Jak Putin z regionami wojuje

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Liderzy regionalni od czasu do czasu wierzgają kremlowskiej władzy. Putin ma na regiony sposoby: w jednym zwolni gubernatora, innym zmieni granice i połączy dwa w jeden, a wszystkim okrawa kompetencje.

Gubernator Czuwaszii Michaił Ignatiew to znany żartowniś. Niedawno zażartował sobie przy okazji uroczystego przekazania nowych samochodów gaśniczych dla czuwaskiego Ministerstwa Spraw Nadzwyczajnych (MCzS). Kiedy dawał oficerom kluczyki, trzymał je wysoko, zmuszając jednego z nich do podskakiwania. Oficer aportował na oczach szpaleru swoich podwładnych.

Przedni żart gubernatora z aportującym urzędnikiem nie spodobał się jednak w Moskwie. A MCzS to ważna służba, zawsze bliska najważniejszych uszu na Kremlu. Ignatiew wylądował więc na dywaniku u Władimira Putina. To było jeszcze przed okresem samoizolacji prezydenta, więc gubernator musiał osobiście patrzyć w srogie oczy Putina.

Władimir Putin podczas zdalnej narady z gubernatorami. Zdj. kremlin.ru

Ignatiew jednak nie przestał żartować. Tydzień temu odwołany już gubernator złożył przeciw Putinowi pozew do sądu administracyjnego. Oskarżył prezydenta o niezgodne z prawem odwołanie go ze stanowiska. Nie wiadomo czy dojdzie do procesu. Wczoraj media podały, że ex-gubernator znalazł się w ciężkim stanie w szpitalu. Możliwe, że to zarażenie koronawirusem. Ignatiew jest podłączony do respiratora.

Były gubernator zaskarża decyzję Putina. Ma ciężkie zapalenie płuc

Federalizm według Putina

Dekret „O pełnomocnym przedstawicielu prezydenta w okręgu federalnym” Władimir Putin podpisał dokładnie sześć dni po tym, jak 7 maja 2000 r. objął formalnie stanowisko prezydenta. Powołał tym samym siedem okręgów federalnych. Na czele każdego postawił swojego człowieka. Nad wybieranymi w wyborach gubernatorami ustanowił czapę kontrolną pod postacią mianowanych z Kremla urzędników. W ten sposób jedną decyzją administracyjną Putin pokazał swoje intencje wobec ustroju federalnego Rosji. Przez ostatnie dwie dekady rosyjski prezydent zajmował się demontażem autonomii rosyjskich regionów. W ich niezależności upatrywał słabości państwa.

Najpierw zwalczał „starą gwardię”, czyli gubernatorów i liderów regionów ze starego, jelcynowskiego zaciągu. Niektórzy, jak np. prezydent Tatarstanu Mintimer Szajmijew, czy Murtaza Rachimow z Baszkirii rządzili od 1991 r. Takich było zresztą więcej. Jeden z rekordzistów – Jewgienij Sawczenko w obwodzie biełgorodzkim rządzi nadal, od 1993 r., a więc znacznie dłużej niż sam Putin.

Szefowie regionów zbudowali silną pozycję i własne, udzielne księstwa. Latami obsadzali lojalnymi wobec siebie ludźmi struktury bezpieczeństwa, administrację i biznes. Wydawało się, że są nie do ruszenia. A ich pozycja bywała na tyle silna, że byli w stanie postawić się władzy centralnej. Ale Putin znalazł sposób i na to. Nie tylko narzucił regionalnym elitom czapę w postaci okręgów federalnych, ale i zaczął okrawać ich kompetencje. W 2005 r. przyszła kolejna reforma, która zniosła powszechne wybory gubernatorów.

Przez kolejne siedem lat szefów regionów wybierały lokalne parlamenty – spośród kandydatów zaproponowanych przez prezydenta. Kiedy kolejna reforma przywróciła wybory powszechne, krajobraz polityczny Rosji wyglądał już zupełnie inaczej. Większość silnych liderów regionalnych usunęła się w cień, a ci którzy zostali, złożyli hołdy lojalności wobec Kremla. W regionach polityką trzęsła już tylko jedna partia – Jedna Rosja wraz z przybudówkami. Jeden z ostatnich w miarę niezależnych i wywodzących się z opozycji gubernatorów, Nikita Biełych z obwodu kirowskiego, wpadł na korupcji cztery lata temu i wylądował w więzieniu.

Putin nie poprzestał na ułożeniu na nowo regionalych elit. W tak dużym kraju jak Rosja patentem na zarządzanie jest niedopuszczanie do krzepnięcia struktur władzy. Dlatego co pewien czas Kreml wprowadza nowe zmiany w strukturze regionów, by nieco przewietrzyć miejscowe elity i zwiększyć nad nimi kontrolę.

Rosyjska ruletka – kto wygra na pandemii w Rosji?

W ostatnich latach Kreml odebrał niektórym liderom regionalnym tytuł „prezydenta” (takiego używał np. Ramzan Kadyrow w Czeczenii, czy liderzy Tatarstanu). Bo prezydent może być tylko jeden. Kolejną okazją do dyscyplinowania kadr w regionach stała się pandemia koronawirusa. Tuż przed jej szczytem Putin zwolnił rządzącego prawie 20 lat gubernatora z Kaługi. Potem prezydent zwolnił wspomnianego gubernatora Czuwaszii. A na początku kwietnia liderów Komi i obwodu archangielskiego.

Potem, kiedy prezydent udał się na samoizolację, nie raz obarczał odpowiedzialnością za walkę z koronawirusem właśnie gubernatorów. To oni, wprowadzając na własną rękę przepisy w sprawie kwarantanny brali faktycznie ciężar walki na siebie. To zaś zaczęło budzić irytację Kremla. Lojalni do tej pory urzędnicy w regionach zaczynali naruszać monopol władzy i wychodzić z przypisanej im roli. Putin z pewnością to zapamięta i przyspieszy procesy osłabiające regionalne elity. Takie, jak np. zmiany w administracyjnej mapie Rosji.

Majstrowanie przy geografii

Kiedy Rosja zajęła ukraiński Krym początkowo Kreml utworzył „krymski okręg federalny”. W ten sposób nie tylko dowartościował zdradę i przejście większości mieszkańców Krymu na stronę Rosji, ale i objął półwysep specjalnym nadzorem. Dwa lata później Krym utracił specjalny status i został włączony do zarządzanego z Rostowa nad Donem południowego okręgu federalnego. Sygnalizując w ten sposób pełną, administracyjną unifikację Krymu z południem Rosji.

Niedawno pojawił się nowy pomysł, by przyłączyć Nieniecki Okręg Autonomiczny do obwodu archangielskiego. Zamieszkiwany przez nieco ponad 40 tys. ludzi i w połowie przez Nieńców i inne, małe narody Północy, okręg wielkości połowy Polski jest też jednym z najzamożniejszych w Rosji. Dzięki złożom ropy i gazu zarabia ponad połowę tego co znacznie większy (ponad milion mieszkańców) obwód archangielski i wpłaca miliardy rubli do budżetu federalnego. Podczas, gdy Archangielsk jest na utrzymaniu budżetu Federacji.

Czeczeński dyktator chciał się zakazić koronawirusem?

Argument ekonomiczny zapewne najbardziej przyświecał idei „zjednoczenia” obu regionów. I odebraniu Nieńcom autonomii. Moskwie chodziło zapewne o odciążenie budżetu wspieraniem biednego Archangielska. I stworzenie nowego precedensu likwidacji autonomii i jednoczenia podmiotów federacji. Ostatnie zjednoczenie miało miejsce dwanaście lat temu, kiedy połączono w Zabajkalski Kraj, obwód czytyński i buriacki okręg autonomiczny. Tyle, że kiedy pomysł pojawił się na początku maja w nienieckiej autonomii wybuchły protesty.

Historia stosunków Archangielska z Nieńcami jest zresztą burzliwa i skomplikowana. Na początku lat 90. Nieńcy chcieli nawet powołać autonomiczną republikę. Tym razem przeciw pomysłom zjednoczenia wystąpili solidarnie nawet działacze Jednej Rosji z nienieckiej autonomii.

Kreml wycofał się z pomysłu i na razie nie zorganizuje zaplanowanego na wrzesień referendum w sprawie zjednoczenia obu północnych regionów. Co nie znaczy, że Putin porzucił plany majstrowania przy geografii federacji. Tydzień temu pojawił się nowy pomysł, by do obwodu archangielskiego dołączyć również Republikę Komi. Oprócz względów czysto praktycznych, związanych z gospodarką i finansami, chodzi tu o precedens. O wysondowanie, czy można w całej Rosji rozpocząć proces konsolidacji regionów. A także nowej fali wymiany regionalnych elit.

Michał Kacewicz/belsat.eu

INNE TEKSTY AUTORA W DZIALE OPINIE

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów