Fesenko: białoruska rewolucja to nie Majdan i nie zakończy się tak szybko

„Białorusini mają trudniej, bo w odróżnieniu od Ukraińców, ich rewolucja nie ma zaplecza” – w szesnastą rocznicę Pomarańczowej Rewolucji i siódmą Majdanu opowiada Wołodymyr Fesenko, dyrektor ośrodka politologicznego Penta z Kijowa.

– Gdy w sierpniu rozpoczęły się białoruskie protesty, od razu pojawiło się wiele skojarzeń i porównań z ukraińskimi rewolucjami: Pomarańczową z 2004 r. i Godności z 2013-2014 r. Czy te porównania są słuszne?

– Absolutnie nie. Jeśli miałbym porównywać białoruskie protesty z wydarzeniem z Ukrainy, to już bardziej z Pomarańczową Rewolucją, niż z Majdanem z 2013 r.

Rewolucja sprzed szesnastu lat była ukoronowaniem pewnego procesu. Trzeba pamiętać, że poprzedziło ją kilka lat ostrych momentami protestów w Kijowie, był ruch przeciw Leonidowi Kuczmie, były ujawniane afery. Przez kilka lat władza Kuczmy skutecznie pacyfikowała ówczesne protesty, aż impulsem dla rewolucji stały się sfałszowane wybory.

Uczestnicy Obywatelskiego Marszu o Wolność. Mińsk, 16 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: Alaksandr Wasiukowicz / vot-tak.tv / belsat.eu

– Jak na Białorusi…

– Tak, ale na Białorusi protesty trwają już czwarty miesiąc i wygląda na to, że będą trwały. Ukraińskie rewolucje szybciej zakończyły się sukcesem, miały inną dynamikę.

Pomarańczowa Rewolucja na biało-czerwono-biało

– Skąd te różnice?

– Fundamentalna różnica polega na tym, że na Ukrainie masowy ruch protestu miał zaplecze polityczne, finansowe i medialne. Trzeba pamiętać, że zarówno szesnaście, jak i siedem lat temu w ukraińskim parlamencie była opozycja. Parlament na Ukrainie w odróżnieniu od białoruskiego ma znaczenie polityczne. Na czele ukraińskich protestów stali liderzy: Wiktor Juszczenko w 2004 r., czy „triumwiraty” liderów później.

Ale też władza, czyli Leonid Kuczma, a potem Wiktor Janukowycz, nie była tak hermetyczna, jak otoczenie Alaksandra Łukaszenki. Opozycja cały czas prowadziła dialog z władzą, miała formalne (parlament) i nieformalne pola do takich rozmów. Do Kijowa przyjeżdżali wysłannicy z Europy. Czy można coś takiego wyobrazić sobie teraz w Mińsku?

Dodatkowo za ukraińskimi rewolucjami stał wielki biznes i spore środki finansowe. Na Białorusi duży biznes jest po stronie władzy, a protest wspierają jedynie drobni przedsiębiorcy. Jeszcze jedna, ważna różnica: Majdan miał po swojej stronie znaczną część mediów. Podczas Pomarańczowej Rewolucji był to 5 Kanał telewizji i znaczna część prasy. W czasie ostatniej rewolucji – wiele kanałów, gazety i internet.

– W białoruskim proteście tradycyjne media nie grają już takiej roli, bo głównym kanałem informacji dla Białorusinów jest internet i komunikatory w sieci.

– To prawda, nastąpiła technologiczna rewolucja. Tym niemniej, za ukraińskim protestem stała znaczna część elit gospodarczych, medialnych i politycznych. Oraz część władz regionalnych. Pamiętajmy, że w kluczowym momencie Majdanu samorządy na zachodniej Ukrainie stanęły po stronie rewolucji i np. wesprzeć protest do Kijowa pojechała lwowska milicja.

Na Ukrainie nastąpił rozpad monolitu władzy. Wyszły na jaw podziały – w rządzącej Partii Regionów doszło do pęknięć i część tego środowiska spiskowała z opozycją.

Również ukraińskie służby bezpieczeństwa zachowywały się inaczej, niż białoruskie. Bardzo długo powstrzymywały się przed stosowaniem przemocy na dużą skalę. Owszem, były różne incydenty. W 2004 r. nie obyło się bez przemocy, podobnie na początku w 2013 r. W czasie Majdanu przemoc na dużą skalę pojawiła się jednak dopiero w połowie stycznia 2014 r. I nawet wtedy dochodziło do rozłamów w strukturach siłowych, Janukowycz nie mógł np. liczyć w pełni na armię, czy Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Na Białorusi póki co służby są monolitem.

Pełzający pucz. Jak generałowie zdobywają władzę na Białorusi

– Wielu ukraińskich „weteranów” Majdanu niepochlebnie wypowiada się o białoruskim proteście. Zarzucają Białorusinom, że ich protest jest słaby i źle zorganizowany. Nie są to chyba sprawiedliwe oceny.

– Z uwagi na uwarunkowania, które wymieniłem wcześniej, pretensje do białoruskiego protestu są nieuzasadnione. On jest po prostu inny. Ma inną dynamikę. Ukraińskie rewolucje były, w dużym uogólnieniu, stacjonarne. To znaczy: Ukraińcy okupowali jeden plac w centrum stolicy i nie ruszali się z niego. Oczywiście były też „majdany” w innych miastach, ale to Kijów był kluczowy. Taka była technologia protestu już w czasie Rewolucji na Granicie w 1990 r., jeszcze w czasach sowieckiej Ukrainy, tak było podczas Pomarańczowej Rewolucji i Majdanu.

Białoruska flaga na barykadzie Majdanu. Zima 2013-2014 r.

Miasteczka namiotowe i okupacja Majdanu była ciągła. To było terytorium buntu. Protest miał swoją przestrzeń, i choć był pokojowy, to miał również dobrze zorganizowane siły samoobrony, które dawały poczucie, że na zajętym terenie ludzie są bezpieczni.

Na Białorusi protest jest dynamiczny, rozproszony i nieregularny. Wybucha nagle, najczęściej co weekend. I choć jest pochodną silnych emocji społecznych, to jest bardziej chaotyczny i niezorganizowany. Co wynika z tych uwarunkowań, które są na Białorusi. Z tego, że protest nie ma liderów i struktur. Są po prostu inne warunki, niż na Ukrainie. U nas panował oligarchiczny pluralizm, a władza nieudolnie próbowała być autorytarna. Na Białorusi władza rzeczywiście jest autorytarna i ma narzędzia do stosowania przemocy. Nie zapominajmy również o roli Rosji.

– Na Ukrainie Rosjanie bardzo mocno próbowali wpływać i walczyć z rewolucją.

– Już w czasie Pomarańczowej Rewolucji były przecież próby budowania „antymajdanu” i prorosyjskiej frondy. A sześć lat temu te próby zmaterializowały się na Krymie i w Donbasie. Wiadomo, że w otoczeniu Janukowycza byli rosyjscy doradcy, byli w służbach specjalnych. W pewnym momencie pchali oni władze w Kijowie w kierunku siłowego rozwiązania.

Na Ukrainie toczyła się jednak wielka rozgrywka między Rosją a Zachodem. USA i Europa bardzo mocno stanęły po stronie rewolucji. Na Białorusi czynnik zachodni jest dużo słabszy. Owszem, podobnie jak na Ukrainie, również w Mińsku Rosja chce utrzymać swoje wpływy, ale na Białorusi ma dużo mocniejsze karty. Widzę możliwy scenariusz, w którym z czasem Moskwa doprowadzi do odejścia Łukaszenki i zainstaluje w Mińsku jakiś bardziej cywilizowany, możliwy do przyjęcia dla części społeczeństwa wariant swojej marionetki.

Swiatłana Cichanouskaja jest gotowa jechać do Rosji

– Są inne scenariusze?

– Możliwy jest i inny rozwój wypadków. Jeśli założymy, że Białoruś jest w takim momencie protestu, jak Ukraina przed Pomarańczową Rewolucją – czyli bunt jest silny, masowy, ale wciąż słabo zorganizowany i nie ma szerokiego zaplecza, to te protesty będą trwały długo. Raz będą słabsze, raz silniejsze.

Aż dojdzie do kolejnego, wielkiego wybuchu, którego katalizatorem będą choćby kolejne sfałszowane wybory – np. parlamentarne, lub jakieś przesilenie w czasie wprowadzania tzw. reformy konstytucyjnej pod naciskiem Rosji. Wtedy białoruska rewolucja może być silniejsza, lepiej zorganizowana, a władza wykrwawiona długotrwałą walką z protestami i rosyjskimi intrygami nie będzie już monolitem.

OMON blokuje przejście Marszowi Emerytów. Mińsk, 30.11.2020 r. Zdjęcie: TK/belsat.eu

 

– Ukraińskie władze początkowo wykazały się dużą cierpliwością i na początku protestów na Białorusi nabrały wody w usta i długo nie reagowały w ogóle.

– Administracja Wołodymyra Zełenskiego przestraszyła się. Białoruś jest ważnym sąsiadem i partnerem gospodarczym. W sumie zawsze mieliśmy dość dobre relacje z Białorusią. Zełenski bał się, że w rezultacie protestów na Białorusi wzmocni się Rosja. Że, w efekcie, na naszej północnej granicy staną rosyjskie dywizje. A to byłaby katastrofa.

Ten strach wziął się pewnie stąd, że początkowo Kijów uważał, że protesty sprowokują Łukaszenkę do rozlewu krwi, a Rosję do interwencji. To trochę efekt naszych, ukraińskich doświadczeń i naszych lęków. I z naszej, ukraińskiej perspektywy widać, że przed Białorusinami długa i trudna droga, ale musi zakończyć się sukcesem.

– To może potrwać.

– Tak, nawet kilka lat. Choć mam nadzieję, że krócej, bo Łukaszenka popełnia błędy, a Rosja jest znana z tego, że kiepsko diagnozuje nastroje społeczne i szybko traci cierpliwość. Logika działań Łukaszenki jest taka sama, jak u nas Janukowycza. W to samo gra Rosja. Tyle, że na Białorusi siły władzy póki co są silniejsze.

31 tysięcy osób zatrzymano od początku protestów. Ludzie są gotowi dalej manifestować

Z Wołodymyrem Fesenką rozmawiał Michał Kacewicz/belsat.eu

Wiadomości