Jak Łukaszenka z zaskoczenia prezydentem się ogłosił

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Skrywana i zaskakująca przysięga prezydencka jest próbą skoku do przodu i rozprawy z protestami. Stwarza jednak na Białorusi sytuację dwuwładzy, a Łukaszenka zamiast szukać wyjścia z kryzysu, tylko go eskaluje.

Zaprzysiężenie: tajne i pośpieszne

Formalnie obecna kadencja Alaksandra Łukaszenki kończy się piątego listopada. Dzisiaj znienacka do stołecznego Pałacu Niepodległości zwieziono kilkuset przedstawicieli administracji państwowej różnego szczebla, a o 11 czasu mińskiego Łukaszenka złożył na ręce szefowej Centralnej Komisji Wyborczej Lidii Jermoszyny przysięgę prezydencką. Na konstytucję Białorusi i po białorusku. W ten sposób wykonał skok do przodu i zakończył spekulacje, że dialog jest możliwy. Nie, dziś Łukaszenka składając przysięgę powiedział: koniec protestów, jestem legalnym prezydentem na następne pięć lat.

Tylko, że to nie takie proste. Wyborów za wolne i demokratyczne nie uznają wszyscy sąsiedzi Białorusi, poza Rosją, ani Unia Europejska.

Nie uznają ich, co najważniejsze, Białorusini. Tym samym dzisiaj Łukaszenka stworzył sytuację, w której będzie rządził z bardzo słabym mandatem społecznym i międzynarodowym. W sytuacji przypominającej tę z Wenezueli, gdzie po wyborach 2018 r. USA, UE i 13 państw Ameryki Łacińskiej za legalnego prezydenta uznają przebywającego na emigracji Juana Guaido. Jednak w Caracas rządzi, w oparciu o armię i policję, oraz wsparcie m.in. Rosji, Nicolas Maduro. Wenezuela jest od dwóch lat rozdarta ostrym konfliktem, podzielona i staczająca się w otchłań biedy. Podobnie, jak Maduro, Łukaszenka zaryzykował, by zostać pół-prezydentem. Z władzą tylko nad częścią społeczeństwa i nie uznawanym przez połowę świata.

Va banque

Łukaszenka mógł poczekać do listopada z inauguracją. Obawiał się jednak, że przez miesiąc-półtora po pierwsze skonsoliduje się wsparcie międzynarodowe dla Swiatłany Cichanouskiej. Musiało przerazić go, że Cichanouskaja spotyka się w Brukseli z czołowymi unijnymi politykami. Ten widok był oczywistym przekazem, że dla świata zachodniego to nie on, a ona wygrała wybory. Że w UE padają deklaracje o nieuznawaniu wyborów 9 sierpnia. I, że nawet w Kijowie parlament nie uznaje wyborów za wolne i demokratyczne. Dzisiejsza inauguracja ma być testem faktycznych intencji Zachodu. Założenie tego zagrania va banque jest w logice Łukaszenki proste: skoro nie uznają wyborów, to zobaczymy, czy uznają mnie, jako prezydenta.

Alaksandr Łukaszenka zorganizował w tajemnicy „zaprzysiężenie” na prezydenta

Jest i drugi, jeszcze ważniejszy powód dzisiejszej inauguracji: Łukaszenka chce zdławić protesty. Robi to różnymi metodami od półtora miesiąca. Inaugurując nową kampanię chciał jednak przeciąć jakiejkolwiek wątpliwości i spekulacje, że jest choćby minimalnie skłonny do dialogu i ustępstw. Choćby sugerowanych w ostatnim czasie zmian w konstytucji zmieniających model władzy i osłabiający kompetencje prezydenta. Nie, Łukaszenka zasygnalizował dziś, że bierze teraz władzę, jaka ona jest (czyli wg. konstytucji bardzo silna, właściwie skupiona w jego ręku), a o zmianach porozmawiamy potem, za kilka lat. Zależało mu na tym, by zakończyć dezorientację w szeregach nomenklatury i struktur siłowych.

I wreszcie inauguracja jest bardzo ważnym sygnałem dla jedynego obecnie sojusznika Łukaszenki – Władimira Putina. Żeby pokazać mu, że panuje nad sytuacją i potrafi zaprowadzić porządek. Putin dał bowiem Łukaszence czas, na rozprawę z protestem i uspokojenie emocji. Do tego czasu nie może podjąć działań integracyjnych i rozpocząć umacniania rosyjskich wpływów na Białorusi. Czyli nie może odebrać swojej gaży za wsparcie chylącego się ku upadkowi białoruskiego prezydenta. Składając dziś przysięgę Łukaszenka chciał się przygotować do wypłaty dla Putina. Tyle, że to nie będzie takie proste.

Pół-prezydent

Nieuznawany przez świat zachodni i kluczowe, światowe gospodarki Nicolas Maduro doprowadził Wenezuelę do katastrofy. Właściwie pozostali mu trzej partnerzy: Rosja i Chiny oraz Iran traktujący południowoamerykański kraj wyłącznie, jako okazję do interesów na handlu ropą i bronią, oraz szachowania USA na amerykańskim podwórku.

Łukaszenka nie ma wcale lepszej sytuacji, mimo że Rosja jest tuż obok. Niesamowita determinacja Białorusinów i łamiący się powoli system pokazuje, że nie da się rządzić skutecznie krajem, kiedy ma się przeciw sobie społeczeństwo. System się łamie w miejscach, które są może niezauważane, ale bardzo ważne dla zarządzania państwem. Liczebność protestów na ulicach nie jest jedynym objawem rozpadającej się władzy. Kwestionujących polecenia nauczycieli akademickich, urzędników, dyrektorów, ale i zwykłych pracowników po prostu nie widać. Ale oni są i rosnąca brutalność władzy, jej niezrozumiałe i bezczelne wręcz decyzje ignorujące zdanie Białorusinów codziennie powiększają ich szeregi.

Paweł Łatuszka o „zaprzysiężeniu” Łukaszenki: sytuacja bez precedensu

Test „ulicy i zagranicy”

Decyzja o dzisiejszej „inauguracji z zaskoczenia” też powiększy grono przeciwników Łukaszenki. Kryzys będzie się pogłębiał. O tym jednak ogłaszający się dziś prezydentem Łukaszenka nie myśli. Nie zastanawia się, jak rządzić krajem, w którym można liczyć jedynie na struktury siłowe. Jak rządzić budżetem i gospodarką, kiedy kryzys i sankcje skażą Mińsk na współpracę z bardzo asertywną i roszczeniową Rosją. Jak prowadzić politykę międzynarodową, kiedy jest się na liście sankcji, a Europa nie uznaje wyborów.

Łukaszenka zawsze planował swoje działania w krótkim horyzoncie czasowym. Raczej improwizował, niż myślał o strategii. Również i tym razem jednym z celów przyspieszonej inauguracji jest sprawdzenie, jak na nią zareaguje „ulica” i „zagranica”.

Michał Kacewicz/belsat.eu

inne teksty autora w dziele Opinie.

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów