Kirgiski patent na demokrację: od rewolucji do rewolucji

Antoni
Styrczula
Biszkek. Źródło: Travel Land Kyrgyzstan

Od uzyskania niepodległości w sierpniu 1991 roku do dziś ten mały, górzysty i biedny kraj graniczący z Chinami, Kazachstanem, Uzbekistanem i Tadżykistanem „zaliczył” już kilka rewolucji. Co w pewnym sensie dobrze świadczy o samych Kirgizach, którzy nie mają ochoty na to, by rządzili nimi despotyczni satrapowie jak np. w Turkmenistanie i Tadżykistanie i dlatego zaprowadzili u siebie system parlamentarny.

Rosja daleko, ale blisko

Jest to też państwo stosunkowo najbardziej demokratyczne w Azji Środkowej, a media cieszą się o wiele większą wolnością jak u sąsiadów. Aktualnie wychodzi ok. 100 dzienników o łącznym nakładzie 1.5 mln egzemplarzy i 42 czasopisma. Lokalna telewizja i radio nadają w 4 językach. Poważnym problemem, który w przyszłości może znów zagrozić integralności Kirgistanu jest niezażegnany konflikt etniczny pomiędzy kirgiską większością a uzbecką mniejszością.

Inny jest natury ekonomicznej. Blisko połowa budżetu państwa pochodzi z przekazów emigrantów kirgiskich pracujących głownie w Rosji. Według różnych szacunków jest ich ok. 700 tys., głównie młodych mężczyzn spośród ponad 6 milionowej populacji kraju.

Ta zależność jest zresztą przez Moskwę wykorzystywana, bo dla Rosji, ze względu na swe położenie, Kirgistan ma strategiczne znaczenie. Świadczą o tym nawet ostatnie wydarzenia: rosyjski wiceminister obrony Nikołaj Pankow oznajmił w tym tygodniu, że Moskwa rozmieści w swojej bazie wojskowej w Kirgistanie środki obrony przeciwlotniczej, a w najbliższym czasie zorganizuje tam infrastrukturę dla samolotów bezzałogowych. O ratyfikowaniu protokołu o zmianach do porozumienia o bazie wojskowej pomiędzy Moskwą a Biszkekiem wiceszef resortu mówił w Dumie Państwowej, która ratyfikowała odpowiedni dokument.

„Nowy porządek”

Askara Akajewa pierwszego i jedynego prezydenta Kirgiskiej SSR a potem, do roku 2005, prezydenta niepodległego Kirgistanu, poznałem bodajże w 2002 roku towarzysząc, jako prezes Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznej, Aleksandrowi Kwaśniewskiemu w jego oficjalnej podróży do Azji Środkowej. Nie robił na mnie wrażenia despoty. Sympatyczny i spokojny, mówił – jak to fizyk – takim „profesorskim” tonem. Interesowały go możliwości zachodnich, w tym polskich, inwestycji w Kirgistanie, zwłaszcza w przemysł rolno-spożywczy i budowę infrastruktury drogowej. W czasie rozmów plenarnych obu delegacji mówił wręcz, że dla jego kraju Polska mogłaby się stać takim „oknem na Zachód”. Wrażenia jednak mogą mylić.

Początki jego rządów też zapowiadały się optymistycznie. Chciał kraju otwartego i demokratycznego i przez jakiś czas rzeczywiście tak było. Największym jednak problemem Kirgistanu było całkowite uzależnienie ekonomiczne od Rosji. Przed uzyskaniem niepodległości aż 75 % budżetu stanowiły dotacje z Moskwy. Po sierpniu 1991 roku tych pieniędzy zabrakło. Kraj zaczął się zadłużać, by w 2005 roku dług przekroczył produkt krajowy brutto. Brak dotacji, rosnące zadłużenie, brak eksportu wpędziły kraj w gigantyczną inflację, bezrobocie i biedę większości społeczeństwa. Rosło niezadowolenie ludzi.

Askar Akajew i Władimir Putin. 2003 r. Zdj. kremlin.ru

A na dodatek Akajew zaczął przejawiać skłonności autokratycznie i – jak to w Azji bywa – przykleił się do stołka i nie chciał oddać władzy. W 2005 roku świadom tego, że już dłużej rządzić nie może, bo wyczerpał przewidzianą w konstytucji liczbę kadencji – próbował ją zmienić, by móc być wybrany na kolejną, czwartą już kadencję. Podobno sfałszował też wybory parlamentarne. To była iskra, która doprowadziła do społecznego wybuchu.

Rozpoczęła się „tulipanowa rewolucja” i Kirgizi wyszli na ulicę. Wdarli się do budynków rządowych i pałacu prezydenckiego. Przestraszony Akajew, wraz z rodziną, uciekł do Moskwy i do dziś tam mieszka, wykładając fizykę na Uniwersytecie im. Łomonosowa. Już po ucieczce Akajewa znaleziono jego notes, z którego wynikało, że miejsce w parlamencie można było sobie wtedy kupić za 200 tys. USD. Kto więc miał pieniądze, to kupował, co spowodowało spadek reputacji Rady Najwyżej i możliwość sterowania jej decyzjami przez prezydenta.

Po Akajewie prezydentem został Kurmanbek Bakijew. Nie dotrwał on jednak do końca kadencji. Już po objęciu stanowiska obsadził wszystkie ważniejsze stanowiska w państwie członkami swojej rodziny. Zaczął prześladować opozycyjnych polityków i dziennikarzy. Korupcja za to kwitła w najlepsze, a ceny rosły. W kwietniu 2010 roku ceny prądu i ogrzewania podskoczyły dwukrotnie. Bakijew profilaktycznie pozamykał w więzieniach liderów opozycji, bo obawiał się, że staną na czele społecznego niezadowolenia.

Nic to jednak nie dało. Zdesperowany tłum ruszył na pałac prezydencki. Wojsko zaczęło strzelać. Od kul zginęło 87 osób. Bakijew wraz z rodziną uciekł na Białoruś, która mu udzieliła azylu. Potem, zaocznie, skazano Bakijewa i jego brata Dżanysza na karę dożywocia za wydanie rozkazu strzelania do tłumu. Po tych doświadczeniach Kirgizi już nie chcieli kolejnego despoty.

Luksusowe życie Kurmanbeka Bakijewa na Białorusi

Wojna dwóch prezydentów

Po Bakijewie funkcję tymczasowego prezydenta objęła Roza Otunbajewa, która w 2011 roku oddała władzę. W czerwcu 2010 roku zmieniono konstytucję znacznie ograniczając uprawnienia prezydenta i wprowadzając system parlamentarny.

Kolejnym prezydentem został Ałmazbek Atambajew z partii socjaldemokratycznej. Po zakończeniu swej kadencji doprowadził do wyboru Sooronbaja Dżeenbekowa, myśląc sobie pewnie, że będzie nim sterował z tylnego rzędu. Przeliczył się jednak. Dżeenbekow, zaraz po objęciu władzy, zaczął wyrzucać ze stanowisk rządowych protegowanych Atambajewa. Ten ostatni nie pozostał mu dłużny. Publicznie oskarżał następcę o niewdzięczność i przepraszał publicznie Kirgizów, że namawiał ich do głosowania na takiego „niedojdę”.

Kirgistan: nowy prezydent szuka „haka” na poprzednika?

Dżeenbekow odpowiedział na ten atak namawiając „swoich” parlamentarzystów w Radzie Najwyższej do wprowadzenia ustawy odbierającej byłemu prezydentowi prawo do dożywotniego immunitetu, jeśli ten, po ustąpieniu z urzędu, będzie aktywnie uprawiać politykę. Ustawa weszła w życie w maju 2019 roku. Już w czerwcu odebrano Atambajewowi immunitet, a tamtejsza prokuratura zaczęła go wzywać na przesłuchania, w charakterze świadka. Postępowanie prokuratury dotyczyło „króla złodziei”, zwolnionego podczas kadencji Atambajewa z więzienia. Atambajew demonstracyjnie odmawiał stawienia się w prokuraturze i zaszył się w swojej twierdzy-rezydencji w Koj-Tasz.

Pod koniec lipca 2019 roku Władimir Putin widząc, że nad Atambajewem gromadzą się chmury, wysłał po niego samolot. Atambajew poleciał do Moskwy, bo liczył na to, że w sporze z następcą, Putin weźmie jego stronę. Prezydent Rosji jednak poradził mu tylko, by dogadał się z rywalem. Rozczarowany Atambajew wrócił do Biszkeku i znów zaszył się w swej twierdzy licząc, że samo zaproszenie Putina zapewni mu nietykalność. Przeliczył się jednak.

7 sierpnia 2019 roku oddział komandosów działający na rozkaz Dżeenbekowa przypuścił szturm na rezydencję w Koj Tasz. Doszło do regularnej bitwy. Wezwani na pomoc zwolennicy Atambajewa rozgromili komandosów i zmusili ich do ucieczki. Następnego dnia Atambajew wezwał swych zwolenników do marszu na stolicę. Nie doszło jednak do niego, bo kolejny, liczniejszy odział komandosów przypuścił ponownie atak na rezydencję. Atambajew widząc, że nie ma szans, poddał się i pozwolił się zamknąć w areszcie. Oskarżono go m.in. o próbę zamachu stanu i korupcję. Sooronbaj Dżeenbekow jest nadal prezydentem Kirgistanu, a Socjaldemokratyczna Partia Kirgistanu ma 38 mandatów w 120-osobowej Radzie Najwyższej.

Kirgistan: były prezydent pozostanie w areszcie. Zarzuty postawiono też jego żonie

Napięcia etniczne

Kiedy Stalin kreślił granice republik środkowoazjatyckich wzdłuż granic etnicznych, zapewne nie myślał, że ZSRR kiedyś upadanie. Zresztą te przez niego wytyczone tylko w teorii pokrywały się z terytoriami zajmowanymi przez różne grupy etniczne. Do dziś w Taszkiencie (stolica Uzbekistanu ) językiem dominującym jest tadżycki, a z kolej Uzbecy stanowią liczną mniejszość we wszystkich ościennych państwach, nawet a Afganistanie. W południowym Kirgistanie uzbecka mniejszość to ok. 30 % ludności.

Pierwszy, krwawy konflikt uzbecko-kirgiski wybuchł w 1990 roku. Jeszcze za Michaiła Gorbaczowa. W wyniku walk o prawo własności do byłego kołchozu, w miastach Osz i Uzgien zginęło kilkaset osób, a kilka tysięcy odniosło rany. Wtedy Gorbaczow wysłał wojsko, które zakończyło walki kirgisko-uzbeckie. Do ponowny starć – znacznie krwawszych – doszło 10 lat później. Trwały one od 10 do 15 czerwca 2010 roku. Napastnikami byli głownie Kirgizi. Na ulicach Osz, a nawet Dżalalabadu grupy uzbrojonych Kirgizów mordowały i rabowały. Przyczyny zajść do dziś są niejasne.

Uzbekistan – od brutalnej dyktatury do fasadowej demokracji?

Bezradne władze w Biszkeku poprosiły o pomoc ówczesnego prezydenta Rosji, Dmitrija Miedwiediewa. Ten jednak odmówił, tłumacząc się niemożnością ingerencji w wewnętrzne sprawy Kirgistanu. Ostatecznie kres zamieszkom położyło kirgiskie wojsko. Oficjalnie w starciach zginęło w 420 osób. Tysiące zostało rannych. Setki tysięcy Uzbeków uciekło za granicę – głównie do Uzbekistanu. Do dziś napięta sytuacja pomiędzy kirgiską większością i uzbecką mniejszością grozi kolejnym, krwawym konfliktem.

Co dalej ?

Wprowadzony w ostatnich latach program stabilizacyjny, prywatyzacja ziemi i przedsiębiorstw daje pewną szansę na rozwój Kirgistanu i poprawę warunków życia ludności. Największymi problemami, do tej pory niezałatwionymi są : gigantyczne zadłużenie zagraniczne, nieszczelny system podatkowy, korupcja oraz uzależnienie ekonomiczne i gospodarcze od Kremla. Owo uzależnienie, a zwłaszcza masowa emigracja zarobkowa Kirgizów w Rosji, sprawia, że Kirgistan może być bardzo podatny na różne formy rosyjskiego nacisku. Już raz ówczesny prezydent Atambajew mu uległ, domagając się od USA likwidacji swoich baz wojskowych w Kirgistanie. „Karta emigrancka” zapewne jeszcze nie raz będzie wykorzystywana przez Moskwę w relacjach z tym państwem.

Antoni Styrczula dla belsat.eu

Antoni Styrczula, dziennikarz w przeszłości związany z Radiem Solidarność, Radiem Wolna Europa, Polskim Radiem, Radiem Dla Ciebie. Twórca Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. W latach 1996–1998 rzecznik prasowy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Specjalista ds PR i wykładowca akademicki.

Więcej tekstów autora – w dziale „Opinie”.

Zobacz też