Jak Ukraina została wrogiem Łukaszenki

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Kijów dość długo i ostrożnie patrzył na falę białoruskich protestów. Wołodymyr Zełenski nie chciał stać na pierwszej linii przeciw Łukaszence, ale białoruski prezydent sam wezwał ukraińskiego kolegę do tablicy oskarżając go o ingerowanie na Białorusi.

Wydawałoby się, że Ukraina jest tym krajem, spośród wszystkich sąsiadów Białorusi, któremu najbardziej zależeć powinno na zwycięstwie demokracji i początku poważnych przemian w Mińsku. W końcu sześć lat temu to w Kijowie rozgrywały się podobne protesty i trwała krwawa walka o wolność, prawa do samostanowienia i demokrację. Jednak wbrew oskarżeniom łukaszenkowskich i kremlowskich mediów propagandowych Ukraina wcale nie kwapiła się z „eksportem” rewolucji. Właściwie od samego początku białoruskich protestów niewiele robiła, za to sporo obrywała od białoruskich i rosyjskich władz.

Mimo dużego zainteresowania ukraińskich mediów sytuacją na Białorusi, politycy z Kijowa byli ostrożni i powściągliwi w ocenie wydarzeń u sąsiada. Dopiero powtarzające się prztyczki Alaksandra Łukaszenki, a potem otwarte oskarżenia pod adresem Kijowa zmusiły ukraińskie władze do aktywniejszych działań. Swoje zrobiła też ostatnia sytuacja na granicy białorusko-ukraińskiej, przez którą służby Łukaszenki próbowały wygnać na Ukrainę Maryję Kalesnikawą. Być może dopiero wtedy w Kijowie ludzie Zełenskiego poważnie potraktowali sytuację i uznali, że to co się dzieje u sąsiada będzie miało kluczowy wpływ na Ukrainę.

Wiceszef ukraińskiego MSW: Maryja Kalesnikawa nie pozwoliła wyrzucić się z kraju

Po ojcowsku

Kiedy we wczorajszym wywiadzie dla rosyjskich mediów Alaksandr Łukaszenka opowiedział o Ukrainie i prezydencie Wołodymyrze Zełenskim, w Kijowie się zagotowało.

– Prezydent Putin prosił mnie, żebym tak „po ojcowsku”porozmawiał z Wołodymyrem Zełenskim – opowiadał Rosjanom Łukaszenka.

Białoruski prezydent miał tłumaczyć Zełenskiemu, że Rosja nie chce zajmować Ukrainy, a Putin nie ma takiego celu. Łukaszenka nie omieszkał dodać, że oświadczenia ukraińskiej władzy w czasie protestów na Białorusi były pod dyktando Amerykanów, a Łukaszenka to mądry i rozumiejący sytuację człowiek.

Łukaszenka o integracji z Rosją i „amerykańskiej swołoczy” z ośrodkiem pod Warszawą

Tym samym Łukaszenka nie tylko dał Zełenskiemu pocałunek śmierci, ale i zamieszał w i tak skomplikowanych relacjach białorusko-ukraińskich. W Kijowie od kilku miesięcy trwa zamieszanie wokół Andrija Jermaka, szefa prezydenckiej administracji (biura). Jest oskarżany o uległość wobec Rosji i chęć ustąpienia w sprawie Donbasu. Niedawno była awantura wokół członka ukraińskiej grupy negocjacyjnej w sprawie Donbasu. Zełenski jest notorycznie atakowany przez opozycję o krypto-prorosyjską politykę.

Dziś do tych ataków dochodzi wprowadzona na linii frontu w Donbasie inspekcja. Za zgodą ukraińskich negocjatorów przedstawiciele tzw. separatystów mogą przeprowadzić inspekcję ukraińskiej linii frontu. Dziś wojskowi z Doniecka przyglądali się ukraińskim pozycją w okolicach Gorłowki. Dla części ukraińskiej opinii publicznej są to niezrozumiałe działania, a dla opozycji – kolejny powód do oskarżania Zełenskiego o zdradę.

„Białorusini obudzili się po 26 latach represji”. Cichanouskaja wystąpiła na Forum Ekonomicznym w Karpaczu

I tutaj pojawia się Łukaszenka, który chwali Zełenskiego i to jeszcze w imieniu Putina. Zresztą nie pierwszy raz.

– Wołodia to dobry człowiek, żal mi go… Nie moją rolą jest wyjaśniać, jaka jest sytuacja na Ukrainie, ale jemu się dostało – mówił Łukaszenka 6 sierpnia.

Między tymi dwoma wywiadami zdarzyło się bardzo dużo. Białoruskie protesty zmusiły władze w Kijowie do zajęcia stanowiska. Było ono podręcznikowe: wsparcie, wezwanie do zaprzestania przemocy. Dzień po wyborach na Białorusi Ukraina podpisała się pod deklaracją Trójkąta Lubelskiego (razem z Polską i Litwą), wzywając władze z Mińska do dialogu ze społeczeństwem. Kijów deklarował, że może pomóc i pośredniczyć w takim dialogu.

Płynęły zatem sygnały, że Ukraina może odegrać rolę pośrednika. Zełenski powstrzymywał się jednocześnie od ostrych wypowiedzi. Białoruski prezydent postarał się jednak, by Ukraina nie tylko nie odegrała takiej roli, ale i zapisał Kijów do kategorii wichrzycieli i swoich osobistych wrogów. A to nie jest wymarzona rola Zełenskiego.

Ekstremiści z Ukrainy

Kłopoty zaczęły się jednak już przy sprawie tzw. wagnerowców. Kiedy w lipcu białoruskie służby zatrzymały w okolicach Mińska grupę najemników dość długo nie było wiadomo o co chodzi. Łukaszenka nie oskarżał wprost Rosji, tylko sugerował, że jacyś dywersanci są przysyłani, by zdestabilizować sytuację na Białorusi przed wyborami. Już po wyborach, w drugiej połowie sierpnia, Jurij Butusow, znany dziennikarz posiadający świetne kontakty w ukraińskich służbach specjalnych, poinformował, że sprawa wagnerowców była tajną operacją Kijowa. Ukraińskie służby upozorowały wynajęcie grupy rosyjskich najemników.

Oficjalnie mieli jechać na Białoruś, a stamtąd lecieć do Wenezueli (bądź Libii). Faktycznie ukraińskie służby zamierzały sprowadzić samolot z „wagnerowcami” do Kijowa, by ich zatrzymać. W grupie najemników byli bowiem namierzeni wcześniej Rosjanie, którzy działali przeciw Ukrainie na Donbasie. Tyle, że we wszystko wmieszali się ludzie Łukaszenki i zatrzymując rosyjskich najemników i niwecząc przygotowywaną od miesięcy operację Ukraińców.

Taką wersję „sprzedawały” ukraińskie służby. Wywołując przy okazji skandal w Kijowie. Bo od razu pojawiły się sugestie, że ktoś z nielicznych wtajemniczonych z najbliższego otoczenia prezydenta Zełenskiego ujawnił Rosjanom i Białorusinom szczegóły operacji. Od tego czasu Łukaszenka zaczął również otwarcie oskarżać Kijów o ingerowanie na Białorusi.

Łukaszenka o integracji z Rosją i „amerykańskiej swołoczy” z ośrodkiem pod Warszawą

Ukraina była wymieniana jednym tchem, jako jeden z interwentów, razem z Litwą i Polską. Białoruskie i rosyjskie media kolportowały fałszywe informacje o „Prawym Sektorze” (organizacja dawno już podzielona i zmarginalizowana) i ukraińskich nacjonalistach działających po stronie protestu na Białorusi. O ukraińskich ekstremistach na Białorusi mówił rosyjski minister Siergiej Ławrow.

Ten, budowany głównie do odbiorców propagandy przekaz, odegrał jednak rolę w relacjach z Kijowem. Ukraiński MSZ wzywał białoruskiego ambasadora na dywanik. 28 sierpnia Kijów zawiesił stosunki z Białorusią. Relacje sąsiadów znalazły się w największym impasie w historii. Akcja na granicy, kiedy w ostatni wtorek białoruskie służby próbowały wypędzić na Ukrainę Maryję Kalasnikawą tylko dolała oliwy do ognia. Prowokacyjne wobec Ukrainy działania Łukaszenki (a pośrednio i Rosji) nie są dla ekipy Zełenskiego dobrą wiadomością.

Zełenski prosi Łukaszenkę o ekstradycję rosyjskich najemników

Ukraiński prezydent prze bowiem do przełomu w sprawie Donbasu i jest gotowy na liczne ustępstwa, byle jeszcze w tym roku pokazać Ukraińcom, że spełnia obietnice i doprowadzi do pokoju. Jest to dla niego tym bardziej ważne, że kryzys wywołany pandemią kruszy poparcie dla ekipy Zełenskiego. Potrzebny jest mu sukces. Stąd ostrożne początkowo podejście do białoruskich protestów. Zełenski obawiał się, że twarde opowiedzenie się przeciw Łukaszence zaszkodzi rozmowom w sprawie Donbasu. Negocjacje toczą się przecież w Mińsku, ale istotniejsze jest to, że zaangażowanie Kijowa, byłoby źle odebrane przez Rosję. Tak przynajmniej zakładał ukraiński prezydent.

Tyle, że uciekanie od Łukaszenki nic nie dało. Łukaszenka sam o sobie przypomniał i wespół z Rosją zaczął oskarżać Kijów o wysługiwanie się Ameryce i wtrącanie w białoruskie sprawy. Zełenski nie chciał być tak „spozycjonowany”. Teraz jednak będzie musiał się zmierzyć z nową rolą. I być może przypomnieć sobie, że to dzięki odwadze sprzed sześciu lat ludzi takich, jacy dziś protestują na ulicach białoruskich miast, również on mógł zostać prezydentem. Bo taką szansę dała mu demokracja.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów