Flaga pod lodem. Nowe wyzwanie dla białoruskich służb WIDEO

Na Białoruś przyszła zima i “osiedlowi partyzanci” dostosowali swoje metody walki do nowych warunków.

Od samego początku protestów Białorusini wykorzystują różne sposoby, by ich historyczne, biało-czerwono-białe barwy narodowe były obecne w przestrzeni publicznej. Wywieszają flagi na elewacjach i pomiędzy blokami, przemalowują obiekty małej architektury, chodzą pod biało-czerwono-białymi parasolkami.

Wszystkie te działania spotykają się z reakcją władz: flaga na balkonie została uznana za obiekt niebezpieczny ze względów pożarowych, place zabaw i mury są przemalowywane na barwy oficjalnej flagi, a spacer z patriotycznym parasolem może się skończyć w areszcie.

Białoruś: flaga na balkonie od teraz „zagrożeniem pożarowym”

Dlatego jedną z ulubionych form “małego sabotażu” stało się umieszczanie flag na wodzie – czy to w formie papierowych łódeczek, czy też na pływających platformach ze styropianu. Jest to rozwiązanie nie tylko malownicze, ale też skuteczne, a usunięcie “wrogiej symboliki” wymaga od służb dużego wysiłku. Do każdego kawałka styropianu z papierową chorągiewką muszą przecież ściągnąć ciężarówkę z łodzią.

Dryfujący protest Białorusinów

Nadejście zimy dało “osiedlowym partyzantom” nowe możliwości. Na mińskim osiedlu Uruczcze, prawdopodobnie dziś w nocy, ktoś zatopił historyczną flagę w tafli lodu. Na miejsce ściągnięto pracownika służb komunalnych, który usiłował wykuć ją za pomocą siekiery. Jego starania zostały uchwycone przez przechodnia i umieszczone w internecie.

– Mamo, kto to wymyślił, żeby wchodzić na lód – pyta spoza kadru dziecko.

I rzeczywiście widać, że lód jest jeszcze cienki i dla wykonania polecenia służbowego robotnik ryzykuje życie. Winą za to internauci obarczyli władze, które wydały polecenie mogące zakończyć się jego śmiercią.

W komentarzach pod filmikiem internauci żartują też, że dla własnego bezpieczeństwa robotnik powinien nie wchodzić na lód – przecież jeszcze latem ratownicy wodni trafili do aresztu za ratowanie demonstrantów uciekających do wody przed OMONem i teraz mogą nie chcieć wyciągać spod lodu sługi reżimu.

Widzowie zauważają też, że służby miejskie czeka teraz trudny okres, bo “od jutra flagi będą pod lodem na każdym zbiorniku”. A przecież niedługo na chodnikach pojawią się białe zaspy, które aż proszą się o czerwony pasek – piszą internauci.

„Jesteśmy!”. Mińskie podwórka stały się ośrodkami protestu REPORTAŻ

pj/belsat.eu

Wiadomości