Dlaczego Rosjanie zareagowali nerwowo, gdy Trump zadeklarował wycofanie USA z traktatu rozbrojeniowego INF


Czy Europie grożą antywojenne protesty, jak ten, przed spotkaniem Donalda Trumpa i Władimira Putina w Helsinkach?REUTERS/Leonhard Foeger

Między USA i Rosją rozpoczyna się zimnowojenny pojedynek, ale stawką w nim jest bezpieczeństwo Europy. Moskwa będzie straszyć rakietami i próbować skłócić Europę i Amerykę.

W niedzielę, w czasie zaimprowizowanej konferencji prasowej na lotnisku w Nevadzie Donald Trump przyznał, że Rosja narusza traktat rozbrojeniowy INF od wielu lat. I ujawnił, że zamierza jednostronnie zerwać traktat, bo dalsze utrzymywanie fikcji nie ma sensu.

Już wcześniej administracja Trumpa sygnalizowała niezadowolenie z wprowadzanych przez Rosję do uzbrojenia rakiet średniego zasięgu, łamiących zapisy traktatu INF. Niedawno brytyjski „The Guardian” pisał, że John Bolton, doradca amerykańskiego prezydenta ds. bezpieczeństwa rekomenduje wycofanie się USA z traktatu. Do połowy stycznia przyszłego roku Donald Trump ma przedstawić senatowi dowody na naruszanie przez Rosję traktatu i zaproponować wyjście z ustaleń INF.

John Bolton wczoraj i dziś przebywa w Moskwie na rozmowach z serii „ostatniej szansy” próbując naciskać na Kreml, by przestrzegał traktatu. Bolton stawia sprawę otwarcie: albo Rosja zrezygnuje z budowy rakiet średniego zasięgu po kryjomu, albo USA wycofają się z traktatu i same zaczną produkcję takich systemów uzbrojenia.

Czytajcie również:

Tym samym zacznie się wyścig zbrojeń, który dotknie głównie Europę. I którego Rosja nie jest w stanie wygrać, gdyż jej przemysł zbrojeniowy nie jest w stanie dotrzymać kroku amerykańskiemu. Dlatego na razie z Rosji dominuje przekaz propagandowy i straszenie wizją wielkiego wyścigu zbrojeń i rakiet wycelowanych w Europę.

Czytajcie również:

Rakietowy szantaż

Bezpośrednią przyczyną rokowań pokojowych, które doprowadziły do podpisania w 1987 r. układu INF, był rozpoczęty w latach 70. wyścig zbrojeń na rakiety średniego zasięgu. W połowie lat 70. ZSRR rozmieścił w swojej europejskiej części i krajach Układu Warszawskiego nowe rakiety SS-20 Pionier. Były wycelowane w zachodnioeuropejskie miasta i natowskie bazy. W odpowiedzi Amerykanie rozmieścili w Europie wycelowane w państwa Układu Warszawskiego i zachodnią część ZSRR pociski MGM 31B Pershing i manewrujące BGM-109 Cruise. W pewnym momencie zagrożone nuklearnym atakiem było każde większe, europejskie miasto.

Układ INF (Treaty of Intermediate-range Nuclear Forces) był szczytowym osiągnięciem dyplomacji amerykańskiej i sowieckiej. Jest nawet nazywany matką wszystkich traktatów, gdyż na jego formule oparto później rokowania START, dotyczące zbrojeń strategicznych. Podpisany przez Ronalda Reagana i Michaiła Gorbaczowa INF zakazywał posiadania pocisków balistycznych i manewrujących średniego i pośredniego zasięgu od 500 do 5500 km bazujących na lądzie. Co ważne dotyczył zarówno tych uzbrojonych w głowice nuklearne, jak i konwencjonalne. Po 1987 r. USA i ZSRS zlikwidowały swoje arsenały rakiet średniego zasięgu.

Rosyjska armia ma prawdopodobnie sto kilkadziesiąt systemów Iskander-M. Źródło: defpost.com

Pod rządami Władimira Putina Rosjanie zaczęli bardzo intensywnie pracować nad porzuconymi pod koniec zimnej wojny projektami pocisków średniego zasięgu nowej generacji. Siedem lat temu Moskwa zakończyła próby systemu rakietowego Iskander, którego budowę planowano jeszcze pod koniec lat 80. Rosjanie prowadzili wokół Iskanderów kampanię dezinformacji i manipulowali dopuszczalnymi zasięgami rakiet. Twierdzili z uporem, że system posiada zasięg rakiety do 500 km. Czyli dopuszczalną traktatami.

Jednocześnie puszczali oko, strasząc Europejczyków i testowali morskie rakiety Kalibr o zasięgu do 2 tys. km (traktat INF nie dotyczy uzbrojenia morskiego i lotniczego). Specjaliści uznali jednak, że oparte na morskich Kalibrach rakiety mogą być stosowane w systemach Iskander i tym samym Rosja złamała ustalenia INF. Zdaniem Pentagonu wersja Iskander-K ma zasięg 2 tys. km. Na początku października w czasie obrad ministrów obrony państw NATO w Brukseli skierowano do Moskwy pierwsze, poważne ostrzeżenia.

– Mamy obawy co do nierespektowania przez Rosję jej międzynarodowych zobowiązań, w tym układu o całkowitej likwidacji pocisków pośredniego i średniego zasięgu (INF) – powiedział wtedy Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO.

Jednak to stanowisko USA było od początku najważniejsze. Tylko zdecydowana reakcja Waszyngtonu mogła wpłynąć na Rosję.

Nowy wyścig zbrojeń

Przez ostatnią dekadę to Rosja była stroną grożącą, że zerwie traktat INF. W 2007 r. Władimir Putin przyznał, że INF szkodzi interesom Rosji. Od tego czasu Putin i rosyjski sztab generalny wielokrotnie straszyli wypowiedzeniem traktatu. Gróźb używali głównie do szantażowania USA i NATO. Moskwa zapewniała, że wypowie INF kiedy Amerykanie zbudują elementy tarczy antyrakietowej oraz bazy w Polsce i innych krajach Europy Środkowej.

Jednocześnie w kampanii propagandowej straszyła Europę Iskanderami (i nie tylko nimi, bo także morskimi Kalibrami i lotniczymi Kindżałami o zasięgu 2 tys. km). W tym samym czasie Moskwa oficjalnie zaprzeczała gorąco, jakoby rakiety skierowane były przeciw Europie i w ogóle zaprzeczała, że Iskandery mają niedozwolony zasięg.

– Ta gra była irytująca, ale bardzo wygodna dla Rosji, bo dawała możliwość zbroić się po cichu i powoli. A jednocześnie straszyć tym, że rosyjska armia może za chwilę wycelować w Europę setki rakiet – mówi Phillip Petersen, amerykański analityk wojskowy– Aż Donald Trump powiedział: sprawdzam.

Czytajcie również:

  • USA wycofują się z porozumienia z Rosją w sprawie rakiet średniego zasięgu

Zresztą Donaldowi Trumpowi wcale nie musi chodzić tylko o Rosję. Systemy rakietowe średniego zasięgu bardzo intensywnie rozwijają np. Chiny, które nie są stroną INF. Aż 90 proc. chińskiego arsenału rakiet lądowych to pociski średniego zasięgu. Zerwanie traktatu rozwiąże Amerykanom ręce. Co prawda będą musieli dogadać się ze swoimi azjatyckimi sojusznikami, żeby instalować tam swoje rakiety średniego zasięgu. Nie mniejsze problemy pojawią się w Europie, gdzie opór polityczny przeciw zbrojeniom będzie silny.

– Rosja nie jest w stanie utrzymać parytetu w rakietach średniego zasięgu z Amerykanami i jest oczywiste, że amerykański przemysł szybciej może wyprodukować znaczną liczbę nowocześniejszych systemów – mówi Phillip Petersen i dodaje – Jednak nawet niewielka liczba rosyjskich rakiet zainstalowanych w zachodniej części Rosji i np. na Krymie, wywoła w krajach UE i NATO panikę i da Moskwie możliwość rozgrywania europejskich polityków, tym bardziej, że opór wzbudzą Amerykanie, kiedy zechcą zainstalować swoje rakiety np. w Niemczech.

Zresztą niemieckie media już ostro protestują przeciw planom Trumpa. I przywołują przykład z lat 80., kiedy instalowanie amerykańskich Pershingów doprowadziło do masowych protestów w Niemczech i upadku rządu Helmuta Schmidta.

Tym razem Rosja będzie starała się potęgować atmosferę strachu i sugerować, że w odróżnieniu od USA ma już gotowe systemy średniego zasięgu, wycelowane w Europę. Straszenie już się zaczęło. W czasie posiedzenia klubu Wałdaj w Soczi Władimir Putin powiedział, że Rosja może zmienić swoją doktrynę nuklearną i założyć, że może uderzyć bronią atomową pierwsza, nawet w konflikcie konwencjonalnym i ograniczonym. A rosyjskie media sugerują, że Moskwa może wycofać się z traktatu o ograniczeniu liczby głowic nuklearnych, tzw. Nowego START.

Czytajcie również:

Straszenie ma na celu zmusić Europejczyków do „separatystycznego” układu rozbrojeniowego w zamian za np. zniesienie sankcji i uznanie aneksji ukraińskiego Krymu. Wszystko tak naprawdę zależeć będzie od utrzymania jedności atlantyckiej i wspólnego działania Europy i USA. Jeśli tę jedność uda się utrzymać, Rosja będzie miała duży problem. W latach 80. ZSRR nie wytrzymał przecież wyścigu zbrojeń. W konsekwencji upadł.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze