Polskie harcerstwo na Białorusi zepchnięte do podziemia

fotoreportaż

Obóz białoruskich harcerzy. Zdjęcie: Ewelina Jaworska

„Chcemy, żeby harcerstwo zaistniało na Białorusi” – mówią młodzi Polacy z Grodzieńszczyzny. Organizacja od lat działa pod czujnym okiem białoruskiego KGB, bez kontaktu z białoruskim i światowym ruchem skautowym.

Dziś w Gdańsku kończy się harcerski Zlot Stulecia Niepodległości Polski. Korespondenci belsat.eu pojechali tam porozmawiać z białoruskimi skautami o problemach i szansach ich organizacji. Wśród 12 tys. uczestników zlotu Związku Harcerstwa Polskiego znaleźliśmy jedynie trójkę gości reprezentujących białoruski ruch skautowy.

W trakcie naszych poszukiwań trafiliśmy za to na silną, 60-osobową reprezentację polskich harcerzy z Białorusi. I właśnie oni pomogli nam zrozumieć, czym jest harcerstwo na Białorusi i czym różni się od tego w Polsce. O tym, że są to ruchy stojące przed innymi wyzwaniami, przekonali nas nastolatkowie z Grodzieńszczyzny.

– Są różnice. Tutaj jest więcej wolności. Możemy tu robić obozy, a tam nie – mówi harcerka z Grodna. – Harcerze w Polsce mają chyba większe możliwości rozwoju – dodaje jej kolega.

Jedną z przyczyn podała ich opiekunka, Helena Strałkowska:

– Harcerstwo na Białorusi działa z przerwami. Coś się zaczynało w latach 90., gdy tego naszego prezydenta jeszcze nie było. Teraz zaczynamy od początku, bo nas na Białorusi uciskają. Jakby jesteśmy i nas nie ma.

Rozdzieleni bliźniacy

Inha Prychodźka z Białoruskiego Stowarzyszenia Przewodniczek. Zdjęcie: Piotr Jaworski

Na zlotowiczów z Białorusi, dokładniej na białoruskich Polaków z Brześcia, trafiliśmy już w pierwszych minutach naszych poszukiwań. Problem w tym, że o działaniu jakichkolwiek skautów w swoim państwie nie wiedzieli.

– Nie, skautingu na Białorusi nie ma. Jest tylko harcerstwo – przekonuje nas drużynowy Mikita.

Równie zdziwiona była Inga Prychodźka, instruktorka Stowarzyszenia Białoruskich Przewodniczek z Mińska.

– Ja też sama nie wiedziałam, że na Białorusi są harcerze! Byłam na zajęciach z panią, która rysowała i powiedziała, że są z Baranowicz, a ja nie wiedziałam, że tam są jacyś polscy harcerze. Więc sytuacja jest podobna.

Mieszkają w jednym kraju i należą do tego samego światowego ruchu skautowego, wzajemnie o sobie nie wiedząc. Sytuację tą próbuje wytłumaczyć Ewa Lachiewicz, kierowniczka Wydziału Zagranicznego Głównej Kwatery ZHP.

– To może wynikać z faktu, że ta organizacja skautów na Białorusi nie jest dużą organizacją i młodzi instruktorzy harcerscy mogli się jeszcze z nimi nie spotkać. To są też dwa różne obszary komunikacji – ZHP wraz z białoruskimi organizacjami skautowymi należy do WOSM (Światowej Organizacji Ruchu Skautowego) i WAGGGS (Światowego Stowarzyszenia Przewodniczek i Skautek), więc są dla nas naturalnymi partnerami. Natomiast do tego światowego stowarzyszenia nie należą polscy harcerze z zagranicy.

Ewa Lachiewicz, kierowniczka Wydziału Zagranicznego GK ZHP. Zdjęcie: Ewelina Jaworska

Białoruskich skautów znają harcerze z Grodzieńszczyzny. Podkreślają jednak techniczny problem podjęcia współpracy, bo po prostu gromadzenie się w miejscach publicznych na Białorusi jest niezgodne z prawem:

– Organizacje skautów są przy Kościele. Próbowaliśmy z nimi współpracować, ale oni raczej nie chcą. Nie ma możliwości, by zacząć taką współpracę. Gdybyśmy robili to w lesie, to byłoby to nielegalne. W parku też nielegalnie, bo to nielegalne zgromadzenie. Tak samo w pomieszczeniu, za dużo osób – komentują harcerze.

Pod nadzorem KGB

Flagi Polski i światowych stowarzyszeń skautowych. Zdjęcie: Piotr Jaworski

Funkcjonowanie drużyn na Białorusi utrudnia fakt, że współpracują z formalnie nieuznawanym Związkiem Polaków na Białorusi. Młodzi instruktorzy nie chcą się wręcz do ZPB przyznawać.

– Współpracujemy z polskimi organizacjami, ale nie mogę powiedzieć, jakimi – mówi drużynowy z Brześcia.

Twierdzi przy tym, że dzięki ich wsparciu harcerstwo w Brześciu wciąż się rozwija i liczy ponad stu członków.

– Teraz być harcerzem na Białorusi już nie jest tak ciężko, ale kiedyś było bardzo ciężko. Państwo nie bardzo lubi organizacje pochodzące z innego państwa – tłumaczy Ela Panina.

Niechęć do harcerzy ma płynąć z góry, od samego prezydenta Alaksandra Łukaszenki.

– Chodzi o fakt, że jest to organizacja polska. Teraz już formalnie nie, ale wcześniej to się nazywało Związek Harcerstwa Polskiego na Białorusi. Mam jeszcze taką pieczęć naszej drużyny z 2008 roku. Ale potem nasz prezydent przeczytał, że organizacja jest właśnie polska. To mu się nie spodobało. Teraz nazywamy się Republikańskie Społeczne Zjednoczenie Harcerstwo Białoruś – wyjaśnia Helena Strałkowska.

Według niej harcerstwo na Białorusi nie może działać bez pomocy z Polski. Nie ma wystarczająco dużo instruktorów – większość młodzieży jedzie na studia do Polski, a starszych wystraszono i zrezygnowali. Z braku kadr, w szkoleniu instruktorów pomaga Warszawa.

– To dlatego, że kilka lat temu bardzo nas uciskało KGB. Ci, którzy chcieli pójść do władz organizacji, trafili na KGB, gdzie powiedziano im „albo harcerstwo, albo praca”. Wiele osób się przestraszyło i odeszło, bo trzeba wyżywić rodzinę. Nie ma już takich, którzy będą trwać do ostatniej kropli krwi. Gdy mi złożyli taką propozycję nie do odrzucenia, po 20 latach pracy zrezygnowałam ze szkoły – tłumaczy Strałkowska.

Organizacja może się rozwijać jedynie przy polskich szkołach w Grodnie i Wołkowysku, lub parafiach katolickich. W takich warunkach można działać, ale trudno się rozwijać i rosnąć.

– Gdybyśmy wyszli na ulicę i reklamowali siebie, to nie wiem, jak by to się skończyło. Myślę, że zgarnęli by nas szybko. Raczej nie do więzienia, ale rozmowę z milicją bym miała – mówi instruktorka ze Słonimia.

W związku z takimi warunkami pracy, druhowie z Grodna twierdzą wręcz, że na Białorusi może być dużo więcej harcerzy, niż mówią ich dane – wiele drużyn może „działać na czarno”.

Lepiej, gdyby nas nie było

Helena Strałkowska, instruktorka harcerska ze Słonimia. Zdjęcie: Ewelina Jaworska

O podejście władz do ruchu skautowego pytamy Inhę Prychodźkę z Białoruskiego Stowarzyszenia Przewodniczek. Instruktorka jest zadowolona ze współpracy z państwem.

– Jeśli potrzebujemy pomocy, na przykład chcemy zorganizować obóz czy jakiś projekt, możemy się do nich zgłosić. Do tej pory nie było żadnych problemów z władzami.

Jeśli chodzi o harcerstwo, sytuacja wygląda inaczej.

– Nie mamy wsparcia państwa, nie mamy możliwości robienia biwaków, nie mówiąc już o obozach. Gdy jedziemy na biwak, to umawiamy się z dziećmi tak – jeśli przyjdzie leśniczy i nas wywali, to biwak się kończy, a jak nie, to biwakujemy tydzień. Więc siedzimy w lesie i mamy trochę strachu, czy nas stamtąd nie wyrzucą. Sanepid też utrudnia, szuka czegokolwiek, by zabronić nam wejść do lasu – tłumaczy Helena Strałkowska. – Ale formalnego zakazu nie ma. To jest tak – lepiej, żeby nas nie było. Jesteśmy w takiej sytuacji, że niby wszyscy wszystko mogą, ale jeśli przyjdzie funkcjonariusz w złym humorze, to już nie wolno.

W zupełnie innej, uprzywilejowanej sytuacji jest pro-prezydencki Białoruski Republikański Związek Młodzieży.

– BRSM wywodzi się z pionierów. Ale harcerze nie mogą istnieć w szkole bez nich – tłumaczą nam młodzi Polacy z Grodna. – Drużyna harcerska może być tylko tam, gdzie równolegle istnieją struktury BRSM.

– Największa różnica pomiędzy organizacjami młodzieżowymi na Białorusi jest taka, że inne bardzo mocno działają na rzecz państwa, a harcerstwo na rzecz Polaków. BRSM charakteryzuje się tym, że działa w szkołach, występuje na wszystkich paradach. BRSM to obywatelskość, a harcerstwo to leśna szkoła polskości – komentuje Ela z Brześcia.

Uczą polskości, czego nie chcą władze

Harcerze z Grodzieńszczyzny. Zdjęcie: Ewelina Jaworska

Polacy z Białorusi w większości mówią po rosyjsku. Jednak rozmawiając z nimi można dojść do wniosku, że polski patriotyzm jest dla nich ważniejszy, niż dla druhów na zachód od granicy.

– Między harcerstwem w Polsce i harcerstwem na Białorusi są różnice. My skupiamy się na nauce historii Polski, języka polskiego. To dla nas bardzo ważne, jako obywateli Białorusi o polskich korzeniach. Młodzi Polacy przychodzą do harcerstwa, bo chcą przyjeżdżać do Polski i poznawać polską kulturę, a my dajemy im dużo informacji – tłumaczy Ela Panina.

Nie może być inaczej. Powstałe 108 lat temu harcerstwo od początku różniło się od powstałego w imperialnej Anglii skautingu swoim nastawieniem na służbę narodowi. Jego założyciele podkreślali wręcz, że „harcerstwo to skauting plus niepodległość”. Postawienie polskości jako wartości nadrzędnej charakteryzuje też współczesny ruch na Białorusi, choć w zmodyfikowanej wersji.

– U nas przyrzeka się nie „służbę Bogu i Polsce”, ale „Bogu i Ojczyźnie”. Rozumianej różnie – jako Polska, mała ojczyzna, Białoruś. Ale wszyscy mają świadomość, że harcerstwo jest polskie. Harcerze pochodzą z polskich rodzin i rodzice wiedzą, gdzie oddają swoje dzieci, robią to celowo, by wychowano je na Polaków – mówi harcerz z Grodna.

Taki profil organizacji nie odpowiada władzom, które obawiają się „piątej kolumny”. Według harcerzy, ich ruch nie odpowiada państwu także z innego powodu – wychowuje elity intelektualne nastawione na emigrację.

– Nasze państwo inaczej traktuje białoruski skauting i polskie harcerstwo. Władze bardzo nie lubią, gdy młodzi ludzie wyjeżdżają do Polski, studiują tu i mogą nie wrócić. Dlatego nie wspierają organizacji, która sprzyja ucieczce mózgów – mówi nam studiująca w Opolu instruktorka z Brześcia.

Pora wyjść z lasu

Powrót z wycieczki z Gdańska. Zdjęcie: Piotr Jaworski

Obok problemów administracyjnych, ruch harcerski na Białorusi ma też inne zmartwienie – związany z naturą styl życia jest coraz mniej popularny i zrozumiały.

– Myślę, że coraz mniej młodych Polaków w Brześciu chce być harcerzami. Wydaje się im ono mało interesujące i niemodne. Bo mieszkanie w lesie w epoce komórek i internetu uważają za niemożliwe. Tak samo jest w Polsce. Mamy inny pogląd na życie, ale problemy mamy te same – tłumaczy nam Ela.

Dla takiej „miastowej” młodzieży według dziewczyny jest właśnie BRSM. „Bo harcerze kochają las” – podkreśla instruktorka.

Jej koledzy z Grodna widzą rozwiązanie – trzeba wreszcie wyjść z lasu i pójść do ludzi.

– Chcemy, by harcerstwo zaistniało na Białorusi. Nie jako skauting, ale właśnie harcerstwo. Dlatego zwracamy na to uwagę, także mediom. Bo jak ktoś raz napisze, że byli tam właśnie harcerze, a nie skauci, to może ktoś się zainteresuje i nas znajdzie. Bo zawsze szukają tylko skautów. Może znajdziemy w ten sposób partnerów, może będzie łatwiej pojechać na obóz, bo teraz to nawet biwaków nie możemy robić.

Zobacz całą galerię:

Piotr Jaworski, zdjęcia Ewelina i Piotr Jaworscy, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze