie to, że coraz bardziej konfrontacyjna i wojownicza retoryka może naprawdę doprowadzić do tragedii. Bo kiedy rozchwiany system decyzyjny białoruskiej władzy źle coś zrozumie w słowach prezydenta, albo będzie chciał wykazać się nadgorliwością może wykonać jakiś nerwowy i szkodliwy ruch.

Festiwal gaf

W czasie rozmowy z rosyjskim premierem Michaiłem Miszustinem białoruski prezydent ujawnił, że posiada nagrania dowodzące, że otrucie Aleksieja Nawalnego było mistyfikacją zachodnich służb specjalnych. Zdaniem Łukaszenki miała to potwierdzać przechwycona przez białoruski wywiad rozmowa Berlina z Warszawą. Rosyjski premier ledwo krył osłupienie. Wyglądało to tak, jakby Łukaszenka chciał się przypodobać Rosjanom, wtrącając się przy okazji w poważną sprawę Nawalnego o międzynarodowych konsekwencjach. Żeby nie tracić twarzy białoruskie służby, a może po prostu telewizyjny aparat propagandowy rzeczywiście przygotował rozmowę jakiś, niezidentyfikowanych osób, Nicka i Mike’a z Warszawy i Berlina.

Mińsk opublikował „zapis rozmowy” Warszawy i Berlina o otruciu Nawalnego

Tak kiepsko zmontowaną i wyreżyserowaną, że bardziej nadawała się do parodii filmów szpiegowskich trzeciego sortu, niż jako dowód w międzynarodowym śledztwie. Białoruski prezydent szedł jednak w zaparte i utrzymywał, że do Rosji pojedzie z kolejną serią rewelacji na temat poufnych rozmów Warszawy z Berlinem o Nawalnym. Jakoś już w czasie i po niedawnej wizycie w Soczi temat zniknął. Prawdopodobnie po prostu wyciszony przez Rosjan, którzy po pierwsze nie życzą sobie wtrącania się Łukaszenki w sprawę Nawalnego – traktują ją jako swoje kwestie wewnętrzne i chcą mieć pełną kontrolę nad rozgrywką z Zachodem. Po drugie z całą pewnością tak słabo przygotowane fałszywki, jak ta z Mińska, tylko ośmieszają ich linię obrony polegającą na przerzucaniu odpowiedzialności za los Nawalnego na Zachód.

Jak Nick i Mike rozbawili internautów. Reakcje na „przechwyconą rozmowę Berlina z Warszawą”

Nie mniejsze było zaskoczenie rosyjskiego ministra obrony Siergieja Szojgu, który na spotkaniu z Łukaszenką w Mińsku w ostatnią środę usłyszał, że białoruski prezydent zwrócił się do Putina z prośbą o dostawy nowych rodzajów broni. Miało to mieć miejsce na spotkaniu obu prezydentów w Soczi. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow natychmiast zdementował, że w czasie rozmów Łukaszenka-Putin kwestia dostaw broni dla Białorusi w ogóle nie była poruszana. Tego oczywiście nie wiadomo, ale trudno podejrzewać, by w sytuacji, kiedy Łukaszenka walczy o przetrwanie i pojechał do Soczi wyprosić kredyt dający finansom Białorusi oddech, mógł rozmawiać z Rosją o nowych rodzajach uzbrojenia.

Bardziej prawdopodobne, że Łukaszenka opowiadając o wizji zbrojenia Białorusi kreślił swoje marzenia. Zresztą, nie pierwszy raz. Cztery lata temu białoruski prezydent upominał Rosję, że niewystarczająco zbroi Białoruś. W listopadzie ubiegłego roku na uroczystości odbioru pierwszej partii czterech rosyjskich myśliwców wielozadaniowych Su-30SM Łukaszenka prerorował, że Moskwa powinna dostarczać broń za darmo, albo wypożyczać.

– Białoruś spełnia funkcję obrony na tym (zachodnim-przyp.aut.) kierunku, więc dlaczego miałaby nie dostawać nowoczesnego uzbrojenia? – mówił wtedy.

Darmowe dostawy broni są ideą fix białoruskiego prezydenta od dawna. Zwłaszcza, że jego armia, wyposażona w przeważającej części w sprzęt z lat 80. „starzeje” się pod względem technicznym i mocno odstaje od sił zbrojnych sąsiadów (również Rosji) pod tym względem. Białoruś zamówiła niedawno w Rosji 4 śmigłowce Mi-35, a kontrakt sprzed trzech lat na dostawę 12 Su-35SM jest realizowany. Tyle, że na więcej Mińsk nie powinien liczyć. Zwłaszcza teraz, w czasie kryzysu. I zwłaszcza, kiedy prezydent używa tak rozbrajająco naiwnych sztuczek, jak zaskakiwanie swoimi propozycjami bez wcześniejszych uzgodnień. Albo po prostu, kiedy zwyczajnie konfabuluje.

Napij się wody…

Występując na forum kobiet w hali widowiskowej Mińsk-Arena Alaksandr Łukaszenka powiedział o zamykaniu granic. I o tym, że przesunąć musi na zachodnie rubieże „pół armii”. Miał pewnie na myśli trwające od końca sierpnia manewry białoruskiej armii i przesunięcie dużych związków taktycznych na Grodzieńszczyznę i do obwodu brzeskiego. Dodatkowo od czterech dni trwają na zachodzie ćwiczenia „Słowiańskie braterstwo” z udziałem rosyjskiej armii.

Łukaszenka najprawdopodobniej właśnie to miał na myśli, mówiąc o zamykaniu i wzmacnianiu granic. A, że trochę przesadził i użył nieadekwatnych słów? To akurat często się mu zdarza. Występował na „forum kobiet”. Po tygodniach protestów, w których to kobiety są ich siłą napędową, a często i organizacyjną. Dla znanego z mizoginizmu Łukaszenki jest to sytuacja nie do zniesienia. Dlatego występując przed lojalnymi wobec władzy kobietami puszył się i prężył muskuły. Dlaczego miał przy okazji nie postraszyć szykującą się do ataku na Białoruś Polską i Litwą? I zarządzić postawienie zapory obcym interwentom?

Białoruś nie zamknęła granic. O co chodziło Łukaszence?

Linas Linkevičius, minister spraw zagranicznych Litwy powiedział, że Łukaszenka chce przełożyć odpowiedzialność za kryzys we własnym kraju na jakieś „siły zewnętrzne” i zagrożenie z ich strony. Ukraiński minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow był mniej dyplomatyczny. Na swoim profilu na Facebooku napisał, by Łukaszenka napił się wody i uspokoił.

– Łukaszenka chyba zupełnie sfiksował na punkcie swojej władzy i paranoi wokół niej. Kompletnie bredzi. Teksty dostał chyba od Putina – napisał ukraiński minister.

Oczywiście można nie traktować słów białoruskiego prezydenta poważnie. W rzeczywistości jest jednak inaczej. Zwłaszcza w tak napiętej sytuacji, jak obecnie, rządy wielu państw analizują każdy akcent w wypowiedzi Łukaszenki. Zapowiedź zamykania granic musiała wywołać poruszenie i napięcie nie tylko w służbach granicznych sąsiadów Białorusi, ale i siłach zbrojnych i dyplomacji. Nie ma też wątpliwości, że podobnie, jak w przypadku słynnej już rozmowy „Warszawy z Berlinem”, także i tym razem np. białoruskie służby graniczne postarają się jakoś improwizować. Wykonają ruchy, które nie będą żadnym zamknięciem granicy, ale na wszelki wypadek będą kryły te służby, staną się podkładką pod dziwne słowa prezydenta.

Czyli np. zwiększą kontrole na granicy, kogoś nie wpuszczą (bądź nie wypuszczą). Wojsko i tak jest w zachodnich obwodach. W ten sposób Łukaszenka będzie miał poczucie, że jego słowa coś znaczą, nawet jeśli kreują wyłącznie fikcję. Dziwne wypowiedzi nie świadczą wyłącznie o utracie kontroli prezydenta nad rzeczywistością. Są również dla niego osobiście szkodliwe. Bo osłabiają jego system władzy. Powodują dezorientację nie tylko za granicą, ale i w szeregach służb i nomenklatury.

To znane, zdiagnozowane już w stadiach upadków różnych autorytarnych reżimów epizody, kiedy władca zaczyna wydawać rozkazy, których nikt nie słucha. Łukaszenka jeszcze nie znalazł się na tym etapie, ale bardzo do niego się zbliżył.

Białoruscy pogranicznicy skomentowali słowa Łukaszenki o zamknięciu granicy

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów