Alaksandr Kłaskouski Jak odejść? Kirgiska lekcja dla Łukaszenki i Putina


To chyba już rekord. Były prezydent Kirgistanu Ałmazbek Atambajew jest oskarżony już w 10 sprawach karnych i może liczyć się z dożywociem. Losy byłego przywódcy, na którego zawziął się jego następca, zapewne w napięciu obserwują Alaksandr Łukaszenka i Władimir Putin.

Obaj powinni myśleć może nawet jeszcze nie o tym, co wieczne, ale na pewno o tranzycie władzy. Dla autorytarnych przywódców to zawsze kłopotliwy temat. Po pierwsze, trudno zerwać z uzależnieniem od władzy. Po drugie, komu można ufać w zbudowanym przez samego siebie systemie bizantyjskich intryg i tajnej walki?

I historia z Ałmazbekiem Atambajewem tylko pogłębia te mroczne rozważania. Bo tamten zapewne liczył, że z Sooronbajem Żeenbekowem, którego sam przepychał na urząd prezydenta, będzie czuł się absolutnie bezpieczny. A tu taka wpadka!

Czy Kirgistan czeka trzecia rewolucja?

Władimir Putin ma więcej opcji. A do tego ma doświadczenie w rodzaju „odejść, ale zostać”: zamieniał się już na cztery lata fotelami z Dmitrijem Miedwiediewem.

Ostatnio sporo dyskutowało się o wersji, według której Putin zamierza pozostać u władzy, stając na czele zjednoczonego państwa Rosji i Białorusi. Ale Alaksandr Łukaszenka sprytnie wciągnął rozmowy na temat „pogłębionej integracji” na grząski grunt i teraz, obserwując pewne symptomy, widać, że w Moskwie skoncentrowano się na rozwiązaniu „problemu 2024” poprzez przeróbki w rosyjskiej konstytucji.

To nie oznacza, że Kreml odczepi się ze swoją „pogłębioną integracją”. Dlatego, że przywiązanie do siebie Białorusi na poważnie i na długo jest dla niego ważne – niezależnie od tego, kto nią będzie w perspektywie kierował. A jeśli się uda, to przy korzystnym układzie Rosja będzie dążyła do inkorporowania Białorusi.

Jednak Łukaszenka chyba dostał chwilę na złapanie oddechu. Zapas czasu, który pozwoli przeprowadzić zapowiedzianą przez niego białoruską reformę konstytucyjną. Na początku marca dał on mgliście do zrozumienia, że chciałby przekazać część swoich carskich uprawnień innym organom władzy. Tylko, że aluzjami do przyszłych przekształceń politycznych niezmienny prezydent Białorusi karmi publikę od lat. I to może być właśnie gierka pod publiczkę (zwłaszcza zachodnią), która oczekuje ewolucji „ostatniej dyktatury w Europie”.

W każdym razie, dotąd Łukaszenka transformował władzę tylko w jednym kierunku – umocnienia i przedłużenia swojej władzy. I wydaje się, że człowiek, który rządzi Białorusią ćwierć stulecia, uzależnił się od niej kompletnie.

Do tego wyróżnia się on wyostrzonym poczuciem nieufności i podejrzliwości. Jakiś czas temu komentatorzy sądzili, że zacznie on przygotowywać do publicznej kariery politycznej najstarszego syna Wiktara – robiąc z niego gubernatora lub wicepremiera. Ale nic takiego się nie stało, Wiktar wciąż pozostaje w cieniu.

Wiktar Łukaszenka został zastępcą swojego ojca także w Komitecie Olimpijskim

Dawno temu, jeszcze w 2017 roku, Łukaszence wyrwało się, że „ani pierwszy, ani drugi, ale może trzeci syn będzie prezydentem”. Jednak najmłodszy, Mikałaj, 31 sierpnia skończy dopiero 15 lat, a prezydentem na Białorusi można zostać w wieku 35. Oczywiście głowa państwa może obniżyć ten próg, ale chyba nie bardzo chciałby już drażnić narodu takimi sztuczkami.

Złe języki mówią, że w ubiegłym roku Łukaszenka zamierzał ogłosić referendum o przedłużeniu kadencji prezydenta z pięciu do siedmiu lat. Ale raptem wybuchła rewolucja w Armenii i ponoć trzeba było pilnie przepisywać treść noworocznego orędzia.

Swoje otoczenie Łukaszenka tasuje w iście stalinowskim stylu: żeby urzędnicy nie przyzwyczajali się do foteli, nie mieli zbyt dobrych kontaktów, żeby nie było pożywki dla klanów i spisków. Ale i tak cudza dusza to zagadka – wiosną krajem wstrząsnęła informacja o aresztowaniu Andreja Uciuryna, który przez lata stał na czele Służby Bezpieczeństwa Prezydenta i opiekował się małym Kolą.

Media: Wiceszefa Rady Bezpieczeństwa Białorusi aresztowano za przekazywanie informacji FSB

Zaraz pojawiły się plotki, że Uciuryn jakoby w tajemnicy służył Moskwie, a nawet przygotowywał spisek przedstawicieli resortów siłowych. Prezydent musiał osobiście uspokajać publikę, że chodziło o banalną korupcję. Nie wiemy jak było, ale wskutek tej historii Łukaszenka na pewno nie zrobił się bardziej ufny wobec swojego otoczenia.

I znaczna część analityków skłania się ku wnioskowi, że pierwszy prezydent nie zdecyduje się na przekazanie władzy za życia. Szczególnie, jeśli spojrzeć na smutny los Atambajewa i niektórych byłych prezydentów państw postradzieckich.

Na razie Łukaszenka najprawdopodobniej po prostu przepędza myśli o tym piekielnym „tranzycie władzy” (że też w ogóle wymyślili takie określenie!). Przywódca czuje się dobrze i demonstruje wysoką formę – na przemian z kosą i kijem hokejowym w ręku. Hołubi zapewne nadzieję, aby rządzić jeszcze długo i „przesiedzieć” Putina.

Dla Białorusi oznacza to, że stagnacja przechodząca w degradację będzie trwać jeszcze Bóg wie ile. A na dodatek kraj pozbawiony normalnych mechanizmów przekazania władzy może stać się wyjątkowo wrażliwy – akurat w momencie „po Łukaszence”. Kreml byłby nierozsądny, nie przygotowując na taką okazję odpowiedniego scenariusza, jak umiejętnie przygarnąć „strategiczny przyczółek”.

Łukaszenka do 2025 roku? Rosyjskie spojrzenie na przyszłość Białorusi

Alaksandr Kłaskouski dla belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Zobacz też
Komentarze