Gdy Putin denerwuje się sondażami, Łukaszenka się śmieje


W Rosji rozległy się achy i ochy nad tym, jak upadł poziom zaufania do Władimira Putina. Alaksandr Łukaszenka może się jedynie pośmiać nad zgniłym liberalizmem rosyjskiego kolegi, który pozwala wszelakim FOMom, WCIOMom i innym Centrom Lewady mierzyć popularność pierwszej osoby w państwie.

Poziom zaufania do Putina najniższy od 13 lat

Po tym, gdy rosyjski ośrodek badania opinii publicznej WCIOM poinformował w maju, że poziom zaufania do Władimira Putina spadł do poziomu 31,7 proc., na nieszczęsnych socjologów wsiadł jego rzecznik prasowy. I ci od razu wymyślił nową metodykę badań, według której rating kremlowskiego wodza wzrósł aż do 72,3 proc.

Nie ma sondażu nie ma problemu

Ale po co te wszystkie gwałtowne ruchy? Tacy Białorusini od lat nie znają poziomu zaufania do swojego niezmiennego prezydenta. Minęły już trzy lata od rozpędzenia Niezależnego Instytutu Badań Społeczno-Ekonomicznych, który co kwartał przygotował ogólnonarodowy sondaż.

Ostatnie badanie z czerwca 2016 r. pokazało, że na Alaksandra Łukaszenkę gotowe byłoby zagłosować 29,5 proc. Taki wynik to raczej policzek dla charyzmatycznego przywódcy, który przywykł do cieszenia się ogólnonarodowym poparciem.

Rosjanie zmęczyli się Putinem? Zaufanie do prezydenta wciąż spada

Inny ośrodek: NISEPI poinformował, że na wyborach w 2015 r. Łukaszenka otrzymał znacznie mniej głosów (50,8 proc.), niż wyliczyła mu Centralna Komisja Wyborcza (83,5 proc). I widać również tego nie wybaczono zbyt śmiałym socjologom.

Łukaszenka od czasu do czasu chwali się danymi jakichś tajnych sondaży. W marcu, podczas wizyty w obwodzie brzeskim poświadczył, że w 80 proc. regionu „pozywanie odnosi się do prezydenta”. Weź sobie i sprawdź. Analitycy uznali, że to oświadczenie ma być punktem orientacyjnym dla struktur rządowych: właśnie taki poziom poparcia należy zapewnić na wyborach w 2020 r.

Popularność nie rośnie

W ostatnich latach na Białorusi panuje stagnacja gospodarcza. Tylko niedawno rząd przy pomocy wszystkich znanych mu zaklęć podwyższył średnią płacę do 500 dol. Problem w tym, że Łukaszenka obiecał wszystkim po 500 dol. jeszcze przed wyborami w 2010 r. Wtedy cyfra ta robiła wrażenie, dziś widzimy, że przez całą dekadę zamożność Białorusinów nie rośnie.

Nie ma powodu, by rating Łukaszenki miał rosnąc. Prezydent, który tak surowo zarządza krajem już 25 lat, zaczyna coraz bardziej rozczarowywać. I dotyczy to nawet wielu przedstawicieli swojego najtwardszego elektoratu. Sławne łukaszenkowskie „najsurowsze metody” najwidoczniej już nie działają w epoce cyfrowej.

Wysepki niezależnych struktur socjologicznych uchowały się gdzieś na Białorusi. Co prawda nie pchają się do polityki i co najwyżej rejestrują, że większość obywateli skłania się ku reformom rynkowym. I to wbrew temu, że lider kraju nieustannie nimi straszy. W rzeczywistości starzejący się wódz nie posiada pozytywnego programu, który byłby natchnieniem dla elektoratu. A mamienie stabilnością i pokojem w kraju (oczywiście dzięki mądremu przywódcy) już się przejadły publice.

„Nieważne jak głosują”

Przy tym Białorusini znaleźli się w zaklętym kręgu. Protesty są brutalnie tłumione, tak jak stało się wiosną 2017 r., gdy kraj zalała fala marszy przeciwko podatkowi od bezrobotnych. I z tego powodu mało jest ochotników do organizacji majdanu.

Władzy nie da się też zmienić przy pomocy karty wyborczej – na Białorusi obowiązuje stalinowska zasada: „nie ważne jak głosują, ważne kto liczy”. To nie przypadek, że na czele CKW od 1996 r. stoi wierna Łukaszence Lidzija Jarmoszyna. Wszystko idzie ku temu, że podczas wyborów w 2020 r. CKW ogłosi nie prawdziwy wynik wyborów, ale 80 proc. dla Łukaszenki.

Białorusini postrzegają jako fantazję wybory na Ukrainie, gdzie regularnie publikowane są sondaże, a w dzień wyborów przeprowadzono badanie typu exit-poll. W ich kraju lider już dawno przerwał takie ekscesy. I teraz ledwie ukrywa uśmiech, oglądając nerwy na Kremlu z powodu upadku poziomu zaufania do Putina. Parafrazując Stalina, do którego Łukaszenka odnosi się z pietyzmem: nie ma sondaży, nie ma problemu.

Alaksandr Kłaskouski/ belsat.eu

Zobacz też
Komentarze