„Erdogan liczy się tylko z Rosją” – obrazki z wojny turecko-kurdyjskiej


Patrol wojska tureckiego na drodze przy granicy z Syrią. Zdj. Jolanta Styrczula

9 października rozpoczęła się operacja wojsk tureckich Źródło Pokoju wymierzona w kurdyjskie milicje w północno-wschodniej Syrii. Pomimo zawieszenia broni i patrolowania syryjskiej granicy przez rosyjską żandarmerię, walki nadal trwają. Wciąż giną cywile. Antoni Styrczula, który odwiedził pogranicze turecko-syryjskie, opisuje reakcję tureckiego społeczeństwa na atak na syryjskich Kurdów.

W autobusie do Şanlıurfa, dawnej chrześcijańskiej Edessy – 9 października 2019 roku – zastanawiałem się, co pozostało tam dziś z wielowiekowego materialnego dziedzictwa chrześcijaństwa różnych wyznań i obrządków. Było to – według legendy – pierwsze miasto, poza Palestyną, które przyjęło chrześcijaństwo. Przez długi czas Şanlıurfa była częścią imperium rzymskiego, a potem bizantyńskiego. Zdaniem historyka Euzebiusza, mający tam swoją stolicę król Abgar V usłyszał o Jezusie od edesseńskich Żydów. Korespondował z Nim i na rok przed Jego śmiercią przyjął nową religię.

Edessa zapisała się już wcześniej w bilblijnej historii. To tu znajdują Balikili – słynne stawy rybne ze świętymi karpiami, które powstały – podobno za sprawą boskiego zrządzenia – z paleniska, w które miał trafić prorok Abraham wystrzelony przez mezopotamskiego króla Nimroda z katapulty. Cud sprawił, że palenisko zamieniło się w staw a węgle w ryby.

Od czasów I wojny nie ma tam już chrześcijańskiej społeczności. Zniknęła jak chrześcijanie z Diyarkbakir. W 1915 roku turecki gubernator prowincji zaczął deportację Ormian i Suryani: zbierano ich w grupy i wyprowadzano z miasta pod strażą żołnierzy nieregularnej armii, a potem mordowano na pustyni.

Wieczorem, przy kolacji w restauracji obok przerobionego z chrześcijańskiej świątyni meczetu Ulu Cami poznaliśmy mówiącego po angielsku Serdara. Ten miejscowy Kurd zgodził się być zarówno naszym przewodnikiem, jak i kierowcą po okolicy. Przy kawie zapytał nas, czy wiemy, co się dzieje. Odparliśmy, że nie, bo dopiero co przyjechaliśmy.

– O 16.00 Erdogan zaatakował Kurdów w Syrii wspólnie z Wolną Armią Syryjską. Mogą być problemy z poruszaniem się po drogach, bo do granicy z Syrią w Akçakale jest jakieś 60 kilometrów – wyjaśnił.

Ostrzał terytorium Syrii przez wojsko tureckie. Zdj. Jolanta Styrczula

Nagle rozmowę zakłócił nam ryk przejeżdżających obok samochodów osobowych. Na każdym z nich powiewała wielka, czerwona turecka flaga. Przez otwarte okna wysuwali głowy młodzi, rozentuzjazmowani mężczyźni. Coś wykrzykiwali do spacerujących przechodniów. – Co oni wykrzykują? – spytałem. – A różne rzeczy, aprobują operację i chwalą Erdogana.

Wracając do hotelu, zauważyliśmy, że w sklepowych witrynach i na drzewach przybyło tureckich flag. W kawiarniach na świeżym powietrzu, w atmosferze radosnego pikniku, tłumy mieszkańców popijając kawę i herbatę oraz popalając nargile, oglądały transmitowany na żywo przebieg operacji Źródło Pokoju, której celem było wyparcie milicji kurdyjskich z Autonomicznej Administracji Północnej i Wschodniej Syrii (Rożawa) i utworzenie tzw. pasa bezpieczeństwa o długości 100 km i szerokości 32.

W pokoju próbowaliśmy poszukać w naszym telewizorze jakiegoś anglojęzycznego kanału. Tam, gdzie były kiedyś, pojawiała się plansza „no signal”. Zszedłem do recepcji, by spytać dlaczego tak się dzieje i poprosić o naprawę. Pracownik hotelu za pomocą rąk i łamaną angielszczyzną wyjaśnił nam, że nie ma ich od kilku godzin, dodając przy tym „Police, Police”. – Aha, wojenna cenzura – pomyślałem.

Nazajutrz Serdar poinformował nas, że pierwsze bomby spadły na syryjskie Ras-al-Ajn, wokół którego toczyły się zacięte walki pomiędzy tureckim wojskiem i ich sojusznikami a kurdyjskimi oddziałami YPG. Tureckie media donosiły o setkach zabitych – jak ich nazywały – terrorystów. Podkreślały przy tym, że oddziały tureckie są entuzjastycznie witane przez mieszkańców odbitych wiosek. Na czerwonym pasku tureckie kanały telewizyjne informowały o rosnącej liczbie zabitych i rannych przeciwników. Doniesienia okraszano soczystymi fragmentami przemówienia Erdogana przeciwko Egiptowi i Arabii Saudyjskiej, które ostro zaprotestowały na turecką agresję na Syrię.

– Saudowie niech się przejrzą w lustrze. Co zrobili w Jemenie? Egipt nie ma prawa osądzać Turcji, to morderca demokracji – wykrzykiwał kilkanaście razy dziennie z ekranu telewizora, prezydent Turcji.

Z sms-a od rodziny w Polsce dowiedzieliśmy się o ostrej i potępiającej reakcji USA oraz Unii Europejskiej, oskarżających Turcję o złamanie prawa międzynarodowego. A także o wycofywaniu się z północnej Syrii amerykańskich oddziałów wojskowych, co zostało powszechnie odebrane jako akt zdrady wobec Kurdów. Mieli oni bowiem znaczący udział w pokonaniu tzw. Państwa Islamskiego. Po odbiciu przez nich miast: Kobane i Ar-Rakka (stolicy tzw. Kalifatu). W 2018 roku armia USA zapowiedziała wręcz, że nadal będzie szkolić i zbroić oddziały YPG w północno-wschodniej Syrii operujące na terenie tzw. autonomii Rożawy.

Turecki żołnierz w strefie przygranicznej. Zdj. Jolanta Styrczula

Serdar wyjaśnił nam czego chce Erdogan. Po pierwsze, wyrzucenia Kurdów z przygranicznych terenów Syrii, które miałaby kontrolować armia turecka. Po drugie, przesiedlenia do Syrii prawie 3,5 mln syryjskich uchodźców, którzy napłynęli do Turcji w wyniku syryjskiej wojny domowej. Zapytałem go, czy mu się powiedzie. To zależy od tego, jaka będzie reakcja opinii międzynarodowej, a zwłaszcza USA i Rosji. Przede wszystkim tej drugiej. Bo tylko ze zdaniem Putina Erdogan się liczy – odparł.

W piątek – 11 października 2019 roku – byliśmy umówieni z Serdarem, że zawiezie nas do Harranu odległego od Şanlıurfa o jakieś 50 km. Blisko granicy z Syrią. Kiedy jednak zobaczyłem rano jego minę, wiedziałem, że coś się stało. – Mogą być problemy na drodze. Wczoraj Kurdowie ostrzelali z moździerzy nadgraniczne Akçakale (bliźniacze miasto syryjskiego Tal Abyad). Zginęły trzy osoby w tym 9-miesięczne dziecko – wyjaśnił. – Ale jedziemy czy nie? – próbowałem się upewnić. – Tak, jedziemy. Mam nadzieję, że dziś będzie bezpiecznie.

Trochę wątpiłem w jego zapewnienia, bo z Harranu do Akçakale jest w prostej linii około 4 kilometrów, a więc dystans leżący w zasięgu moździerzy.

Do Harranu dotarliśmy w godzinę rozklekotaną Dacią. Gdy wraz z grupką turystów z Istambułu popijałem kawę w obszernym namiocie służącym za kawiarnię, mężczyzna przedstawiający się jako student medycyny, postanowił spróbować swoich sił w języku angielskim. Po grzecznościowej wymianie zdań spytałem go, co sądzi o agresji na Syrię.

– Jaka agresja? Erdogan już dawno powinien zrobić z nimi porządek. Wiesz, ilu Turków zginęło z ich rąk, w zamachach bombowych przez ostatnie lata? Ponad 3 tysiące.

Trochę przesadził, pomyślałem sobie, ale faktycznie w wyniku zamachów, o które turecki rząd oskarża PKK, zginęło przez ostatnie kilka lat ponad 600 osób. Także w Sanliurfie.

– A widziałeś w telewizji te betonowe tunele, którymi przechodzili na naszą stronę, by podkładać bomby? Wiesz, kto pomagał im je budować ? – indagował. A niby skąd miałem wiedzieć, nie znam tureckiego. – Powiem ci, francuska firma Lafurdże, pokazywali to w pierwszym kanale. – Jakie Lafurdże – zastanawiałem się. Może miał na myśli La Farge, francuskiego giganta budowlanego.

Spytałem o to potem Serdara. Potwierdził, że turecka telewizja oskarżała tę firmę o pomoc YPG w konstruowaniu i budowie tuneli.

Turcy w Diyarbakır, stolicy tureckiego Kurdystanu zgromadzili poważne siły policyjne do rozpędzania zamieszek. Zdj. Jolanta Styrczula

Odjeżdżając z Harranu zobaczyłem po lewej stronie, nad syryjską granicą słupy czarnego dymu. Spytałem Serdara, co one znaczą. Nie odpowiedział. Kiwnął tylko znacząco głową – sam wiesz. Po dojechaniu do skrzyżowania dróg spytałem go, czy możemy odbić w lewo. Do Akçakale. – Spróbujemy – odparł. Jednak na rogatkach miasta zatrzymał nas wojskowy patrol. – No entry – zawołał żołnierz i znaczącym ruchem karabinu maszynowego kazał nam zawrócić.

Ostrzał kurdyjskich pozycji w Syrii przez turecką artylerię. Zdj. Jolanta Styrczula

Przez kilka następnych dni starcia nadal trwały. 14 października 2019 roku do walki włączyła się syryjska armia. Dwa dni później władze Rożawy zgodziły się, by oddziały YPG przeszły pod komendę syryjskiego wojska. Dla wspólnej walki z Turcją. 17 października 2019 roku Mike Pence, wiceprezydent USA ogłosił w Ankarze, po rozmowach z Erdoganem, pięciodniowe zawieszenie broni, w którego trakcie milicje kurdyjskie mają się wycofać ze strefy bezpieczeństwa przy granicy z Turcją. Walki nadal jednak trwały. Kolejne 100 tys. cywilów uciekło z zagrożonej strefy. Jedni do Turcji. Inni do Iraku.

„Erdogan liczy się tylko z Rosją” – obrazki z wojny turecko-kurdyjskiej

Antoni Styrczula dla Belsat.eu

Antoni Styrczula dziennikarz w przeszłości związany z Radiem Solidarność, Radiem Wolna Europa, Polskim Radiem, Radiem Dla Ciebie. Jest twórcą Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. W latach 1996–1998 rzecznik prasowy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Specjalista ds PR i wykładowca akademicki.

Zobacz też
Komentarze