Junarmia, czyli nowe Putin-Jugend zawędrowało nawet do Waszyngtonu

Foto

"Junarmiejcy" ćwiczą w obozie Artek na zajętym Krymie z prawdziwą bronią. Źródło: Forum/Sergei Malgavko/TASS

Kreml nie ustaje w wysiłkach jak zjednać, organizować i indoktrynować rosyjską młodzież. Najnowszy pomysł to militaryzacja i tworzenie Młodej Armii.

W ostatni piątek w działającej przy ambasadzie rosyjskiej w Waszyngtonie szkole dla dzieci dyplomatów na dziedziniec wymaszerował oddział mundurowych. Nie byli to jednak zwykle strzegący placówek dyplomatycznych żołnierze, ale dzieciaki. Ubrane w jednakowe, piaskowe mundury, przypominające te, w które wojskowi ubierają się w strefie pustynnej. Na głowach czerwone berety, na ramionach emblematy z rosyjskimi flagami i znaczkami Junarmii, czyli Młodej Armii. Formalnie to tzw. ogólnorosyjski wojskowo-patriotyczny ruch społeczny. W rzeczywistości zaplecze prawdziwej armii, kontrolowane przez ministerstwo obrony. Z tym, że do młodej armii wstępują dzieci i młodzież od ósmego do osiemnastego roku życia.

Putin-Jugend?

Kreml wiele razy podejmował próby mobilizowania młodzieży. Zazwyczaj średnio udane. Już na początku rządów Władimira Putina administracja prezydenta tworzyła młodzieżową organizację Idący Razem. W 2005 r. Władisław Surkow, kremlowski spec od PR-u zbudował młodzieżówkę Nasi. Potem jeszcze powstała Młoda Gwardia.

Nazywani „Putin-Jugend” mieli krzewić poglądy prezydenta i organizować wiece poparcia. Ale te skrajnie ideologiczne projekty rozpadły się. Młodzież garnęła się do nich tylko za pieniądze, a liderzy młodzieżówek zasłynęli aferami korupcyjnymi. Kreml zmienił więc strategię. Postanowił integrować zdolną młodzież.

W ubiegłym roku Młoda Armia po raz pierwszy defilowała z jednostkami „dorosłej” armii na Placu Czerwonym 9 maja. Źródło: Forum/Peter Kovalev/TASS

Postawił na elitarność. Władimir Putin jeździł na organizowane w Soczi zjazdy młodych zdolnych. Co młodsi i łatwiej nawiązujący kontakt kremlowscy aparatczycy próbują zdobywać sympatię na wykładach w dobrych uczelniach. Pod koniec 2016 r. Putin polecił stworzyć rządową fundację zajmującą się pomocą dla uzdolnionej młodzieży. W bardzo krótkim czasie powstaje fundacja Sirius. Z pokaźnym majątkiem (np. w Soczi dostała hotele, nieruchomości i obiekty po olimpiadzie). Władimir Putin znalazł się w honorowej radzie patronów fundacji. A na jej czele stanęła Elena Szmeliewa, przyjaciółka Kateriny Tichonowej, uznawanej za jedną z córek Władimira Putina.

Sirius zapewnia granty naukowe dla kilkunastu tysięcy uzdolnionych dzieci. Organizuje zjazdy i konferencje w Soczi, na których prezydent bryluje w otoczeniu młodych ludzi. Ale Sirius to mimo wszystko organizacja elitarna. A chodzi o to, by prokremlowski ruch był masowy. Dlatego w tym samym czasie, co fundacja dla zdolnych dzieciaków, powstała Młoda Armia. Pod patronatem ministerstwa obrony. Ma być organizacją masową i wspierającą obronność.

Zaplecze armii

Pod koniec ubiegłego roku minister obrony Siergiej Szojgu z dumą ogłosił, że w Młodej Armii jest już niemal 300 tys. ochotników. Dziś na oficjalnej stronie ruchu widnieje licznik pokazujący liczbę członków: 307 tysięcy. Od ministerstwa obrony młodzi żołnierze dostali nowiutkie mundury w pustynnym kolorze, szyte ze specjalnych, wytrzymałych materiałów i w różnych rozmiarach. Młoda armia podzielona jest na „brygady” terytorialne. Ma swoje oddziały w Armenii, Tadżykistanie i Abchazji. Dorosła armia daje młodym swoje ośrodki wypoczynkowe, a nawet poligony. „Junarmiejcy” dostali we władanie dawny obóz pionierski Artek na okupowanym przez Rosję Krymie.

Mimo, że Młoda Armia to po części zabawa w wojsko i rodzaj harcerstwa, to w dużej mierze jest jednak zapleczem prawdziwej armii. Dzieciaki uczą się wiec rozbierać i składać kałasznikowy, strzelać. Poznają podstawy taktyki i komunikacji wojskowej. Równie ważne jest wychowanie patriotyczne. I wpajanie miłości do Putina, oraz niechęci wobec Zachodu.

– Młoda Armia tym różni się od pionierów z czasów ZSRS, że nie ma w niej ideologii komunistycznej – tłumaczył w rosyjskich mediach generał Andriej Kartapołow, który z ramienia ministerstwa obrony opiekuje się młodzieżową armią i tłumaczył – Junarmia jest po to, żeby kochać ojczyznę.

Władza bardzo poważnie podchodzi do projektu Młodej Armii. Dwa lata temu Siergiej Szojgu kazał wybudować w podmoskiewskim parku Patriot w Kubince replikę berlińskiego Reichstagu z czasów II wojny światowej. Rosyjski „Reichstag” służy zabawie w szturmowanie. Młodzi żołnierze bawią się w zdobywanie symbolu Berlina i symulują walkę czerwonoarmistów w maju 1945 r.

Teraz Szojgu zapowiada, że w tym roku w Rosji będzie pół miliona „junarmiejców”. I w przyszłości będą ważnym zapleczem armii. We władzach Młodej Armii są takie postacie jak słynna kosmonautka, pierwsza kobieta w kosmosie, Walentina Tierieszkowa, kosmonauta Roman Romanienko. Jest Walerij Wostrotin, były komandos uczestniczący w walkach w Afganistanie w latach 80. ub.w., czy walczący w Czeczenii były dowódca wojsk powietrzno-desantowych Władimir Szamanow.

W strukturach organizacji działają też celebryci, np. znana gwiazda telewizji Tina Kandelaki, czy słynna tyczkarka Jelena Isinbajewa. Dla rosyjskich władz Młoda Armia jest oczkiem w głowie. Nowym eksperymentem polegającym na militaryzacji i indoktrynacji umundurowanej młodzieży. Tyle, że ten eksperyment wcale nie jest nowy. Przerabiały go prawie wszystkie autorytarne reżimy.

Nad Reichstagiem znowu załopotał czerwony sztandar

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze