Kłopotliwa zdobycz. Okupacja Krymu kosztuje Rosję coraz więcej


Rosyjscy żołnierze bez znaków przynależności państwowej na Krymie 9 marca 2014 roku. Źródło: Wikipedia.org

W piątą rocznicę krymskiego referendum większość Rosjan nadal popiera aneksję, ale mniej niż połowa widzi korzyści z panowania na Krymie.

W przededniu piątej rocznicy krymskiego referendum, które w Rosji jest obchodzone jako święto wielkiego zwycięstwa polityki Władimira Putina, na Rosję spadły kolejne sankcje. Tym razem „prezent” sprawiła Unia Europejska wpisując na listę osób z zakazem wjazdu na teren UE ośmiu Rosjan. Wszyscy są odpowiedzialni za atak na ukraińskie okręty w Cieśninie Kerczeńskiej w listopadzie ubiegłego roku.

Na listę trafili m.in. szef służby granicznej południowego okręgu wojskowego z FSB, oraz wojskowi różnych szczebli odpowiedzialni za antyukraińską operację. I choć nowe sankcje są tylko pośrednio związane z Krymem (atak w cieśninie był związany z rosyjskim planem panowania na Morzu Azowskim po aneksji półwyspu i wybudowaniu mostu na Krym), to boleśnie przypominają, że Europa nie akceptuje rosyjskiej ekspansji. A okupacja czarnomorskiego półwyspu będzie kosztować.

Euforia opadła

Według najnowszych badań ośrodka WCIOM (Ogólnorosyjskie Centrum Badań Opinii Publicznej) i fundacji „Opinia Społeczna” większość mieszkańców Krymu (89 proc.) zagłosowałoby ponownie za przyłączeniem do Rosji. Pięć lat temu w pospiesznie zorganizowanym referendum, wg. rosyjskich władz za Rosją głosowało 95 proc. mieszkańców ukraińskiego Krymu.

To na Krymie. W Rosji euforia, która panowała wiosną 2014 r. jest już mniejsza. Tylko 49 proc. Rosjan ocenia dziś zajęcie Krymu bezwarunkowo pozytywnie. Dalsze 28 proc. raczej pozytywnie.

Odsetek oceniających całkiem negatywnie jest niewielki: zaledwie 3 proc. Ale już w ocenie korzyści, jakie Rosji przyniósł Krym, nastąpiły duże zmiany. 28 proc. Rosjan uważa, że aneksja przyniosła korzyści gospodarcze, a 46 proc. uznało, że pozycja międzynarodowa Rosji się pogorszyła.

Ogólnie tylko 39 proc. Rosjan dostrzega, że zajęcie ukraińskiego Krymu przyniosło Rosji korzyści. Wyniki tych badań są oczywiście wypaczone, gdyż większość Rosjan nie ma pojęcia o sytuacji na Krymie i wokół Krymu. Wiedzą tyle, ile pokaże telewizja.

Koszty rosną

Moskwa nie kryje, że utrzymanie Krymu jest kosztowne. Oficjalnie rosyjski budżet wydaje na to ok. 2,3 mld. USD rocznie. To bezpośrednie wpłaty do budżetu Krymu. Ale są koszty takie, jak wydatki na energetykę i straty, jakie ponosi rosyjska gospodarka z powodu sankcji za zajęcie Krymu.

Do tego dochodzą ogromne koszty omijania sankcji. Np. tworzenie specjalnie na potrzeby Krymu banków. Duże rosyjskie banki boją się instalować bankomaty i placówki na półwyspie, żeby nie podpaść pod zachodnie sankcje. To samo dotyczy operatorów komórkowych i linii lotniczych. Muszą wymyślać karkołomne metody, np. sprzedawać karty pre-paid pod szyldem innych firm i stosować na Krymie zasady roamingu.

Do zakończenia budowy w maju ubiegłego roku mostu łączącego Kraj Krasnodarski z Krymem znaczne koszty generowało też zaopatrywanie półwyspu w podstawowe produkty drogą morską, czy lotniczą (żeby ominąć Ukrainę). Most ułatwił transport, ale on sam kosztował niemal 4 mld. USD.

Most Krymski – „szlaban przez Cieśninę Kerczeńską”. Zdjęcie – REUTERS/Pavel Rebrov/Forum

W sumie eksperci oceniają, że Krym kosztuje Rosję rocznie od 10 do 50 mld. USD. Zależnie jak szeroko liczyć koszty i straty dla gospodarki spowodowane zagranicznymi sankcjami. Np. ONZ oceniał w 2017 r., że Rosja z powodu sankcji straciła 52-55 mld. USD w latach 2014-2017 r.

Trudne do wycenienia są koszty, jakie ponosi Rosja na bezpieczeństwo na Krymie. Wiadomo, że wydatki na rozbudowę infrastruktury wojskowej rosną w szybkim tempie. Ogromne były zapewne koszty przerzucenia na Krym aparatu bezpieczeństwa, służb i policji, oraz administracji z Rosji. Wiadomo, że w ciągu ostatnich pięciu lat Rosjanie sukcesywnie wymienili struktury administracji krymskiej i aparat bezpieczeństwa. Tych, którzy służyli wcześniej Ukrainie, a zdradzili i przeszli na rosyjską stronę, wysłano do rosyjskich regionów. Często tak odległych jak Władywostok. Na ich miejsce sprowadzono urzędników z Rosji.

Kolejnym niewątpliwym wydatkiem jest też sztucznie dotowana krymska branża turystyczna, która po aneksji przeżywała zapaść. Jej sytuację poprawiło otwarcie mostu, ale i tak wiele państwowych instytucji ma np. obowiązek organizowania konferencji i wyjazdowych posiedzeń na Krymie, by wspierać tamtejsze hotele i branżę turystyczną.

Nie do ocenienia są również koszty propagandy sukcesu wokół Krymu. W tym tej skierowanej na zewnątrz. Jej przekaz ma być prosty: aneksja przyniosła Krymowi rozkwit. O kosztach imperialnej polityki mówi się mniej. Nie wiedzą o nich sami Rosjanie. Gdyby byli świadomi, że każdy z nich zrzucił się na odległy, czarnomorski półwysep, być może inaczej ocenialiby wydarzenie sprzed pięciu lat.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze