Karaluch i śmierć na szczudłach – białoruski protest coraz bardziej kreatywny

Wielki karaluch, śmierć na szczudłach z grupą tańczących szkieletów, trumna z dyktaturą i morze kreatywnych plakatów – tak wyglądał niedzielny protest Białorusinów w Mińsku.

Wielka kukła karalucha, nawiązująca do lekceważącego przezwiska białoruskiego prezydenta, spacerowała w niedzielę po ulicy Niamiha w centrum miasta. W innym miejscu swój performance urządzili tancerze na szczudłach, przebrani za śmierć i szkielety. Jeszcze inni ludzie w kondukcie żałobnym nieśli trumnę z napisem „Dyktatura”.

Karaluch na proteście. Mińsk, 30 sierpnia 2020. Zdj. belsat.eu

Wiele plakatów podczas niedzielnego protestu nawiązuje do 66. urodzin Alaksandra Łukaszenki, które ten obchodzi w niedzielę.

– Uważaj, nie udław się wisienką – napisano na rysunku z wielkim urodzinowym tortem. – My na coś słodkiego! Wychodź, przyszliśmy na urodziny! – krzyczeli uczestnicy protestu, którzy podeszli na czele gigantycznej kolumny w okolice pałacu prezydenckiego.

Kilkanaście metrów przed nimi siły wojska i milicji zbudowały prawdziwe zasieki ze sprzętu do rozpędzania demonstracji, pojazdów wojskowych. Ustawiły się kordony milicjantów i żołnierzy.

Pomimo prób przerwania protestu na samym jego początku przy użyciu dużych sił OMON-u i zatrzymań (według MSW do godz. 16 zatrzymano 125 osób), uczestnicy marszu zdołali połączyć się w duże grupy, które zlały się w jedną gigantyczną kolumnę na Prospekcie Zwycięzców. Jej czoło zatrzymało się przed szpalerem żołnierzy przy pałacu prezydenckim.

„Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin, tatku!”. Zdj / belsat.eu

Ludowa twórczość w czasie 22 dni protestu rozwija się aktywnie, a reporterzy starannie gromadzą zdjęcia plakatów z myślą o przyszłej wystawie.

„Musk, podaruj mu już tę rakietę” – to jeden z niedzielnych transparentów. Niektóre plakaty były apelami do innych prezydentów: „Wowa, przestań dzwonić do byłych!”

Plakat z latami prezydentury Alaksandra Łukaszenki. Zdj. Iryna Arachouskaja / belsat.eu

Niezmiennie negatywnymi bohaterami plakatów pozostają białoruscy funkcjonariusze, przede wszystkim z OMON-u, który zasłynął brutalnością i sadyzmem podczas pierwszych dni zatrzymań.

– „Bijemy kobiety i dzieci, bo takie z nas zuchy!” – napisał ktoś na plakacie z rysunkiem mężczyzn w czarnych maskach. – Nikt wam nie da! – krzyczały do OMON-owców uczestniczki Marszu Kobiet w sobotę.

Rano w niedzielę kobiety w strojach ludowych urządziły happening, nawiązujący do ludowej tradycji – wyturlały dynie dla Alaksandra Ryhorawicza w kierunku budynku rządu ogrodzonego przez milicję.

Oddzielna kwestia to będąca symbolem protestu białoruska biało-czerwono-biała flaga narodowa, którą Alaksandr Łukaszenka i inni przedstawiciele władz, powtarzając sowiecką narrację, nazywają „nazistowską” i flagą kolaborantów.

Biało-czerwono-białe flagi powiewają nad protestem, wielu uczestników dobiera stroje w tych kolorach. Flagi wiszą na balkonach, oknach, wzdłuż ścian budynków. Władze próbują flagi zdejmować, czasami wymaga to interwencji straży pożarnej. By zapobiec takim działaniom, na jednym 15-piętrowych domów mieszkańcy na całej jego wysokości „utkali” flagę z pojedynczych białych i czerwonych wstążek.

Zamiast jednej flagi – tysiące tasiemek w narodowych barwach. Zdj. belsat.eu

W innym miejscu po prostu namalowali kilka biało-czerwono-białych flag biegnących od pierwszego do ostatniego piętra.

– Teraz to już chyba tylko burzyć – napisał jeden z popularnych blogerów.

Białorusini pokazali, że potrafią zrobić flagę ze wszystkiego, w tym np. z ziemniaków. W niedzielę po tym, gdy z placu Październikowego wyjechały autozaki i OMON, ludzie utworzyli flagę z białych i czerwonych bloków, którymi wcześniej ogrodzony był teren.

Biało-czerwono-białe barwy przed Pałacem Republiki w Mińsku.

Gdy protestujący w Mińsku podchodzili do pałacu prezydenckiego, z jednostki wojskowej w dzielnicy Uruczcza na północnym wschodzie miasta wyjechały wozy bojowe BMP. W znajdującym się naprzeciwko pałacu centrum handlowym rozpoczęła się ewakuacja.

cez/belsat.eu wg PAP

Wiadomości