Kiedy Krym usycha, Rosja straszy wojną

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Zająć Krym było łatwiej, niż pokonać zmieniający się klimat i suszę. Moskwa ma jeden sposób: naciskać na Ukrainę, by puściła na półwysep wodę z Dniepru.

Wydaje się, że susza na Krymie to już stały temat sezonu ogórkowego. Podobnie jak rosyjskie straszenie wojną. I ukraińskie podsycanie obaw, że tym razem Rosja uderzy i rozpocznie wojną na pełną skalę. Tyle, że sformułowanie „sezon ogórkowy” brzmi na Krymie jak kiepski żart. Akurat ogórki, ani nic, co potrzebuje dużych ilości wody, na Krymie nie wyrośnie ani w tym, ani w kolejnych sezonach. Postępująca susza z powodu zmian klimatycznych, błędów w gospodarce wodnej popełnianych od czasów ZSRR, oraz rosyjskiej, współczesnej polityki niszczy krymskie rolnictwo i wywołuje napięcia. Tego lata na Krymie panuje najgorsza susza od półtora wieku. Całe połacie półwyspu po prostu pustynnieją. W miastach brakuje wody i jest już reglamentowana. Rosyjska administracja twierdzi, że to wina Ukrainy.

Straszenie wojną również stało się już rytuałem. Ilekroć pojawiał się problem z dostawami prądu, czy wody z Ukrainy – Moskwa dawała do zrozumienia, że może sięgnąć po środki militarne. Nie wiązało się to nigdy wyłącznie z wojennym pohukiwaniem w mediach. Rosjanie rzeczywiście wzmacniają swoje siły na samym Krymie i wokół ukraińskich granic. Ale wiąże się z to z długofalową polityką zwiększania presji wojskowej na Ukrainę, a nie przygotowywaną inwazją. Tyle, że temat wojny o wodę jest zazwyczaj natychmiast podchwytywany przez kijowskie media, ekspertów i polityków. Straszenie konfliktem z Rosją na pełną skalę jest już stałym elementem ukraińskiej polityki.

Krymska pustynia

Z odziedziczoną po ZSRR infrastrukturą nie było w czasach kiedy Krym należał do Ukrainy większych problemów. Owszem, deficyty wody i pustynnienie obszarów stepowych na Krymie zdarzało się, ale woda z Dniepru dostarczana Kanałem Północno-Krymskim spełniała swoje zadanie. Po aneksji ukraińskiego Krymu w 2014 r. Rosjanie stanęli wobec potężnego problemu: Ukraina wstrzymała dostawy wody. Kijów był wtedy krytykowany za tę decyzję, którą również w Europie i w samej Ukrainie uznawano za niehumanitarną, jednak pozostał nieugięty. Rosjanie na początku dawali sobie radę. Wybudowali rurociągi tłoczące wodę ze zbiorników ze słodką wodą w Tajganie i Biełogorsku.

Ukraińska armia: na Krymie stacjonuje 32,5 tys. rosyjskich żołnierzy

Wykorzystując sieć istniejących kanałów i nowej infrastruktury Rosjanie transportowali wodę m.in. do Kerczu i na północny Krym. Rosyjskie wojska inżynieryjne wywierciły również trzydzieści sześć studni artezyjskich. Mimo, że – zwłaszcza latem – wody i tak brakowało, W tym roku sytuację pogorszyła zima bez opadów śniegu. Obecnie brakuje deszczu. Zbiorniki magazynujące wodę dla krymskich miast są zapełnione najwyżej w dwudziestu procentach. Najlepszą sytuację ma zbiornik Sewastopola, zapełniony w połowie. Tymczasem liczba mieszkańców Krymu od czasu aneksji wzrasta: przybywają nowi urzędnicy z „Rosji kontynentalnej”, jak nazywają pozostałą część kraju mieszkańcy półwyspu. Doliczyć należy żołnierzy z rosnących krymskich jednostek Floty Czarnomorskiej i armii. A w sezonie letnim rosyjscy turyści dodatkowo wpływają na konsumpcję wody. Stojące na ulicach beczkowozy i ludzie tłoczący się przy nich z wiaderkami stali się stałym elementem krymskiego krajobrazu. Takie problemy to jednak tylko część kłopotów. Dużo poważniejsza jest zapaść krymskiego rolnictwa, jałowienie gleb, oraz rosnące problemy z zasoleniem wody wydobywanej na dużą skalę ze studni głębinowych.

Wojna o wodę

Zajmując Krym Rosjanie musieli przeprowadzić symulacje, jak trudno będzie utrzymać półwysep w całkowitej izolacji od połączenia lądowego przez Ukrainę. Wariant maksimum operacji „rosyjska wiosna” zakładał zresztą zainfekowanie tzw. separatyzmem całego pasa południowo-wschodniej Ukrainy, w planach rosyjskich tzw. „Noworosji”, czyli: od Donbasu, przez Mariupol, obwód chersoński, po Odessę. Gdyby się to udało, Krym nie miałby dziś problemów z wodą, gdyż Rosjanie kontrolowaliby połączenia kanałami z Dniepru. Moskwie z „Noworosją” nie wyszło. Od sześciu lat wzmagają zatem różnego rodzaju presję na Ukrainę, by otworzyła tamy i puściła wodę z Dniepru. Jest presja ekonomiczna, obietnice inwestycji w zaniedbaną infrastrukturę kanałową. Są próby podgrzewania nastrojów prorosyjskich w ukraińskim społeczeństwie (zwłaszcza w interesujących Moskwę regionach przygranicznych z Krymem).

Negocjacje w sprawie Donbasu w martwym punkcie

Jest presja międzynarodowa i odwoływanie się do ONZ, oraz grupy kontaktowej ds. porozumień mińskich. Rosja próbowała już połączyć kwestię pokoju w Donbasie z problemem wody na Krymie i warunkować porozumienia uruchomieniem dostaw wody z Ukrainy. Wreszcie jest również presja militarna wspomagana przez propagandę. Rosja faktycznie wzmacnia zarówno infrastrukturę wojskową na Krymie, modernizuje lotnictwo, marynarkę i obronę powietrzną na półwyspie. Także rzeczywiście wzmacnia zgrupowania stacjonujące wzdłuż granicy z Ukrainą, po rosyjskiej stronie. Nie bez przyczyny informacje o budowie trzech zgrupowań o łącznej sile 87 tys. żołnierzy po rosyjskiej stronie granicy z Ukrainą przebiła się właśnie w ostatnich tygodniach. Mimo, że nie są to informacje ani nowe, ani specjalnie sensacyjne. Rosja po prostu wzmacnia presję wojskową na Ukrainę od dłuższego czasu i traktuje ten kierunek jako jeden z priorytetowych.

Militaryzacja Krymu nie jest procesem wymierzonym wyłącznie w Ukrainę, gdyż ma za zadanie ograniczanie obecności NATO nad Morzem Czarnym i supremację Rosji na tym akwenie. Rosjanie potrafią jednak sprytnie łączyć różne elementy i wykorzystywać zrozumiałą nadwrażliwość ukraińskiej sceny politycznej na nieprzyjazne ruchy z ich strony. W Kijowie rosyjskie zbrojenia w połączeniu z pretensjami o wodę natychmiast zostały zinterpretowane jako przygotowania do inwazji i wojny o źródła wody. Tymczasem, o ile dla Rosji zapewnienie wody na Krym jest rzeczywiście ważne, to bynajmniej nie rozpocznie ona wojny z tego powodu. Raczej spróbuje wymusić na Ukrainie ustępstwa w tej sprawie obiecując jakieś propozycje w sprawie Donbasu. Dla prezydenta Wołodymyra Zełenskiego Donbas i znajdujące się w ślepej uliczce negocjacje o pokój są coraz większym problemem i z czasem może być bardziej skory do pohandlowania wodą z Dniepru.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne tekst autora w Dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów