Hermaszewski wspomina swojego dowódcę. Pierwszy Białorusin w kosmosie kończy 78 lat WYWIAD

Swoje urodziny obchodzi dziś najsłynniejszy białoruski kosmonauta Piotr Klimuk. Kosmicznemu partnerowi pierwszego polskiego kosmonauty Mirosława Hermaszewskiego w czasie wojny życie uratowali Polak i Niemiec.

Piotr Klimuk urodził się w czasie wojny, 10 lipca 1942 r. we wsi Komarowka znajdującej się dziś 4 km od polskiej Włodawy. Ten weteranem sowieckiej kosmonautyki po raz pierwszy w kosmos poleciał w 1973 r. Łącznie na orbicie spędził prawie 79 dni, z czego 63 dni w stacji kosmicznej Salut-6.

Piotr Klimuk na białoruskim znaczku pocztowym

Historia potoczyłaby się pewnie nieco inaczej, gdyby Stalin gdzie indziej wyznaczył polsko-sowiecką granicę. Klimuk mógłby dziś być polskim obywatelem i w kosmos pewnie nigdy nie polecieć. Urodził się bowiem we wsi Komarowka w obwodzie brzeskim, która w linii prostej leży ok. 2 km od obecnej polskiej granicy ustalonej w 1946 r.

Formalnie więc urodził się jako mieszkaniec Polski. Najmłodsze lata spędził pod niemiecką okupacją, co w ZSRR było okolicznością obciążającą. Jednak, jak podkreślają jego biografowie, jego ojciec działał w sowieckim ruchu partyzanckim.

Jego siostra Antonina, która pozostała w rodzinnej wsi, opowiadała gazecie Komsomolskaja Prawda, że w 1944 r. dwuletni Piotr zachorował na ciężkie zapalenie płuc.

– Było tak silne, że prawie umierał. W koło Niemcy. A u nas w szkole był nauczyciel, taki bardzo dobry. Spikałow, Polak. I on poszedł do Niemców, znalazł doktora. Niemiecki doktor przyszedł i powiedział: „Lekarstwa nie mam, ale mogę wziąć krew matki i mu przetoczyć”. I tak zrobił, wziął krew matki i przetoczył ją Pieci. I tak go wyleczył. Tak go wyleczył, że nic z tego zapalenia płuc nie zostało, a chłopak poszedł w kosmonauty – opowiadała gazecie siostra Klimuka, nazywana we wsi „kosmonautichą”.

Rodzinną wieś Klimuka odwiedził program Biełsatu „Wiaskoucy”

Klimuk miał być chłopcem wyjątkowo ciekawym świata i ruchliwym. Kiedyś mało nie spalił stodoły, podpalając stojące w niej snopki. W ostatniej, 10 klasie prawie został wyrzucony ze szkoły. Podczas przepychanek uczniowie rozwalili szkolną werandę. Akurat tego dnia Piotr był dyżurnym w szkole. Zawziął się i mimo nalegań dyrektora nie wydał jednak sprawcy. Matka, siostra i nauczyciel wybłagali u dyrektora, by dał mu szansę ukończyć szkołę i po dwóch tygodniach przyszły kosmonauta wrócił na lekcje.

Klimuk, choć jest teraz obywatelem Rosji, regularnie odwiedza swoją rodzinną wieś. W 2018 r. u siostry kosmonauty w Komarowce był też dziennikarz Biełsatu Wiktar Szukiełowicz, autor programu “Wiaskoucy”. Chciał dowiedzieć się, jak mieszkańcy rodzinnej wsi wspominają dzieciństwo pierwszego Białorusina, który poleciał na orbitę.

Matka kosmonauty opowiadała, że gdy przyjeżdżał po swoich pierwszych lotach latach 70., wielu starszych mieszkańców nie wierzyło w loty kosmiczne i za każdym razem wypytywali „a ty na pewno w kosmos latałeś?”. Jego przyjazdy były wielką sensacją, na spotkania przychodziły setki ludzi z okolicznych miejscowości i nawet z sąsiedniej Ukrainy.

Choć mieszka w Moskwie, pierwszy białoruski kosmonauta nie zerwał więzi łączących go z niepodległą już Białorusią. Przez pewien czas pracował jako doradca w ambasadzie w Moskwie. Regularnie odwiedza też swoją małą ojczyznę, gdzie przyjmowany jest z honorami. Za każdym razem spotyka się z kolegami z byłej klasy, choć teraz zostało ich już tylko kilku. Odwiedzał też swojego szkolnego dyrektora, nawet wtedy, gdy ten leżał już złożony chorobą.

18 grudnia 1973: pierwszy Białorusin w kosmosie

Tego dnia na pokładzie statku kosmicznego Sojuz-13 Klimuk odbył swoją pierwszą misję. Statek kosmiczny, którym dowodził, wystartował z kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie, a lot trwał 8 dni. Statek wyniósł na orbitę obserwatorium astronomiczne Orion-2 – zaopatrzone w teleskop zwierciadlany oraz urządzenia do badania promieniowania ultrafioletowego.

Sojuz-13 skonstruowano, biorąc pod uwagę wnioski wyciągnięte z tragedii Sojuza-11. Przy lądowaniu statku 29 czerwca 1971 r. zginęła trójka kosmonautów. Podczas lądowania na nieprawidłowej wysokości otworzył się zawór wyrównujący ciśnienie w kabinie z ciśnieniem na zewnątrz, w efekcie jego pasażerowie zginęli od gwałtownej dekompresji. Dlatego w kolejnych statkach Sojuz-12 i 13 liczbę kosmonautów zmniejszono do dwóch i podczas lądowania polecono im założenie skafandrów.

Nowe urządzenia badawcze w czasie prawie ośmiodniowego lotu zebrały tyle danych, że ich analiza trwała ponad 10 lat – katalog gwiazd zaobserwowanych w ultrafiolecie wydano dopiero w 1984 r.

Piotr Klimuk poleciał w kosmos jeszcze dwukrotnie: w 1976 r. – na stacji kosmicznej Salut-6 spędził wtedy 63 dni. Na przełomie czerwca i lipca 1978 był również dowódcą lotu kosmicznego na statku Sojuz-30, w którym uczestniczył polski kosmonauta Mirosław Hermaszewski. Został za to odznaczony przez władze PRL Krzyżem Grunwaldu I klasy.

Polski kosmonauta Mirosław Hermaszewski podczas treningu na pokładzie statku Sojuz 30 z radzieckim kosmonautą Piotrem Klimukiem w 1978 r. Reprodukcja: FoKa / Forum

Hermaszewski: „Zawdzięczam mu wszystko”

W rozmowie z Biełsatem Hermaszewski opowiada, że poznał Klimuka podczas swojej drugiej wizyty w Gwiezdnym Miasteczku pod Moskwą w grudniu 1976 r.

– Pierwszego dnia poszliśmy na śniadanie do kasyna i wtedy wszedł niedużego wzrostu facet. Patrzę: dwie gwiazdy bohatera ZSRR. I przedstawia się: Klimuk. Pamiętam, że miał takie ręce wielkie i ciepłe jak bochny chleba i taka spłynęła od niego dobroć. Trochę żeśmy porozmawiali, on mi powiedział, że był w kosmosie naraz 63 dni. Złapałem się za głowę, bo wtedy takich rekordów nie ustanawiano. I bąknął parę zdań po polsku i to mnie zastanowiło — opowiada.

Po pół roku przyszły polski kosmonauta otrzymał mieszkanie w kilkunastopiętrowym bloku, gdzie zamieszkał z rodziną. Jego gniazdko było na parterze, a piętro wyżej mieszkał, jak się okazało, Klimuk.

– Czasami go spotykałem w drodze do „pracy” i rozmawialiśmy, a on wtrącał te polskie słowa. Więc się zapytałem: skąd Pan zna Polski. A on na to, że urodził się w takiej wsi Komarowka naprzeciw Włodawy. I że na drugi brzeg rzucał kamieniami. I tam było dużo chłopaków, a oni mówili po polsku. Mówił: ja kak sabaka, wsio panimaju no gawarit’ nie umieju – opowiada.

Gdy Hermaszewski bliżej poznał Klimuka i jego rodzinę poczuł, że mają wiele wspólnego.

– Jego ojciec zginął w 1944 roku pod Radomiem – odwiedzam ten grób, składam kwiaty, wysyłam zdjęcia Piotrowi i on się bardzo wzrusza. Mój ojciec tymczasem zginął na Wołyniu w 1943 r. Moja żona urodziła się 23 sierpnia, to było święto lotnictwa polskiego. A jego żona 16 lipca w dzień lotnictwa armii radzieckiej. On miał syna Miszę, a ja Mirosława. Nasi synowie jeździli rowerem po całym Gwiezdnym Miasteczku.

W 1988 r. podczas Festiwalu Polskiej Piosenki w Witebsku, Klimuk i Hermaszewski zostali uhonorowani wspólnym popiersiem. Zdjęcie: vkurier.by

Pierwszy polski kosmonauta opowiada, że podczas przygotowań do startu, ćwiczeń na symulatorach statku Sojuz i stacji orbitalnej Klimuk okazał się wymagającym nauczycielem, ale też ciepłym człowiekiem.

– Wiele wymagał, ale z takim uśmiechem, że ja to przyjmowałem bardzo pozytywnie, bo bardzo chciałem polecieć. Treningi były bardzo ciężkie. Trzeba było wykrzesać wiele ukrytych cech, wytrzymałości. Jego obecność działała na mnie motywująco. Jak mi coś nie wychodziło, to ja się podwójnie wstydziłem, żeby nie mówili, że Polak nawalił.

Hermaszewski przypomina, że Klimuk lubił działać niekonwencjonalnie.

– Raz wróciliśmy z treningu strasznie umordowani, a on miał swój gabinet, bo był zastępcą szefa centrum. Mówi: odpoczniemy – położył się na podłodze, a ja zasnąłem na stole, z notatkami pod głową.

Pierwszy Polak w kosmosie opowiada też, że za czasów Klimuka, który został szefem Gwiezdnego Miasteczka, do centrum zaczęli przyjeżdżać nie tylko przedstawiciele demoludów, ale także Francuzi, Niemcy i Amerykanie. Wtedy właśnie do sowieckiej stacji Mir I cumował amerykański prom kosmiczny Challenger. W kosmos poleciał też pierwszy kosmiczny turysta Denis Titow.

– I Klimuk prawie na boso przyszedł do Gwiezdnego Miasteczka. Do wszystkiego doszedł sam, pochodził z biednej rodziny, nie miał ojca. I to było od niego czuć. I ja jemu zawdzięczam wszystko. I życzę mu z okazji urodzin wszystkiego najlepszego — dodaje.

https://belsat.eu/pl/news/orbitalna-piatka-bialorusini-ktorzy-polecieli-w-kosmos/?btid=d5b539c6770e46a30bce2cff66194ba8

jb/belsat.eu

Wiadomości