Feralna wizyta w oborze: Łukaszenka urządził na Mohylewszczyźnie kadrową „czystkę”


Alaksandr Łukaszenka wizytuje "feralne" gospodarstwo rolne. Zdj. president.gov.by

Za warunki panujące w oborze, w której przywódcę państwa powitały zabiedzone krowy, poleciały głowy najważniejszych urzędników państwowych w regionie. Alaksandr Łukaszenka znów wystąpił w ulubionej roli „surowego i sprawiedliwego” władcy.

Przewodniczący Mohylewskiego Obwodowego Komitetu Wykonawczego Uładzimir Damanieuski stracił posadę. Prezydencki przedstawiciel na obwód mohylewski Hienadź Łaurankou został zwolniony i przeniesiony na niższe stanowisko. Kadrowy kataklizm wydarzył się dziś – w trakcie „gospodarskiej wizyty” Alaksandra Łukaszenki w gospodarstwach rolnych regionu.

Wszystko zaczęło się od wizytacji fermy mlecznej Śliż pod Szkłowem. Pochodzący z tamtych stron Łukaszenka (który w młodości był tam dyrektorem jednego z sowchozów) osobiście sprawdził warunki panujące w oborach. Zareagował w swoim dobrze znanym, emocjonalnym stylu: oborę porównał do Auschwitz, a odpowiedzi na jego pytania dotyczące panujących w gospodarstwie porządków tylko pogrążyły towarzyszących mu urzędników.

– Jak długo działa ten kompleks? Dwa lata? A mi się wydaje, że z dziesięć lat – grzmiał Łukaszenka. – Tu nikt nigdy nie sprząta po ludzku!

Łukaszenka porównał kołchozową oborę do Oświęcimia

A po zakończeniu wizyty w holdingu rolnym Kupałauskaje, do którego należała feralna ferma z jeszcze bardziej feralną oborą, okazało się, że nie skończy się tylko na kadrowej czystce. Przywódca państwa kazał przygotować mu listę wszystkich urzędników, którzy towarzyszyli mu w tej wizytacji i wszcząć sprawy karne „z całą surowością prawa”.

Wcielanie się w rolę dbałego gospodarza oraz dobrego cara, który osobiście musi naprawiać niegospodarność swoich dworzan, to ulubione zajęcie Alaksandra Łukaszenki. Albo też jedyny znany mu sposób na udowodnienie Białorusinom, że prezydent wszystko widzi i robi wszystko, aby w kraju panował porządek, a wśród podwładnych – niezbędna do zapewnienia tego porządku dyscyplina.

Metody działania są bowiem niezmienne od lat. Ostatnio niemal identycznie zakończyła się wizytacja w sąsiednim regionie – obwodzie witebskim, gdzie Łukaszenka odwiedził m.in. jeden z zakładów produkcyjnych. Na zastane tam porządki zareagował identycznie, tylko z jeszcze większym rozmachem. Najpierw powyrzucał ze stanowisk lokalnych urzędników, a potem dwóch ministrów. A po chwili namysłu… zdymisjonował cały rząd.

Łukaszenka oburzył się na „pokazówkę”

Dziś Łukaszenka znów odkrywa straszne przewiny podległych sobie urzędników. I po raz setny w ten sam sposób „zaprowadza porządek”. Tak jakby zupełnie zapomniał, że rządzi krajem w ten sposób już ćwierć stulecia, a bałagan, niegospodarność i korupcja mają się mimo to wciąż równie dobrze jak on sam.

Pod hasłami walki z nadużyciami władzy szedł na wybory prezydenckie w 1994 roku i wszystko wskazuje na to, że znów chce robić to samo przed kampanią prezydencką zaplanowaną na rok 2019 lub 2020. A że teraz sam jest tą władzą? Akurat to wydaje mu się najmniej istotne.

Awans gorszy niż areszt? Łukaszenka obiecał, że wsadzi ministra za kratki, a zrobił go swoim pomocnikiem

Cezary Goliński, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze