Grodnianie o „wygnaniu” abpa Kondrusiewicza: „Wojna już nie tylko z narodem, ale i z Bogiem”

Zwierzchnik Kościoła katolickiego na Białorusi arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz od prawie miesiąca nie może wrócić do ojczyzny. Białoruskie władze nie wpuściły go do kraju i starają się stwarzać wrażenie, że ta sytuacja nie jest niczym nadzwyczajnym. Tymczasem wierni we wszystkich kościołach codziennie modlą się o jego powrót. Na razie ich głosy nie zostały wysłuchane.

„Prawdziwy chrześcijanin i hieracha”

Kościół farny w Grodnie wydaje się w tych dniach jakby smutniejszy, mimo, że w promieniach jesiennego słońca intensywnie błyszczy jego turkusowy dach, a zegar tak, jak wcześniej, dokładnie co kwadrans przypomina mieszkańcom o upływającym czasie. W kościele odbywa się właśnie katecheza dla dzieci. Zwiedzających jest niewielu, jednak cały czas ktoś wchodzi i wychodzi, jakby to była stacja metra w kierunku Wieczność. Każdy wybiera najlepsze dla siebie miejsce, by uklęknąć i się pomodlić, by pobyć z Bogiem sam na sam.

Kościół farny w Grodnie. Zdj. mk/belsat.eu

Jest ciepły dzień, a na ulicy bardzo spokojnie. Stojąc pod figurą Chrystusa niosącego na plecach krzyż, a ręką wskazującego na Zachód, rozmawiamy z młodym katolikiem Siarhiejem. Nasz rozmówca, mimo bolesnego dla niego tematu, stara się zachować powściągliwość. Jest oczywiście zbulwersowany faktem, że do kraju nie chcą wpuścić zwierzchnika białoruskiego Kościoła i nie ma wątpliwości, że wpisuje się to w ogólną sytuację w kraju. Równocześnie jest dumny ze swojego metropolity, który odważnie wypowiadał się o fałszerstwie wyborczym i potępił przemoc wobec pokojowych demonstrantów.

– Zrobił tak, jak powinien zrobić prawdziwy chrześcijanin i hierarcha, przez co został uznany za wroga – uważa młody mężczyzna.

Białoruski metropolita persona non grata na Białorusi?

Martwi się jednak, że w obronie swojego metropolity nie stanęła grodzieńska kuria. Po zatrzymaniu arcybiskupa na granicy, w miejsce, w którym teraz rozmawiamy, przychodzili ludzie, by się za niego modlić. Widziało ich całe miasto, przyłączali się do nich nawet nie katolicy, ale tutejszy biskup zakazał tych ulicznych modłów.

– Postawa grodzieńskiego biskupa jest dla mnie niezrozumiała, a nawet oburzająca – mówi młody katolik. – On publicznie nie powiedział nigdzie ani słowa w obronie swojego metropolity. Nawet na kazaniu we własnym kościele.

Jest to dla naszego rozmówcy tym bardziej bolesne, że wszyscy doskonale wiedzą, skąd się wziął taki stosunek Alaksandra Łukaszenki do arcybiskupa Kondrusiewicza. Jak twierdzi, poglądy hierarchy podziela bardzo wielu ludzi – do tego stopnia, że nawet niektórzy z jego znajomych z kurii w akcie sprzeciwu odeszli z pracy.

„Ktoś wreszcie musiał stanąć w naszej obronie”

Pani Weronika prowadzi prawnuki na katechezę. Jest po osiemdziesiątce, ale nadal sama chodzi do kościoła. Usłyszawszy pytanie o arcybiskupa Kondrusiewicza, przystanęła i ciężko westchnęła. Mówi, że pochodzi z pobliskiej wsi i jest Polką, ale biegle mówi po białorusku. Jak mówi, wszyscy mieszkańcy z jej wsi co wieczór zbierają się w kościele i modlą za metropolitę. Martwi ich ta sytuacja.

– Ludzie chcą wiedzieć, dlaczego go nie wpuszczają do kraju, skoro on się tutaj urodził i ma białoruskie obywatelstwo – mówi starsza kobieta.

„Otrzymał zadania z Polski”. Łukaszenka o zakazie wjazdu dla metropolity Kondrusiewicza

Tłumaczenia Alaksandra Łukaszenki, że hierarcha otrzymał w Polsce jakieś „zadanie”, uważa za nonsens.

– Ksiądz arcybiskup powiedział ludziom prawdę – uważa pani Weronika. – Ktoś wreszcie musiał stanąć w naszej obronie, kiedy Łukaszenka na wszystkie możliwe sposoby obrażał nasz naród, poniżał i oszukiwał na wyborach…

Kobieta zdenerwowała się i rozpłakała. Podbiegły do niej prawnuki i podprowadziły do kościoła.

„Każdy z nas może znaleźć się na jego miejscu”

Atmosfera w pobernardyńskim kościele staje się coraz bardziej wzniosła i tylko balaski przygotowane na potrzeby renowacji ołtarza zdają się mieć w sobie coś ziemskiego. Na mszach w języku białoruskim ludzi jest zawsze dużo.

Stojąc na małym wzniesieniu przed kościołem wdaliśmy się w rozmowę z panią Pauliną. Patrzymy a to w kierunku gmachu Teatru Dramatycznego, a to na pomnik sowieckiego czołgu, który ma lufę skierowaną w kierunku zachodniej granicy. Takie widoki na grodzieńskiej starówce same w sobie tworzą atmosferę dla naszej rozmowy.

Zdj. mk/belsat.eu

Pani Paulinie z jakiegoś powodu sytuacja arcybiskupa przypomina fakt, że na Białoruś już od ponad dwudziestu lat nie może wjechać Zianon Paźniak, który stał na czele odradzającego się na początku lat dziewięćdziesiątych narodu. Uważa, że z Tadeuszem Kondrusiewiczem jest tak samo. Bardzo ją to boli, gdyż żywi do duchownego duży szacunek.

– Pamiętam, jak zakładaliśmy białoruską wspólnotę katolicką. Ile to ciepłych słów wsparcia od niego usłyszeliśmy… Ile on nam wtedy dał sił… – z zadumą wspomina kobieta.

Wspomina nabożeństwa w kościele franciszkańskim, a zwłaszcza jego kazania, w których opowiadał o św. Maksymilianie Kolbe, a wiernym do oczu napływały łzy. Teraz on sam, jak mówi pani Paulina, idzie tą drogą:

– Nic dziwnego, że po tych wydarzeniach arcybiskup Kondrusiewicz powiedział prawdę – mimo, że to go drogo kosztowało.

Abp Kondrusiewicz: wszyscy potrzebujemy zmian

Dlatego bardzo ją boli, że wierni na Białorusi nie mogą powstrzymać niesprawiedliwości, jakiej doznaje ich pasterz.

– Zrozumieliśmy, że każdy z nas może się znaleźć na jego miejscu. Każdemu z nas w każdej chwili mogą odmówić wjazdu do własnej ojczyzny.

Dodaje jednak, że on na pewno czuje, że wierni modlą się w jego intencji. Bo wszyscy katolicy Białorusi pragną jego powrotu.

„Modlimy się razem z prawosławnymi”

Kościół w dzielnicy Dziewiatówka podczas mszy jest pełen ludzi. Nabożeństwo jest odprawiane po polsku. Dużo dzieci i młodzieży. Pan Stanisław i pani Irena są starszymi parafianami; pomagali jeszcze przy budowie kościoła. Siedzimy na ławeczce przed kościołem i także rozmawiamy o arcybiskupie Kondrusiewiczu. Pani Irena mówi, że na mszach zawsze jest tu tylu wiernych i ze smutkiem w głosie stwierdza, że prześladując duchownego, Łukaszenka prześladuje tym samym wszystkich katolików na Białorusi.

– Za Łukaszenki Kościół zawsze był prześladowany, ale nigdy nie aż tak, jak teraz – twierdzi kobieta. Teraz boimy się, że Łukaszenka może wygnać wszystkich duchownych, którzy przyjechali z Polski i tutaj pracują.

Kościół rzymskokatolicki na Białorusi domaga się zgody na powrót metropolity

Opowiada, że na modły za arcybiskupa do ich kościoła przychodzili także prawosławni mieszkańcy Grodna. Wcześniej, kiedy hierarcha przyjeżdżał do Grodna, bywali na odprawianych przez niego nabożeństwach i obecna sytuacja też ich martwi.

– Ten człowiek potrafi słuchać ludzi, rozmawiać z nimi, dawać nadzieję i wsparcie… – cicho mówi kobieta.

Pan Stanisław ze smutkiem dodaje, że katolikom na Białorusi pozostaje tylko modlitwa i ona jest jedyną nadzieją, bo przecież nikt nie pójdzie do Łukaszenki, by go prosić o łaskę.

– Teraz cały świat zobaczył, że Białoruś ma prawdziwego arcybiskupa, który czynami dowiódł swojej wierności nauczaniu Chrystusa. Jesteśmy z niego dumni! – uważa mężczyzna.

Arcybiskup Kondrusiewicz – pasterz niezłomny

Ze mszy w prawosławnym soborze katedralnym przy ulicy Elizy Orzeszkowej wychodzi również wielu ludzi – młodsi i starsi, dzieci. Dzwonią dzwony na wieczorne nabożeństwo. Kobiety o czymś rozprawiają, mężczyźni idą w milczeniu.

„Dla mnie to szok”

Wdajemy się w rozmowę z Andrejem, mężczyzną w średnim wieku. Na msze chodzi regularnie. Jego też bardzo niepokoi to, co się dzieje w kraju. Zapytany przeze mnie o katolickiego hierarchę chwilę się zastanawia, po czym odpowiada pytaniem, czy słyszałem o atakach na grodzieńskiego biskupa Arciemija, który również, publicznie, w cerkwi potępił fałszerstwo wyborcze i przemoc wobec pokojowych demonstrantów.

– Ale żeby metropolita nie mógł wjechać do kraju… – kręci głową nasz rozmówca. – Dla mnie to był szok.

Zdaniem Andreja Łukaszenka i i jego reżim jeszcze nigdy tak nisko nie upadli.

– Teraz to już poszli na wojnę nie tylko ze swoim narodem, ale i z religią i z Bogiem – ze smutkiem zauważa mężczyzna.

Zwierzchnik Cerkwi Prawosławnej na Białorusi „zesłany” do Rosji. Wcześniej ujął się za białoruskimi demonstrantami

mk, md/belsat.eu

Wiadomości