Ewolucja protestu. Barykady na blokowiskach Mińska

Od 9 sierpnia, gdy władze Białorusi opublikowały sfałszowane wstępne wyniki głosowania, na ulice przynajmniej 33 białoruskich miast wyszli demonstranci. Trwa brutalna pacyfikacja pokojowych protestów – milicja i wojsko zatrzymały prawie 7 tysięcy osób, poraniły setki; są ofiary śmiertelne. Jednak protesty nie ustają, a ewoluują.

Protest wyborców

Takich kolejek przed lokalami wyborczymi Białoruś jeszcze nie widziała. Mińsk, 9 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: Alisa Hanczar/belsat.eu

Od maja na Białorusi trwał proces przełomowy w historii państwa – obywatele zaczęli masowo wychodzić na wiece opozycji. W czerwcu i lipcu sztaby wyborcze niezależnych kandydatów na prezydenta w 9-milionowym państwie zebrały prawie milion podpisów poparcia. Kolejne zatrzymania kandydatów, działaczy ich sztabów, a także zwykłych uczestników wieców, tylko wzmacniały w Białorusinach chęć zmian. W końcu, ostatnim poważnym konkurentem rządzącego od 26 lat Alaksandra Łukaszenki została niedoceniana przez niego kobieta – Swiatłana Cichanouskaja, matka dwójki dzieci, tłumaczka, żona więźnia politycznego i blogera Siarhieja Cichanouskiego.

Jej wyborcy zakładali, że wybory zostaną sfałszowane. Powstała internetowa platforma alternatywnego liczenia głosów “Gołos”, na której zarejestrował się ponad milion wyborców. Opozycja zaapelowała, by w niedzielę pójść głosować dopiero po południu, z białą opaską na ręce, i zostać pod lokalem wyborczym do momentu ogłoszenia wyników. W ten sposób, gdy Centralna Komisja Wyborcza ogłosiła, że Łukaszenka wygrał z poparciem dochodzącym do 80 proc., Białorusini na własne oczy zobaczyli, że władze kłamią.

Granatami w śpiewający tłum

W dniu wyborów Białoruska młodzież, niepamiętająca pacyfikacji z 2006 i 2010 roku, miała nadzieję na pokojowe przekazanie władzy. Mińsk, 9 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: tut.by

Dla najmłodszych były to pierwsze sfałszowane wybory w ich życiu. Nie pamiętali brutalnej pacyfikacji protestów wyborczych na Placu Niepodległości (Płoszczy Niezależnaści) w 2006 i 2010 roku. Ludzie zgromadzeni przed lokalami wyborczymi rozpoczęli marsz na główne place miast z flagami narodowymi, śpiewem i nadzieją na pokojową zmianę władzy.

Siły bezpieczeństwa były już na to gotowe – gmachy państwowe otoczono w nocy barierkami, a na place podstawiono dziesiątki więźniarek, ciężarówki z OMONem oraz żołnierzami MSW i armatki wodne.

Uczestnik pokojowej demonstranci ciężko ranny po wybuchu granatu hukowego. Odłamki przebiły mu klatkę piersiową. Zdjęcie: Alaksandr Wasiukowicz/vot-tak.tv/belsat.eu

W Mińsku demonstrantów zatrzymano jeszcze przed wejściem na Plac Niepodległości. Drogę zagrodziła im ściana z tarcz. W stronę ludzi poleciały granaty hukowe, gumowe kule, woda z armatek. Zaczęło się bicie i wyłapywanie zebranych. Z wielu miast w kraju dochodziły informacje o radiowozach i więźniarkach taranujących tłumy.

Tej nocy zatrzymano 3 tysiące osób. Setki raniono – wiele osób straciło stopy lub odniosło obrażenia od odłamków lecących w tłum granatów hukowych.

Ewolucja protestu

Następnego dnia demonstracje rozpoczęły się punktualnie o 19. Tym razem protestujący nie zjechali się do centrum, ale zebrali na osiedlach i pod stacjami metra.

Pokojowa akcja protestu na ulicy Kalwaryjskiej. Mińsk, 10 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: Alaksandr Wasiukowicz/vot-tak.tv/belsat.eu

Ludzie z transparentami i nielegalnymi za rządów Łukaszenki biało-czerwono-białymi flagami narodowymi zablokowali ulice, zgodnie z białoruskim zamiłowaniem do porządku stojąc na przejściach dla pieszych. Kierowcy stworzyli kilometrowe korki, przez które przepuszczali karetki i autobusy, ale nie radiowozy. Z głośników aut leciały protest songi – głównie piosenka sowieckiej pieriestrojki “Pieriemien” grupy Kino. Tłum śpiewał i skandował: “Chcemy zmian!”, “Odejdź!”, “Niech żyje Białoruś! i “Wierzymy! Możemy! Zwyciężymy”.

Potem do akcji ruszyły siły bezpieczeństwa . Tym razem OMON i wojska MSW zostały wzmocnione przez specnaz. W śpiewający tłum na ulicy Kalwaryjskiej, przed centrum handlowym Ryha (Ryga), przed Pałacem Sportu i stacją metra Puszkińska poleciały granaty i oddano strzały. Specnaz polował na dziennikarzy, z których kilkoro zostało trafionych gumowymi kulami z karabinków traumatycznych. Milicja użyła gazu łzawiącego.

Specnaz na ulicy Kalwaryjskiej. Komandosi strzelali z karabinków traumatycznych także do dziennikarzy. Mińsk, 10 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: tut.by

Zginął też człowiek, którego śmierć MSW chciało wykorzystać w celach propagandowych. Oficjalnie miał go zabić ładunek, którym rzucał w milicję. Świadkowie mówią, że próbował odrzucić granat wystrzelony w tłum. Białorusini nie dali się oszukać, a anonimowego chłopaka uznali za bohatera. Na jego cześć powstał wiersz, na miejscu jego śmierci przed stacją Puszkińska składane są kwiaty.

By osłonić się od kul demonstranci wznoszą, a raczej układają barykady z plastikowych śmietników, betonowych donic czy ławek. Milicja rozjeżdża je ciężarówkami z zamontowanym pługiem.

Barykada ze śmietników przed stacją metra Puszkińska. 10 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: TK/belsat.eu

Protesty są rozbijane jeden po drugim, ludzie się rozbiegają, ale gdy tylko siły bezpieczeństwa odjadą, by pacyfikować inny plac, demonstranci wracają z ukrycia i odbudowują swoje symboliczne barykady. W ten sposób pacyfikacja trwa prawie do świtu. Do aresztów w całym kraju trafiają 2 tysiące osób. Szpitale informują korespondentów Biełsatu o dziesiątkach ciężko rannych. Liczba zabitych nie jest znana – oficjalnie zginął tylko ten jeden chłopak przy Puszkińskiej.

Partyzanci blokowisk

Trzeciego dnia OMON, wojsko i milicja obstawiają już nie tylko centralne place, ale też pola wcześniejszych bitew. Od rana przed stację Puszkińska, na Kalwaryjską i przed CH Ryha przychodzą mieszkańcy z kwiatami, by złożyć je na plamach krwi lub powiesić na barierkach. Wieczorem na ławkach i drzwiach na klatki schodowe mieszkańcy zostawiają wodę i opatrunki dla protestujących – to emeryci wspierają walczących o wolność młodych. Opowiadając o tym nasi korespondenci nie umieją ukryć wzruszenia. Na klatkach pojawiają się kartki “Nie zamykajcie drzwi dla demonstrantów”, ale minczanie o tym wiedzą – od niedzieli ukrywają w swoich mieszkankach tych, którzy uciekli z pacyfikacji.

Stacja metra Puszkińska stała się miejscem pamięci o pierwszym zabitym w Mińsku. Zdjęcie: 11 sierpnia 2020 r. Swiatłana Far/vot-tak.tv/belsat.eu

Tym razem jednak demonstranci nie pojawiają się w centrum. O 19 nad osiedlami mieszkalnymi, dawnymi przedmieściami Mińska, wybuchają fajerwerki. Na blokowiskach Sierabranka, Malinouka, Uruczcze, Hruszouka i Kamienna Horka zbierają się tysięczne tłumy.

– Czy demonstranci strzelają z fajerwerków do milicji? – pyta ze studia nasz prowadzący.

– Nie, bezpieki nie ma. Ludzie strzelają na wiwat. Tu panuje atmosfera święta – odpowiada przez telefon nasza korespondentka na Kamiennej Horce.

Milicji nie ma, bo utknęła w kilometrowych korkach. To protest kierowców, którzy unieruchomili OMON w centrum. By dostać się na przedmieścia, ciężkozbrojni żołnierze wojsk wewnętrznych maszerują kilometrami. Po dotarciu na miejsce nie mają już sił i chęci na rozpędzanie tłumu.

Kompania wojsk MSW maszeruje na Sierabrankę. Zdjęcie: Swiatłana Far/vot-tak.tv/belsat.eu

– Około tysiąca nieuzbrojonych demonstrantów okrążyło kompanię wojsk wewnętrznych MSW. Przyparci do murów dziewięciopiętrowego bloku przy Rokossowskiego 25, żołnierze stoją za tarczami słuchając pretensji i przekleństw mieszkańców. Ludzie gwiżdżą na żołnierzy z okien – donosi z Sierabranki nasz korespondent.

Dopiero po dwóch godzinach z odsieczą przybył autobus OMONu, który musiał się przedzierać bocznymi uliczkami. Milicjanci strzelają do demonstrantów jeszcze w czasie jazdy. Ludzie rozbiegają się po blokowisku, chowają na klatkach schodowych, zamykają we własnych mieszkaniach i znanych od dziecka kryjówkach. Milicja nie wchodzi do bloków. To nie ich teren, a demonstranci, choć bezbronni, czują się tu jak partyzanci w lesie.

Sierabranka, 11 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: Siatłana Far/vot-tak.tv/belsat.eu

Gdy zagrożenie mija, mieszkańcy Sierabranki wychodzą z kryjówek. W powietrze znów lecą fajerwerki – na wiwat oraz by zwabić milicję. Ale OMON znów stoi w korku – tym razem w drodze na inne protestujące osiedle.

Blokowanym mundurowym coraz częściej puszczają nerwy – strzelają do samochodów, pałują szyby i lusterka. Jest wielu rannych, w tym dzieci. Redakcja Naszej Niwy – wydawanej od ponad stu lat niezależnej białoruskiej gazety – twierdzi, że OMON celowo niszczy auta, by zmusić ludzi do konfrontacji.

“Barykada z g**na i patyków”

Demonstranci z zakazaną flagą narodową na ulicy Prytyckiego w Mińsku. 11 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: Iryna Arachouskaja/belsat.eu

Nasi korespondenci są też na Kamiennej Horce. Zanim pod supermarket Almi przebił się OMON, mieszkańcy zbudowali prowizoryczną barykadę ze śmietników i donic.

– Na Kamiennej Horce budują barykadę z g**na i patyków! – pisze do redakcji fotoreporter.

Barykada przed stacją metra Kamienna Horka. 11 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: belsat.eu

Białoruskich prospektów nie da się tak naprawdę zablokować, bo w tym celu zostały zaprojektowane. Demonstranci chcą się w ten sposób osłonić przed szarżującymi więźniarkami i polewaczkami. Plastikowe barykady są też formą wyrażenia ich protestu.

W końcu na miejsce docierają wojska wewnętrzne i specnaz. Białorusini już dobrze wiedzą, kto ich bije i informują o tym w internecie. Siły bezpieczeństwa używają gazu i granatów hukowych.

– Bombardują tak, jakbyśmy byli w Doniecku – pisze nasz korespondent.

Żołnierze MSW rozbierają barykadę na Kamiennej Horce. 11 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: Iryna Arachouskaja/belsat.eu

Z supermarketu Almi wywlekani są ludzie, którzy się w nim schowali. Żołnierze MSW pałują, strzela specnaz. Gdy więźniarki są już pełne, a demonstranci się rozbiegli, wojsko rusza na kolejne osiedle.

Wtorkowej nocy na Białorusi zatrzymano już tylko tysiąc osób. Następnego dnia na ulicach Sierabranki, Kamiennej Horki i innych osiedli pojawiają się białe i czerwone kwiaty. Na Uruczczu mieszkańcy zaznaczyli kredą plamy krwi, zadając retoryczne pytanie: “Za co?”.

Podobnie wyglądały wieczorne protesty w środę. Siły bezpieczeństwa zatrzymały już tylko 700 osób. Eksperci mówią, że wciągnięcie OMONu w rozproszone protesty na blokowiskach to białoruski wkład w taktykę prowadzenia demonstracji. Demonstracji, które mimo bestialstwa służb wciąż pozostają pokojowe.

W Mińsku i innych miastach protest kobiet przeciwko milicyjnej przemocy FOTO

Piotr Jaworski, belsat.eu

Wiadomości