Alaksandr Kłaskouski Jak długo państwo białoruskie będzie jeszcze rozstrzeliwać?


Białoruskie władze znowu wyciągają argument sprzed 23 lat. Że niby na referendum w 1996 roku większość Białorusinów zagłosowała przeciwko zniesieniu kary śmierci. Pachnie to już tak naftaliną, że nawet przedstawicielka Rady Europy Tatiana Termacic darowała sobie polityczną poprawność i zauważyła, że „wielu uczestników tamtego referendum już nie żyje…”

Handel życiem

Białoruś to jedyny kraj na kontynencie, gdzie wciąż wykonuje się karę śmierci. W tym roku rozstrzelano co najmniej jedną osobę, a w ciągu ostatnich 20 lat wykonano ponad 400 wyroków.

Trzeba przyznać, że w ostatnich latach na najwyższy wymiar kary skazuje się rzadziej. Mińsk, biorąc kurs na normalizację stosunków z Zachodem (potrzebna jest przecież przeciwwaga dla presji ze strony Moskwy) zaczął pokrętny handel z Europejczykami. Jego przedmiotem jest szereg ważnych dla nich tematów – w tym właśnie likwidacja kary śmierci.

W Zgromadzeniu Narodowym powołano grupę roboczą, która bada tę kwestię, a raz za razem w Mińsku są organizowane razem ze strukturami europejskimi wydarzenia w rodzaju obecnej konferencji „Opinia publiczna i kara śmierci”. Pojawiła się mglista perspektywa, że Białoruś i Rada Europy wypracują „mapę drogową” w sprawie zniesienia kary śmierci.

Białoruś: będzie moratorium na karę śmierci?

Ale to wszystko jeszcze patykiem po wodzie pisane. A na razie coraz mocniejsze jest wrażenie deja vu.

Kwestia woli politycznej

Oto deputowany Izby Reprezentantów Andrej Nawumowicz oznajmił, że prezydent Alaksandr Łukaszenka „nie może wystąpić przeciwko opinii publicznej, wyrażonej podczas referendum z 1996 roku”. I że w parlamencie też ponoć jest wielu zwolenników zachowania kary śmierci, co może zadecydować o tej kwestii na długie lata.

Aha, można pomyśleć, że nasze Zgromadzenie Narodowe jest szalenie samodzielne i rozbrykane! Kiedyś była taką Rada Najwyższa, ale Łukaszenka rozpędził ją akurat w związku z wynikami tego właśnie referendum w 1996 roku, które odbyło się z mnóstwem naruszeń i manipulacji. I na długo skłócił Mińsk z Europą.

Dla krytyków reżimu nawet liczby ogłoszone w owym plebiscycie są więc wątpliwe. Do tego socjologia wykazała potem, że opinia publiczna na Białorusi się humanizuje. W roku 2012, po nieprzekonującym dla wielu obserwatorów procesie dwóch chłopaków, skazanych na karę śmierci za wybuch w mińskim metrze, była nawet chwila, kiedy zwolenników zniesienia kary śmierci było więcej niż przeciwników.

Upór Łukaszenki

Dyskusje na ten temat z Europejczykami to w ogóle niewdzięczna rola dla białoruskich parlamentarzystów i urzędników z MSZ. Muszą jak papugi powtarzać stare i wątpliwe dowody. Przede wszystkim z tej prostej przyczyny, że twarde stanowisko w tej sprawie zajął białoruski przywódca.

Analitycy wręcz wróżą, dlaczego Łukaszenka tak się uparł. Ponieważ na liście tematów, nad którymi biedzi się Europa, moratorium wygląda znacznie bardziej niewinnie niż np. przeprowadzenie wolnych i przejrzystych wyborów.

Nie stanowi ono żadnego zagrożenia dla podwalin ustroju. A ci piekielni dręczyciele z UE i RE cieszyliby się jak dzieci. I pewnie przewidzieliby jakąś nagrodę.

Niektórzy eksperci uważają, że „zagwozdka” polega na tym, iż nikt nie proponuje wystarczających bonusów. Inni wskazują na specyfikę reżimu autorytarnego, który wymaga pewnego kultu przemocy ze strony państwa, symboliki zastraszania. Ale przecież przykład sąsiedniej Rosji udowadnia, że autorytaryzm może obejść się doskonale nawet bez kary śmierci.

Reżim o cechach feudalnych

Być może sekret kryje się w psychologii Łukaszenki. Tak naprawdę przyswoił on sobie władzę w stylu średniowiecznego monarchy. W tym prawo do karania i ułaskawiania, do decydowania o losie i życiu ludzi.

Jaki tam podział władzy! To przywódca państwa wskazuje funkcjonariuszom, kogo mają zakuć w kajdanki. Może zlitować się nad urzędnikiem, który zdefraudował pieniądze i trochę wcześniej wypuścić go zza kratek. I niełaska prezydenta przekreśla ostatnią nadzieję skazanego na śmierć.

W 2012 roku Łukaszenka przyznał się sam:

– Przez cały okres skazywania na karę śmierci ułaskawiłem chyba tylko jednego człowieka…

Zrezygnowanie z takich prerogatyw, pozwalających na decydowaniu o życiu i śmierci to dla samowładnego przywódcy musi być chyba bardzo dotkliwa strata.

Kara śmierci zostanie wykonana. Sąd Najwyższy Białorusi pozostawił w sile dwa wyroki niższej instancji

I wreszcie: a jaka będzie korzyść dla białoruskiego przywódcy z wstąpienia jego kraju do Rady Europy? Będzie z tym raczej tylko większy ból głowy, ponieważ poddani (przepraszam, obywatele) zapewne rzucą się do pisania skarg do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. I po co tu dogadzać tej gnijącej Europie?

Tak więc podkomendni Łukaszenki jeszcze długo będą przelewać z pustego w próżne. O ile oczywiście Europejczycy nie zaoferują nagle jakiegoś bardzo smacznego i tłustego kąska. Lub na odwrót – jeśli Moskwa nie dociśnie tak mocno, że trzeba będzie pilnie udobruchać Europę.

Alaksandr Kłaskouski, komentator polityczny dla belsat.eu

Inne teksty autora:

(cez)

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Zobacz też
Komentarze