Ewentualne zamknięcie granic Białorusi uderzy głównie w jej sojuszników

Piotr
Pogorzelski
dziennikarz Biełsatu, autor podcastu Po prostu Wschód

Alaksandr Łukaszenka regularnie straszy, że zamknie granice z państwami Unii Europejskiej, przede wszystkim Litwą i Polską. Czasem na tej liście wymieniana jest także Ukraina. Eksperci są zgodni, że na takim kroku ucierpiałyby przede wszystkim sama Białoruś i jej „bratnia” Rosja.

O zamknięciu granic Alaksandr Łukaszenka mówił, między innymi, 1 września. W ten sposób chciał odpowiadać na pierwsze sankcje personalne, które wprowadziły państwa nadbałtyckie.

– Silniejsze kraje rozumieją, że z Białorusią nie należy zadzierać, przecież może zamknąć granicę pod Brześciem i Grodnem. I wtedy niemieckie towary nie będą mogły tak łatwo dotrzeć na wschód – oceniał.

Łukaszenka straszy zamknięciem granic z Unią

Później białoruski przywódca mówił o tym w czasie zorganizowanego naprędce kobiecego forum w Mińsku 17 września. Wtedy zamykał granice z Polską i Litwą, a na granicy z Ukrainą wzmacniał kontrole.

– Jesteśmy zmuszeni wycofać wojsko z ulic, jak już powiedziałem, połowę armii postawić pod broń, i zamknąć granicę państwową od zachodu, przede wszystkim z Litwą i Polską – mówił.

Dr hab. Piotr Witkowski z Wydziału Ekonomicznego UMCS przekonuje, że słowa Alaksandra Łukaszenki należy rozpatrywać jedynie, jako rodzaj retoryki.

– On sobie zdaje sprawę, że zamknięcie granic to ostateczny argument. To odwoływanie się do retoryki wojennej, autarkii, zerwania stosunków ekonomicznych i handlowych. A my żyjemy w XXI wieku, gdzie panuje globalizacja i handlowy system światowy, więc taki krok nikomu by nie służył – zaznacza.

Kto handluje z Białorusią?

Około połowy białoruskiej wymiany handlowej przypada na Rosję. W dalszej kolejności są to: Ukraina (w 2019 roku: 8 proc. wartości całego białoruskiego obrotu towarowego z zagranicą), Chiny (ok. 6 proc.), Niemcy (ok. 4 proc.), Polska i Wielka Brytania (po ok. 3,6 proc.).

Jeżeli przyjrzymy się temu, jak wygląda wymiana handlowa z Polską, to eksportujemy głównie maszyny, produkty rolno-spożywcze, a także chemię. Z Białorusi importujemy produkty mineralne (w tym paliwa), a także drewno i wyroby z drewna oraz produkty przemysłu chemicznego.

O ile jednak, jak widzieliśmy wyżej, z punktu widzenia Mińska Polska jest na 6. miejscu w wymianie handlowej, o tyle z punktu widzenia Warszawy, Białoruś znajduje się w 3. albo 4. dziesiątce. Według danych polskiego rządu, udział Białorusi w polskich obrotach towarowych w ostatnich latach nie przekroczył nawet 1 procent, a ściślej – oscylował wokół 0,5 proc. Dlatego ewentualne zamknięcie granicy dla towarów z Polski, choć byłoby bolesne dla części polskich firm, nie byłoby dla gospodarki Warszawy znacznym uderzeniem. Znacznie bardziej uderzyłoby to w białoruskich eksporterów.

Szlaki drogowe Białorusi, zdj.: Wikimedia Commons

Białoruś ma jednak o wiele większe znaczenie, jako kraj, przez który przewożone są polskie towary. Przede wszystkim chodzi tutaj o Rosję. Jej udział w polskim eksporcie sięga 3,2 proc. Ewentualne zamknięcie zachodnich granic Białorusi stanowiłoby zatem znaczną przeszkodę w eksporcie do Rosji z Polski i innych krajów Unii Europejskiej. Szacuje się bowiem, że corocznie przez terytorium Białorusi transportowanych jest ponad 100 mln ton towarów ze Wspólnoty. 90 proc. trafia do Rosji. W przypadku transportu drogowego, jest to 2/3 całego eksportu z Unii Europejskiej do Rosji.

Wykorzystywane są do tego zarówno trasy kolejowe, jak i drogowe będące częścią II paneuropejskiego korytarza transportowego łączącego Berlin z Niżnym Nowogrodem przez Brześć i Mińsk. Jest jeszcze IX korytarz wiodący z Helsinek przez Rosję, Białoruś i Ukrainę na południe, ale on interesuje nas w tej analizie znacznie mniej.

Białoruś jest też ważnym krajem tranzytowym dla Rosji i dla jej innego partnera – Chin. Jest ona bowiem częścią Nowego Jedwabnego Szlaku. W zeszłym roku przez Białoruś przewieziono 733 tysiące kontenerów. 2/3 z nich to tranzyt z Chin do Unii Europejskiej.

Dr hab. Piotr Witkowski podsumowuje, że rola Białorusi we współpracy Unii Europejskiej ze Wschodem, czy to z Rosją, czy Chinami jest kluczowa.

– Nie wyobrażam sobie, żeby wola nawet najbardziej zdesperowanego dyktatora mogła spowodować skutki o charakterze globalnym – zaznacza.

Jeśli nie blokada, to co?

Na razie możemy zauważyć kolejki na granicy z Białorusią, zarówno ze strony Polski i Litwy. Wcześniej nie były one tak codzienne, jak na granicy z Ukrainą. Teraz strona białoruska zaostrzyła kontrole. Oficjalnie Mińsk twierdzi, że jest to związane z większą liczbą rejestrowanych przypadków przemytu. Tak się składa, że głównie z Litwy, czyli kraju wymienianego przez Alaksandr Łukaszenki, jako wrogi wobec Białorusi.

– Nikt nigdy nie powie, że przeprowadzamy dokładniejszą, bardziej rzetelną kontrolę bo mamy dezintegrację stosunków politycznych. Dobrym argumentem będą za to wartości społeczne, na przykład, obecnie zdrowie i życie obywateli – dodaje w rozmowie z Belsat.eu dr hab. Piotr Witkowski.

Pytanie tylko, dlaczego Białoruś o to nie zabiegała jeszcze kilka miesięcy temu? Pytanie wydaje się całkowicie retorycznie.

Prezes ZMPD Jan Buczek, zdj.: ZMPD

Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, mówi Belsat.eu, że transportowcy są przyzwyczajeni do tego rodzaju działań.

– Mają one zniechęcić nas do wykonywania przewozów, ale my już niejedno przeszliśmy. Wielokrotnie zmuszeni byliśmy do dostosowywania się do różnych ograniczeń i barier – zaznacza.

Jego zdaniem, choć te wszystkie działania mają pokazać siłę władzy czy reprezentującej jej administracji, to tak naprawdę szkodzą białoruskiej gospodarce. Ograniczają też działania białoruskich przewoźników, którzy odgrywają znaczną rolę w przewozach towarów, głównie z Unii Europejskiej do Rosji.

Litwa, Łotwa i Estonia rozszerzają listę osób objętych sankcjami

Dotyczy to także tych towarów, które oficjalnie objęte są sankcjami nałożonymi przez Moskwę. Funkcjonujący od wielu lat schemat przewiduje ich import na Białoruś, oclenie, przepakowanie i wysłanie do Rosji już jako produkcję białoruską. Stąd, między innymi, legendarne “białoruskie krewetki”.

– Obywatele Rosji muszą coś jeść, mają jakieś potrzeby jeśli chodzi o towary przemysłowe. Można napinać muskuły, ale ten towar i tak musi trafić do Rosji – zaznacza Jan Buczek.

Na razie działania Mińska spowodowały jedynie opóźnienia w dostawach towarów do Rosji o 5 dni, ale niewykluczone, że ten czas będzie się wydłużał.

Jeśli nie przez Białoruś, to którędy?

Po oświadczeniach Alaksandra Łukaszenki, Litwa poinformowała, że rozważa przygotowanie alternatywnych szlaków tranzytowych, z pominięciem Białorusi. Wymieniane są w tym kontekście Łotwa i Ukraina. Jednak zdaniem dr hab. Piotra Witkowskiego, jest to bardzo trudne, przede wszystkim ze względu na rosyjską agresję w Zagłębiu Donieckim (w przypadku Ukrainy), jak i brak odpowiedniej infrastruktury (w przypadku państw nadbałtyckich).

– Infrastruktura logistyczna jest ogromnie kapitałochłonna, a efekty jej powstania odczuwamy po dłuższym okresie czasu. Najlepszym przykładem jest tutaj Polska i to, ile nam zajęło przygotowanie infrastruktury drogowej, czy kolejowej – zaznacza.

Jan Buczek dodaje z kolei, że przewoźnicy są gotowi wykonać każde zamówienie. Nawet jeśli będzie trzeba wieźć towar naokoło. Zapłaci jednak za to odbiorca.

– Wiąże się to oczywiście z większą odległością, czasem poświęconym na postój na granicy, bo na granicy Łotwy, czy Litwy z Białorusią są kolejki, ale ostatecznie towar do klienta dojedzie. A to jest nasze zadanie. Koszt tego typu utrudnień niestety będzie musiał ponieść klient – zaznacza.

Warto zwrócić przy tym uwagę na to, że Białoruś zainwestowała bardzo dużo w to, aby stać się dogodnym państwem dla tranzytu towarów. Powstały odpowiednie centra logistyczne, planowano budowę kolejnych. Inwestowali w to także Chińczycy. Jest zatem mało prawdopodobne, aby teraz to wszystko stało się niepotrzebne.

Łukaszenka chce budować terminal przeładunkowy w obwodzie leningradzkim

Z dużą pewnością można bowiem uznać, że obecna sytuacja jest tylko tymczasowa i nie doprowadzi do stałych zmian w stosunkach handlowych Wschodu i Zachodu. Ewentualne zamknięcie granicy tak naprawdę jest straszakiem nie tylko dla państw Unii Europejskiej, do której Alaksandr Łukaszenka kieruje swoje emocjonalne komentarze, ale też, czego nie zauważa wielu komentatorów, do Moskwy i Pekinu.

Rządzący Białorusią jakby stara się zachęcić ich do jeszcze większej dla siebie pomocy. Pytanie tylko, jaka będzie reakcja Chin, czy Rosji. Czy zamknięcie granicy nie będzie uznane za wrogi krok, który doprowadzi do tego, że Moskwa uzna Alaksandra Łukaszenkę za osobę, która jest tak toksyczna, że należy się jej, jak najszybciej pozbyć.

Piotr Pogorzelski/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie.

 

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów