Gej na froncie. Historia ukraińskiego żołnierza LGBT

Wywiad

Zdjęcie z prywatnego archiwum Wiktora Pyłypenki. Źródło: Facebook

Ukraińscy żołnierze po powrocie z frontu starają się ułożyć swoje “pokojowe” życie. Oto historia Witora Pyłypenki, jednego z nielicznych wojskowych, którzy zrobili publiczny coming-out. O życiu geja na froncie w wywiadzie dla Biełsatu.

Pseudonim Francuz

Na front w Donbasie Wiktor trafił po czwartym roku studiów lingwistycznych. Poszedł do wojska, by pozbierać myśli i siły po tym, gdy przyjaciel odrzucił jego miłość.

– Pseudonim Francuz dał mi politruk [obecnie zastępca dowódcy ds. pracy wychowawczej – przyp. red.] podczas służby zasadniczej jeszcze w 2009 roku. To przez to, że mówię po francusku.

Z takim przezwiskiem Wiktor pojechał na wojnę. Początkowo był instruktorem sanitarnym, potem wyszkolono go na strzelca granatnika. I od razu trafił w najgorętszy punkt rosyjsko-ukraińskich walk. Do miasteczka Szyrokyne pod Mariupolem.

Szyrokyne. Nadmorski kurort na linii frontu w piątym roku wojny

Po powrocie z frontu nie dziwi go już śmierć. Szokuje go jednak to, jak odległa dla niektórych Ukraińców jest wojna.

– Podczas pogrzebu czuję się jak podczas innych uroczystości. Chociaż chowając dziadka i babcię płakałem. Niełatwo mnie wzruszyć, ale jak już płaczę, to na całego – opowiada weteran. – Ludzi czasem podchodzą i pytają: “co tam w Donbasie, bo nie do końca rozumiem?”. Od takich pytań aż mnie skręca. Szokują mnie też “ludzie radzieccy”, którzy za pęto kiełbasy są gotowi sprzedać wszystko – swoją kulturę, język, niepodległość, prawo do oddychania. Są gotowi żyć w biedzie, byle pod stabilnym tyranem. To straszne.

Jak być gejem w cywilu i na wojnie

Po powrocie z frontu, Wiktor zrobił tak zwany coming-out. Swoją orientację ujawnił na Facebooku. Teraz przy wsparciu wspólnoty obywatelskiej “Punkt oporu” jeździ po kraju z wykładami dla młodzieży. Jednym z tematów jest, jak być gejem w cywilu i na wojnie.

Ostatnio był z odczytem w Krzemieńczuku. Tam w Klubie Europejskim był “żywą książką”, którą obecni czytali, rozmawiając z Wiktorem.

Wiktor Pyłypenko podczas spotkania w Krzemieńczuku, 13 maja br. Źródło: Klub Europejski w Krzemieńczuku

– To nadzwyczaj ciekawy format, gdy zadają ci pytania o wszystko. Ludzie naprawdę są bardzo ciekawi tego, jak to jest być gejem, i kim w ogóle są geje – opowiada Francuz. – Opowiadałem wszystko bez upiększania: od operacji bojowych, krwi i śmierci, do ukrywania swojej orientacji, spania z prostytutkami, żeby nie budzić podejrzeń. Mówiłem, czym jest seks dla gejów i dlaczego w niczym nie różni się od relacji hetero.

Wiktor dodaje, że udało mu się nawet przekonać dwóch homofobów, którzy specjalnie przyszli z nim porozmawiać. Po spotkaniu jeden z nich miał powiedzieć organizatorowi: “zawsze byłem przeciwny gejom, ale jak zobaczyłem tego, to już nie wiem”.

– Wśród czytelników “żywej książki” byli nie tylko studenci. Była tam też mama, która podejrzewa, że jej syn jest gejem. Udało mi się ją uspokoić.

Zdjęcie z prywatnego archiwum Wiktora Pyłypenki. Źródło: Facebook

Po spotkaniu ze studentami w Klubie Europejskim weteran spotkał się z kadetami uczelni wojskowej. Dla licealistów miała to być ciekawa lekcja wychowawcza.

– Chłopcy byli w mundurach, ja w koszulce batalionu Donbas. Przedstawiłem się jako weteran. Tematem była “walka z bullyingiem [znęcaniem się] w grupach żołnierskich”. Dlatego zacząłem od swojej służby zasadniczej i haniebnego zjawiska “fali”. Potem dodałem, że na wojnie tego nie ma i wszyscy są równi. Na odwrót – doświadczeni koledzy starają się jak najszybciej przekazać wiedzę uzupełnieniu, by w walce wszyscy byli tak samo efektywni.

W batalionie Donbas byli żołnierze z różnych grup społecznych i etnicznych. Był tam czarnoskóry Ukrainiec, Żyd, ale także geje i lesbijki.

– Ten ostatni fakt wywołał lekką konsternację. Podkreśliłem, że jako żołnierze składaliśmy przysięgę na konstytucję. A ona głosi, że jesteśmy równi przed prawem i sprawą naszego honoru jest obrona praw i wolności matki Ukrainy, każdego jej obywatela. Poza kolaborantami-wyrodkami, którzy złamali to prawo.

Zdjęcie z prywatnego archiwum Wiktora Pyłypenki. Źródło: Facebook

“Język ukraiński to moja tożsamość, tak jak homoseksualność”

Wiktor nie musiał walczyć z zespołem stresu pourazowego (PTSD). Depresję pokonał dzięki pasjom i pracy. Jednak trudno było mu się przystosować do “cywilnego” życia – przestał tolerować niesprawiedliwość i czasem robił się zbyt agresywny.

– Ale w porównaniu z prawdziwym PTSD, na który cierpią inni chłopacy, to drobiazg. U mnie najbardziej ucierpiał słuch. Nie raz dostawaliśmy falą uderzeniową, gdy strzelały w nas czołgi. No i często strzelałem z RPG-9, bardzo głośnego granatnika kaliber 73, bez nauszników. Przez to wszystko zdiagnozowano u mnie niedosłyszenie w obojgu uszach.

Fala samobójstw, zabójstw i depresji ukraińskich żołnierzy to cena wojny w Donbasie

Obecnie Wiktor jest menadżerem projektów “Punktu Oporu”. Pracuje też jako redaktor na planie zdjęciowym – kontroluje udźwiękowienie w wersji ukraińskiej filmików.

– Język ukraiński to moja tożsamość, tak jak homoseksualność. Przez jedno i drugie byłem kiedyś izolowany, jak w getcie. W Kijowie uczyłem się w ukraińskojęzycznej szkole, w której wszyscy mówili po rosyjsku. Bywało, że znęcano się nade mną za to, że wybrałem mówienie po ukraińsku. Chociaż potem niektórzy dorośli i przeprosili. Z powodu swojej orientacji też żyłem w pewnej izolacji.

Wiktor przy pracy na planie zdjęciowym. Źródło: Facebook

Dwie warstwy stereotypów

Takie wyobcowanie jest owocem stereotypów obecnych w społeczeństwie. Często można usłyszeć “to przecież gej, on nawet broni do ręki nie weźmie”. Z drugiej strony, stereotypowego miłośnika strzelectwa “ciągnie na wojnę”. Na Wiktora spadły dwie warstwy stereotypów na raz.

– Bywają różni geje, istnieją też hetero-wojownicy. Są homoseksualiści, którzy lubią zachowywać się jak samce alfa. A są i hetero, którzy wykrzykiwali hasła o konieczności zabijania wrogów, ale ukryli się przed wojną. Wstyd mi za nich.

Wiktor nie wygląda wojowniczo i twierdzi, że niektórzy czasem chcą to wykorzystać w swoich celach. Szczególnie, gdy nie wiedzą o jego doświadczeniu bojowym. Wielokrotnie bywało, że krzyczał na nich, by się tak nie zachowywali, choć sam nie lubi tego agresywnego stanu.

– Myślę, że agresja jest dla słabych. Spokój, uśmiech, dobroć – to jest szlachetne i godne. Nasze postsowieckie społeczeństwo naprawdę choruje na hipokryzję. Ludzie umieją założyć mundury i symbole narodowe, ale nie po to, by pójść bronić ojczyzny, ale rozpędzać imprezę gejów i lesbijek. Bo tak jest łatwiej, bezpieczniej. Nie są gotowi odpowiadać za swoje słowa i poprzeć je uczynkami.

Zdjęcie z prywatnego archiwum Wiktora. Źródło: Facebook

Bractwo Achillesa

Niedawno na Facebooku powstała grupa “Wojskowi LGBT i ich sojusznicy”. To społeczność aktywna, do której zapraszani są nie tylko żołnierze i nie tylko geje, ale też wszyscy zainteresowani zjawiskiem lub wsparciem homoseksualnych żołnierzy.

Po coming-oucie Wiktora, ujawniła się też Nastia Konfederat (pseudonim na Facebooku) – która jest drugim administratorem i Sebastian Romanow, transgenderyczny mężczyzna, weteran, także admin. Administratorem jest też Nik Buderacki, gej-wolontariusz.

– W tej ogólnej grupie są dwie zamknięte podgrupy – Bractwo Achillesa i Siostry – tylko dla żołnierzy-gejów i lesbijek. Braci jest już 32, sióstr około 10. Jest też dwoje transgenderycznych wojskowych. Wiadomo, że żołnierzy LGBT jest znacznie więcej, ale część się kamufluje, nie chce być na świeczniku, lub unika kontaktu. Znam ich wielu, ale z różnych powodów nie należą do grupy.

Kobiety walczą w ukraińskich siłach zbrojnych i giną w Donbasie

Julia Harkusza-Hałko, pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze