Generał Polko zaprosił Białorusinów do Fortu Trump WIDEO PL

Wideo

Amerykańska baza w Polsce nie jest wymierzona w Białoruś, którą Putin uważa za swój teren. Tak twierdzi były dowódca elitarnego Gromu – generał rezerwy Roman Polko.

Podczas wywiadu z Siarhiejem Pielasą były p.o. szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego powiedział, dlaczego chciałby zobaczyć białoruskich żołnierzy w planowanym Forcie Trump.

Panie generale, jak bardzo prawdopodobna jest teraz perspektywa utworzenia w Polsce amerykańskiej bazy wojskowej?

Myślę, że jest realna. Sądzę, że baza powstanie tak, czy owak. Ona jest potrzebna nie tylko dla amerykańskich żołnierzy, jeżeli ewentualnie będziemy ich gościć. Ale taka nowoczesna infrastruktura jest potrzebna, by siły sojusznicze, nasi żołnierze mogli uczestniczyć w szkoleniach naprawdę na miarę XXI wieku w obiektach szkoleniowych z prawdziwego zdarzenia, a nie marnować czas na przejazdy czy też błąkanie się po obiektach, które nie tych standardów nie spełniają.

Jaka może być potencjalna lokalizacja tej bazy? A, może nie będzie to jedna baza, a kilka baz, jak niektórzy proponują. By rozrzucić je po całym terenie. Tak żeby nie było jednego celu dla Rosjan.

Rzeczywiście, najtrudniej jest coś rozpocząć. Już od kilku lat postulowałem, że powinno powstać kilka baz. I tu nie chodzi nawet o konkretne działanie przeciwko Rosji, czy działania obronne. Ale po pierwsze – potrzebna jest efektywna baza szkoleniowa, bo małe garnizony tego nie mają. Także możliwość budowy infrastruktury na potrzeby czasów, w jakich żyjemy. Również infrastruktury, która przygotowuje nas do walki w cyberprzestrzeni. I oczywiście, przy okazji, relokalizacja naszych jednostek. Okazuje się, że wszystkie kluczowe jednostki są ustawione tak, jakby miały nas zaatakować Niemcy, które są członkiem NATO.

To, co robi Putin. To, że traktuje Białoruś jak własne terytorium. Przeprowadza kilkusettysięczne ćwiczenia typu Zapad. To pierwszy, najważniejszy sygnał, jaki pokazuje, że te bazy muszą w krótkim czasie powstać.

Polska wzmacnia swoją obronność. W Polsce pojawił się międzynarodowy batalion czy też grupa batalionowa NATO. Tak, jak i w trzech państwach bałtyckich. Po co jeszcze amerykańska baza? Może nie należy drażnić Putina całą amerykańską dywizją, a wystarczą te bataliony i to, że Polska wzmacnia się na własną rękę.

Roman Polko odbiera z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego nominację generalską, 2005 rok. Zdjęcie: Adam Chełstwoski/FORUM

Świętej pamięci prezydent Lech Kaczyński, ostrzegał, gdy tworzono strategię, że Polsce już nic nie zagraża, że jest to koniec historii, nastały czasy pokoju. Później okazało się, że Rosja zaatakowała Gruzję. Później mówił, że następna będzie Ukraina, a wszyscy pukali się w czoło. Potem okazało się, że Krym, który należał do Ukrainy i Rosja podpisała stosowne ustawy, został zaatakowany. Że Donbas został zaatakowany. Białoruś jest podczas manewrów traktowana właściwie jako państwo zależne, a nie niepodległe i samodzielne. I to są te wszystkie czynniki, które każą się nam po prostu się bać. Z tego powodu budujemy Wojska Obrony Terytorialnej. Z tego względu wzmacniamy nasze zdolności sojusznicze. Bo takie kraje jak Polska, Litwa, Łotwa i Estonia, nasi sąsiedzi – nie są w stanie samodzielnie bronić się przed takim niedźwiedziem, jakim jest Rosja. A Rosja, gdy nic nie robimy, czuje się jeszcze bardziej rozzuchwalona. I ten obszar, który by chciała przejąć pod własną kontrolę, stara się jak najbardziej rozszerzyć.

Przy okazji dyskusji o ewentualnej obecności amerykańskich wojskowych w Polsce pojawia się kwestia tak zwanego Aktu NATO-Rosja z 1997 roku. Jedni twierdzą, że zainstalowanie takiej bazy to złamanie tego porozumienia. A inni twierdzą, że to nie będzie to przecież baza natowska, tylko amerykańska. Jak pan uważa?

Oczywiście, można się bawić w różne gry słowne, popatrzmy na to, co się dzieje. Putin gwałci wszelkie zobowiązania międzynarodowe. Zamiast pokojowej polityki, ciągle mamy przypadki agresji na sąsiadów. Ciągle mamy łamanie granic. Trudno zachowywać się jak szlachetny rycerz i ustępować pola wtedy, gdy postanowienia są łamane przez drugą stronę. Nie interesuje mnie specjalnie, jak interpretować te ustalenia, ale obecna sytuacja wymaga z pewnością ich weryfikacji i zmiany. Wymaga przede wszystkim tego, by takie kraje jak Litwa, Łotwa, Estonia i Polska nie były członkami NATO drugiej kategorii. Bo w takim wypadku taki sojusz wojskowy nie jest do niczego potrzebny, bo nie zapewnia obrony na swojej flance wschodniej.

Jednocześnie pojawiła się kwestia odbudowy czy też odtworzenia czwartej polskiej dywizji. Już oficjalnie wiadomo, że powstanie ona na wschód od Wisły i Warszawy, by osłonić kierunek białoruski. Jak pan sądzi, dlaczego właśnie ten białoruski kierunek Polska potrzebuje umocnić?

Rzeczywiście, ze strategicznego punktu widzenia Rosja, która jest oddzielona przez niepodległe kraje, takie jak niepodległa Białoruś, Ukraina, stanowiłaby dużo mniejsze zagrożenie. I pewnie nawet nie byłoby potrzeby budowania tutaj stałych baz. Ale jeśli Rosja traktuje Białoruś jako swoje terytorium, i dysponuje „lotniskowcem” pod postacią obwodu kaliningradzkiego, z którego nie jest w stanie tak naprawdę nic więcej zrobić, ale jednak w jakiś sposób może atakować nasze terytorium. To nie ma innego wyjścia, jak tylko uformować nowe dywizje, które będą w stanie odeprzeć uderzenie kinetyczne na ścianie wschodniej. Bo tam tych sił brakuje. Czwarta i piąta dywizja, jeśli Putin będzie dalej eskalował swoje działania na lądzie.

Ja bym się jeszcze obawiał jeszcze cyberprzestrzeni. I również w tym obszarze trzeba zwiększać nasze możliwości. Ale także kwestii postprawdy, różnego rodzaju manipulacji informacją. Co ma miejsce, bo te głosy, które się pojawiają, które w Polsce słyszymy – czy to z Białorusi, ale też od polskiego generała. Powiedział on, że takie bazy są do niczego nie potrzebne i będą tylko drażniły niedźwiedzia. One rzeczywiście w mojej ocenie są na rękę Putinowi, który pewnie się teraz cieszy, że ta kremlowska propaganda święci swoje sukcesy.

Roman Polko na polskim posterunku w Kosowie, 2007 rok. Zdjęcie: Darek Golik / FORUM

Poruszył pan kwestię bezpieczeństwa informacyjnego. Polska wspiera projekty związane z przeciwdziałaniem rosyjskiej propagandzie. Takim projektem jest między innymi Biełsat. Czy coś jeszcze można by zrobić, by w kwestii informacyjnej wzmocnić Polskę i sąsiadów ze wschodu – Białoruś i Ukrainę?

Podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy w międzynarodowym gronie dyskutowaliśmy o tym nowym obszarze wojny – cyberprzestrzeni. Padło pytanie: „Co Niemcy, co Polska, co Węgrzy zrobili w tym zakresie?” I rzeczywiście pojąłem, że mówimy, a niewiele robimy. Niemcy planują powołanie dowództwa. Polska ma telewizję Biełsat, ale to przecież w tym zakresie nie działa. Potrzebne są działania ofensywne, żeby tą informację, tą swoją narrację przekazywać. Po to, by ludzie, mieszkańcy choćby Białorusi, mieli pełen ogląd sytuacji, jak to wygląda z jednego i drugiego punktu widzenia. Ale przede wszystkim po to, by wiedzieli, że bazy w Polsce, nawet ze stałą obecnością amerykańską, na pewno nie powstają przeciwko Białorusi. Bo ja sobie nie przypominam żadnego ćwiczenia, nawet pod obecnym kierownictwem, w którym by Białoruś planowała atak na Polskę.

Natomiast ze strony Rosji takie ćwiczenia się odbywają, w czasie których symulowane są ataki bronią jądrową. A Białoruś jest właściwie traktowana jako państwo pozbawione suwerenności, przez które siły rosyjskie przejdą sobie w dowolny sposób. A Siły Zbrojne Białorusi są traktowane jak nasza dawna obrona terytorialna, która w PRL miała tylko zabezpieczać przemarsz wojsk radzieckich przez Polskę na zachód, gdzie miała być rozwijana agresja.

Kwestia potencjalnej amerykańskiej bazy i, trochę mniej, sprawa czwartej polskiej dywizji na wschód od Warszawy wywołała na Białorusi pewną dyskusję. Są różne głosy – w tym dwa główne. Ostatnio Mikałaj Statkiewicz, były wojskowy, jeden z liderów opozycji powiedział, że baza nie jest w białoruskim interesie i może sprowokować działania Rosji przeciwko Białorusi. Inny znany analityk Andrej Parotnikau powiedział, że to jest w interesie Białorusi, że to odstraszy Rosję przed działaniami przeciwko Polsce i ewentualnie Białorusi. Statkiewicz twierdzi, że lepiej, by Polska spożytkowała te dwa miliardy na stworzenie czwartej dywizji. Co by pan powiedział podpułkownikowi Statkiewiczowi na te propozycje?

Statkiewicz wzywa Polskę i USA o odroczenie powstania Fortu Trump

Swoim kolegom, wojskowym, powiedziałbym, że to bardzo dobrze, że już sam temat wywołuje dyskusje o bezpieczeństwie. Bo trzeba dyskutować. Te poglądy mogą być różne, a na etapie dyskusji pewne rzeczy ulegną wyjaśnieniu. Ale przede wszystkim potrzebne są dwa miliardy na bazę i czwarta dywizja. To nie jest tak „róbmy jedno, nie róbmy drugiego”. To musi być spójny, mocny system. Ta baza jest potrzebna nie tylko samym Amerykanom, ona jest nam potrzebna. Nie mamy obiektów szkoleniowych z prawdziwego zdarzenia. Te wojska są gdzieś rozproszone i gdy dochodzi do rzeczywistych działań, okazuje się, że trudno to posklejać w jedną całość.

Tak naprawdę doradzałbym Białorusi, by także swoją nowoczesną bazę zbudowała. Po to, by różne wojska mogły się tam szkolić. By nie były to pokazowe ćwiczenia pod media, gdzie kilka tysięcy ludzi biega z dokładnym scenariuszem, tylko gdzie rzeczywiście możemy odbywać manewry na większą skalę, patrzeć na to, jakie mamy problemy logistyczne i jak to funkcjonuje. I żeby zabezpieczać swoje własne bezpieczeństwo.

Polska chce w pierwszej kolejności sama odpowiadać za własne bezpieczeństwo. Naprawdę zależy nam także na tym, by Białoruś była mocnym, silnym państwem z silną armią. Bo ona gwarantuje czy poprawia również naszą troskę i nasze bezpieczeństwo, jeśli chodzi o Rzeczpospolitą.

Rosja od mniej więcej pięciu lat naciska na białoruskie władze, by rozlokować na Białorusi bazę lotniczą. Była mowa o pułku myśliwców, różnych lokalizacjach. Łukaszence udaje się na razie z tego wybronić – mimo dużej zależności od Kremla. Co by pan doradził Białorusi, by uniknęła umieszczenia dużych sił rosyjskich na terenie Białorusi.

Putin kłamie. Widzimy to cały czas. Wprowadzenie „zielonych ludzików” na Krym skończyło się aneksją Krymu. Donbas został zdestabilizowany, i podobno „zrobili to ludzie z Donbasu”. Gdyby Białoruś pozwoliłaby na to, by na jej terytorium wkroczyły obce wojska, była by to okupacja. Nie wiem, czy Białoruś chce być okupowana. Myślę, że chce być niepodległym państwem. I myślę, że rozumie to nawet obecny prezydent, który wie, że za kilka lat może się to dla Białorusi skończyć nawet utratą niepodległości. Pytanie, czy Białoruś chce być niepodległa i sama decydować o swoim życiu. Czy też chce wrócić do systemu z przeszłości, gdy była terytorium pod rosyjską kontrolą.

Proszę sobie wyobrazić czarny scenariusz. Jest to związane z symulacją, którą przedstawiła Defence24.pl na wystawie w Kielcach. W 2028 roku Rosja atakuje z terytorium Białorusi Polskę. Polska się broni, między innymi siłami nowopowstałej czwartej dywizji. Postarajmy się wyobrazić sobie, że za dziesięć lat istnieje już amerykańska baza. Jak mogłaby się potoczyć taka wojna? Jak by pan opisał taki scenariusz? Czym by się zakończył taki konflikt?

Tak naprawdę scenariusz wojny opisuję już w swojej publikacji „Bezpiecznie już było”. Ten konflikt raczej nie będzie konfliktem kinetycznym. Ten konflikt to będą „zielone ludziki”, różne katastrofy budowlane, może jakieś wycieki, ktoś będzie odcięty od prądu, nagle ktoś przejmie telefonię komórkową. On się toczy w zupełnie innej przestrzeni, niż II wojna światowa. Warto o tym pamiętać, co nie oznacza, że takie konwencjonalne starcie nie może mieć miejsca. Bo po takim ataku być może wkroczą regularne wojska, stąd ta czwarta dywizja też jest potrzebna.

Patrząc na ten czarny scenariusz, chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz. Jeśli by wojska rosyjskie miały przejść przez Białoruś, to ten czarny scenariusz spełniłby się wcześniej. Bo oznaczało by to, że Białoruś utraciła swoją niepodległość i nie kontroluje sytuacji na własnym terytorium. A nie wierzę, by społeczeństwo Białorusi miało chęć atakować Polskę, by zajmować kolejne obszary i mieć je pod swoją kontrolą.

Mimo wszystko, Polaków i Białorusinów łączy kilkusetletnia historia życia we wspólnym państwie.

Litwę również.

Ale i Ukrainę.

I Ukrainę.

Jedyne, co mi się marzy, to żeby ta baza powstała i by białoruskie wojska przyjeżdżały tu ćwiczyć. Bo przecież o to w tym wszystkim chodzi.

pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze