„Jest kłamstwo i jest statystyka”. Epidemiolog tłumaczy, czy Białoruś ukrywa ofiary epidemii

20 maja na Białorusi oficjalnie było 32 426 przypadków zakażenia koronawirusem, z czego 179 osób zmarło. Dla porównania w Szwecji, która ma podobną liczbę mieszkańców i także nie wprowadziła kwarantanny, doszło do 31 523 zakażeń i 3 831 zgonów. To prawie 22 razy więcej ofiar. Tysięcy zmarłych nie da się ukryć, ale w różnych krajach różnie prowadzi się statystyki – wytłumaczył Biełsatowi ukraińskich specjalista chorób zakaźnych, doktor medycyny Jurij Żyharew.

Zapytaliśmy lekarza, co sądzi o oficjalnych statystykach dotyczących epidemii koronawirusa na Białorusi oraz o sposoby walki z nią w innych państwach.

– Czechy, Szwecja i Białoruś mają podobną liczbę ludności. Państwa te wybrały różne drogi walki z Covid-19. Czechy postawiły na surowe ograniczenia (obowiązek noszenia maseczek, zamknięcie granic, sklepów i części zakładów pracy). Szwecja wybrała nieznaczne ograniczenia (kwarantanną objęto jedynie uniwersytety i starsze klasy szkół, zabroniono zgromadzeń powyżej 50 osób). Białoruś postawiła jedynie na izolację zakażonych i ich “kontaktów”. Czy już teraz można stwierdzić, która droga jest lepsza?

Uważam, że jest za wcześnie na wnioski. Na przykład na Ukrainie mamy teraz wypłaszczenie krzywej zachorowań i nikt nie może dokładnie powiedzieć, jak sytuacja będzie się rozwijać. W wielu krajach jest podobnie.

Ukraina: od jutra „kwarantanna adaptacyjna”

Możemy już mówić o Chinach i państwach, które już pokonały epidemię. I mimo to wielu specjalistów zwraca uwagę, że może nastąpić druga fala, może być wzrost zachorowań np. jesienią.

Myślę, że dopiero gdy pokonamy pandemię we wszystkich państwach świata, będzie można wyciągać wnioski, które środki i strategie były najlepsze.

– Wspomniał pan o drugiej fali. W państwach, w których nie było ścisłej kwarantanny, może wytworzyć się odporność populacyjna?

– Istnieje takie zjawisko jak herd immunity – odporność stadna, populacyjna, gdy większość populacji ma przeciwciała na dany wirus. Jeśli państwo prowadziło ścisłe środki zapobiegania rozprzestrzenianiu się epidemii, to wiadomo, że nie ma możliwości, by większość mieszkańców zetknęła się z tą infekcją. A gdy zniesiemy ograniczenia, a wiadomo, że kwarantanna nie może trwać rok czy dwa, wszyscy ci ludzie zaczną wychodzić i się zarażać.

Najlepiej jest znaleźć równowagę: zrobić tak, by liczba jednocześnie zakażonych była jak najmniejsza, by służba zdrowia mogła działać. Ale z drugiej strony epidemia trwa i część ludzi już przechorowała. Wiemy, że większość przechodzi chorobę bezobjawowo albo z lekkimi objawami. Za to zyskują odporność.

Zestawienie oficjalnych danych o nowych zakażeniach na dobę z Białorusi i Szwecji od 1 kwietnia do 14 maja 2020 roku. Widać, że pod względem dynamiki rozwoju epidemii Białoruś wyprzedziła Szwecję. Źródło: worldometers.info/coronavirus

– Białoruś i Szwecja to jedyne państwa w Europie, w których nie wprowadzono ogólnonarodowej kwarantanny. Oficjalna liczba zachorowań na Białorusi jest podobna do tej w Szwecji, ale śmiertelność jest prawie 22 razy niższa. Jakie widzi pan racjonalne wytłumaczenie tego stanu rzeczy?

– Możliwych wyjaśnień jest wiele. Po pierwsze – to statystyka. Może być tak, że prawdziwe liczby różnią się od tych ujawnianych przez władze. Ale na Białorusi testów wykonuje się więcej, niż na Ukrainie, co potwierdzają moi koledzy.

Co do zgonów, to dobrze wiemy, że nie można ich ukryć. Można zataić 2-3 przypadki, ale nie da się ukryć setek i tysięcy zgonów w skali kraju, gdy ludzie umierają na to charakterystyczne “zapalenie płuc”, które wszyscy lekarze znają i rozumieją. To zwyczajnie niemożliwe w każdych warunkach i każdym ustroju. Co by nie mówiono o panu Łukaszence, to zwyczajnie nierealne, nawet gdyby chcieli to robić.

Inna sprawa to bardzo duże różnice w systemie ochrony zdrowia Ukrainy, Polski, Rosji i Białorusi. Wszystkie te systemy pracują inaczej, z czego też może wynikać różna sytuacja w tych państwach.

– Ze wszystkich sąsiednich państw śmiertelność na milion mieszkańców jest niższa tylko na Łotwie i Ukrainie. Przy czym wszyscy sąsiedzi, w przeciwieństwie do Białorusi, wprowadzili ścisłą kwarantannę. Czy to oznacza, że wszyscy powinni wybrać “białoruską drogę”?

– Co do Ukrainy, to mogę powiedzieć, że nie tyle się pomyliliśmy, co było wiele nieskoordynowanych działań, bez których też byśmy sobie poradzili. Trzeba rozumieć, że jeśli mówimy o śmiertelności w czasie epidemii, to musimy brać pod uwagę nie tylko zgony na Covid-19. Na Ukrainie dziennie umiera tysiąc osób z chorobami układu krążenia. I wiele z tych osób nie może teraz otrzymać potrzebnej pomocy lekarskiej. Wiele planowanych zabiegów zostało przełożonych, kliniki są zamknięte. I to też może wpływać na śmiertelność.

Powinniśmy znaleźć złoty środek. Jeśli życie społeczne dalej będzie sparaliżowane, to wzrośnie nam śmiertelność nie w związku z koronawirusem, ale z innych powodów, co widzimy już teraz na Ukrainie. Tym się teraz martwię.

– Prezydent Alaksandr Łukaszenka tłumaczy nagły wzrost liczby nowych wykrywanych przypadków zwiększeniem liczby wykonywanych testów. Wiemy, że Litwa i Łotwa wyprzedzają Białoruś pod względem liczby osób testowanych, ale mają znacznie mniej chorych…

– Nie wiem dokładnie, jaki algorytm testowania przyjęto na Białorusi, ale patrząc na inne kraje widzę, że każdy liczy po swojemu. Gdzieś poddają testom tylko osoby z objawami, gdzie indziej tylko tych, którzy zgłosili się do szpitala, a gdzie indziej trwa sprawdzenie całej populacji. Dlatego statystyki mogą się różnić.

Po drugie – dokładność testów. Nie wiem, jak na Białorusi, ale na Ukrainie część testów nie wykazała takiej dokładności, na jaką liczyliśmy. Testy niektórych producentów zostały wycofane, ale były przecież wykorzystanie 2-3 tygodnie temu. I nie wiemy, jak reagować na tą sytuację, bo dane trafiły już do statystyk, a teraz mówią nam, że testy mogły się mylić. I jak do tego podejść? Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, ile ze zbadanych osób rzeczywiście jest zakażonych. To też jest ważna kwestia, którą trzeba zbadać.

Dane zależą od systemów testów i algorytmów diagnozowania. Nie wiem, jak się to robi na Białorusi, ale w niektórych krajach do postawienia diagnozy niezbędny jest pozytywny wynik testu PCR (test molekularny, wykrywa materiał genetyczny wirusa – przyp. belsat.eu) i diagnoza kliniczna. To oznacza, że jedynie człowiek z objawami i potwierdzonym zakażeniem trafia do statystyk. A gdzie indziej PCR wykonuje się w domu i nawet jeśli człowiek czuje się dobrze, zaliczany jest do chorych.

To jasne, że przy tak różnych podejściach wyniki będą różne. Obecnie głównym problemem, o czym mówi WHO, jest porównywanie statystyk z różnych państw, bo każde może mieć swoje podejście do tematu testów.

Dla porównania w tabelce umieściliśmy pięć państw, w których 18.05.2020 r. wykryto najwięcej zakażeń koronawirusem, a także dane Ministerstwa Ochrony Zdrowia Białorusi, statystyki z sąsiednich państw oraz Czech i Szwecji, które mają podobną liczbę mieszkańców. Źródło: worldometers.info/coronavirus – strona zbierająca oficjalne dane o epidemii

– W tej tabelce mamy dane z pięciu państw z największą liczbą chorych na Covid-19, a także z Białorusi i od jej sąsiadów. Są tu też Czechy i Szwecja, jako europejskie państwa z podobną do Białorusi liczbą ludności. Na co zwraca pan uwagę? Jakie pytania rodzą się patrząc na oficjalne białoruskie statystyki?

– Nie należy zwracać uwagi na łączną liczbę chorych czy zakażonych, bo jak powiedziałem, różne są algorytmy diagnozowania i wielkość populacji. Zwróciłbym uwagę na dwa współczynniki, które mówią o skali epidemii. Pierwszy to liczba osób, które zmarły już ze zdiagnozowanym zakażeniem. Dlatego, że jeszcze raz podkreślę, nie można ukryć tysięcy zgonów.

Druga kwestia to liczba ciężko chorych. Tego też nie da się ukryć, nawet gdyby władze chciały. Powiedzmy, że mamy tysiąc ciężko chorych, którzy potrzebują hospitalizacji i respiratorów – jak ich schować? Gdyby wszystkie oddziały zakaźne były zapełnione ciężkimi przypadkami, media by to zauważyły. Nikt ich nie będzie zostawiał w domach, by tam zmarli.

Czyli pod uwagę trzeba brać te dwa obiektywne kryteria. Można je porównywać z innymi państwami i wyciągać bardziej obiektywny obraz sytuacji.

Zestawienie oficjalnych danych o liczbie zgonów na Covid-19 na dobę z Białorusi i Szwecji od 1 kwietnia do 14 maja 2020 roku. W przeciwieństwie do Szwedów, Białorusini – oficjalnie – prawie nie umierają po zakażeniu koronawirusem. Źródło: worldometers.info/coronavirus

– Oficjalna dzienna liczba zgonów na Białorusi jest właściwie stała. O ile na początku kwietnia, gdy dziennie wykrywano ok. 140 nowych przypadków zakażenia umierało ok. 5 osób, to teraz, gdy wykrywanych jest pomiędzy 900 a 1000 nowych przypadków dziennie, też umiera 5 osób. Jak to możliwe?

– To możliwe przy hiperdiagnostyce. Jeszcze raz podkreślam: poziom śmiertelności bardzo trudno ukryć. Nie można ukryć tysięcy zgonów. Nawet z Chin, gdzie sieci społecznościowe są blokowane, otrzymywaliśmy mniej więcej obiektywne informacje, przede wszystkim od ludzi. Od lekarzy, pielęgniarek, krewnych. Ukrywanie skali zgonów jest praktycznie niemożliwe.

Z liczbą zachorowań jest inaczej. Tu trzeba znać kryteria. Może diagnozowanych jest znacznie więcej osób, niż tych przypadków jest w rzeczywistości. Testy PCR są bardzo specyficzne i możliwe, że jest wiele przypadków błędnie pozytywnych. Na Ukrainie był niedawno skandal, gdy okazało się, że stosowane testy są pewne w 60 proc. To oznacza, że 40 proc. osób z wynikiem pozytywnym może być zdrowych. To kwestia testów i metody diagnozowania. Na to bym zwrócił uwagę – może Szwecja i Białoruś mają różne kryteria.

W Chinach była taka sytuacja, że podali pewną liczbę chorych, a następnego dnia było ich dziesięć razy więcej. Wszyscy pytali się, co się stało. A oni odpowiedzieli, że zmienili kryteria i dlatego liczba chorych nagle wzrosła. Jak mawiał jeden z moich wykładowców: “Jest kłamstwo, jest bezczelne kłamstwo i jest statystyka”.

Koronawirus: 918 nowych zachorowań na Białorusi

Z doktorem Jurijem Żyharewem rozmawiał Witaut Siwczyk, pj/belsat.eu

Wiadomości