Głos dany od Boga: dziś 80. rocznica urodzin Czesława Niemena REPORTAŻ

fotoreportaż

Czesław Niemen z akordeonem w otoczeniu chórzystek, zdjecie z archiwum Anny Markowicz

W Starych Wasiliszkach, niewielkiej wsi na Ziemi Lidzkiej żyje coraz mniej ludzi pamiętających czasy młodości gwiazdy polskiej muzyki rozrywkowej. Artysta urodził się właśnie tu i na Białorusi przeżył prawie 20 pierwszych lat swojego życia.

Jakim człowiekiem był „Czesiek”, wspominają Anna i Tomasz Markiewiczowie, którzy przyjaźnili się z młodym, jeszcze nikomu nieznanym Czesławem Wydrzyckim.

Anna i Tomasz Markiewiczowie, przyjaciele Czesława Wydrzyckiego z lat młodości, fot. Wasyl Małczanau

W Starych Wasiliszkach dawno nie było tylu ludzi. Obok niskiego wiejskiego domu zebrał się cały tłum. Cały autobus turystów z Polski, samochody na numerach dyplomatycznych, przedstawiciele miejscowych władz. Ludzie tłoczą się wokół niewielkiego muzeum, które jeszcze 10 lat temu było zwykłą opuszczoną wiejską chatą z pozabijanymi oknami. Wszyscy przyjechali, by uczcić pamięć muzyka, który w swoich czasach nie bał się rzucać wyzwań kanonom i szukał swoich dróg wyrazu, nadając utworom kosmiczne brzmienie.

Dom, w którym urodził się i mieszkał Czesław Niemen w Starych Wasiliszkach, fot. Wasyl Małczanau

Pamięć po Niemenie w jego małej ojczyźnie jest żywa do dziś. Jednak jest coraz mniej ludzi, którzy spędzali z nim czasy młodości, śpiewali w chórze, chodzili do szkoły czy na tańce. Pani Anna Markiewicz razem z mężem – są jednymi z ostatnich mieszkańców Wasiliszek, którzy byli świadkami młodości artysty.

– Takiego człowieka jak Czesiek nigdy przedtem nie było i nie będzie więcej. On był bardzo zdolny do muzyki, do śpiewu. Miał głos dany od samego Boga. Byłam starsza od niego o trzy lata. Gdy on uczył się w ostatnich klasach, ja już pracowałam, ale razem występowaliśmy. On zawsze wymyślał muzykę, pisał do niej słowa. I uczył nas takich piosenek, których nie znaliśmy. Jakiś takich neapolitańskich – opowiada Anna.

Szalona miłość

Pani Anna wspomina, że cała rodzina Wydrzyckich miała talent muzyczny. Ale inaczej niż piszą media, ojciec Czesława nie było organistą w miejscowym kościele, jednak umiał naprawić dowolny instrument. I razem z żoną śpiewał w kościelnym chórze. W kościele śpiewał też mały Czesiek, dopóki nie umarł ksiądz, a kościół zamknięto. Kobieta wspomina, że w 1953 r. ojciec wysłał Czesława do szkoły muzycznej w Grodnie. Jednak już po roku został z niej wyrzucony.

– Różnie się o tym mówi. Ale on po prostu zakochał się już wtedy w Marysi i razem ze swoim przyjacielem uciekali z zajęć i przyjeżdżali tu. Byli młodzi i mieli gorące głowy – opowiada.

Z Wasiliszek rodzina wyjechała w 1958 r. w ramach ostatniej fali masowej repatriacji Polaków z Kresów. Pan Tomasz Markiewicz, dawny sąsiad Wydrzyckich wspomina, jak sam pomagał ładować rzeczy na drogę.

– Zapakowaliśmy rzeczy do samochodu, a ojciec Cześka kupił motocykl, żeby zabrać go do Polski. A Czesiek tymczasem wziął go i gdzieś pojechał. I nie ma go i nie ma. Wszyscy czekają na walizkach, a tu on wraca i mówi do mnie: „Tomasz, wziąłem ślub z Maryśką, tylko nie mów ojcu, bo będzie miał zawał”. Taki był. Po jakimś czasie ona pojechała do Polski, ale rodzina im się nie udała – mówi Tomasz.

Goście z Kamerunu

Czesław jako znany artysta odwiedził swoje rodzinne strony tylko raz. Wpadł do Markiewiczów, odwiedził stryjeczną siostrę i kolegów z chóru.

Czesław Wydrzcyki z koleżankami z 10 klasy w 1957 r. fot. Dom-Muzeum w Starych Wasiliszkach

– Mówią, że Czesiek często tu przyjeżdżał, ale to nieprawda. Był tu raz. A ich dom długo stał pusty – z czasem pozwolili mi go wynająć i urządziliśmy w nim sklep. Gdybyśmy go wtedy nie doglądali – całkiem by się rozwalił – dodaje Tomasz.

Dziś w domu, w którym urodził się muzyk, znajduje się niewielkie muzeum artysty. Nie ma tu oryginalnego wyposażenia, ale twórcom muzeum udało się zgromadzić meble i instrumenty muzyczne z epoki. Jest tu sporo płyt z tego czasu i nawet kopia zeszytu szkolnego Czesława znalezionego na poddaszu.

Szkolny zeszyt Czesława Niemena, znaleziony na strychu jego rodzinnego domu, fot. Wasyl Małczanau

– Gdy tu przyjechała córka Niemena, to aż się przytuliła do pieca. Tak bardzo chciała odwiedzić ojcowski dom. Ostatnio przyjeżdża do nas wielu turystów z całego świata. Byli nawet goście z Kamerunu. Jedna dziewczyna przyjechała nawet z Rosji, z Tuły autostopem, specjalnie by odwiedzić rodzinne strony piosenkarza – opowiada Uładzmir Siniuta, kustosz muzeum w Starych Wasiliszkach.

Jak mówi, z roku na rok coraz więcej gości odwiedza muzeum i w 2018 r. było ich 7 tys.

Czesław Niemen, drugi z lewej, fot. A. Markowicz

Paulina Walisz, jb, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze