Elektrownia jądrowa w Ostrowcu popracuje 60 lat, odpady pozostaną na tysiąclecia

W ciągu 60 lat eksploatacji dwa reaktory Białoruskiej Elektrowni Atomowej w Ostrowcu wytworzą ponad 10 tysięcy metrów sześciennych odpadów radioaktywnych. Stworzenie składowiska odpadów popromiennych kosztować będzie 60 milionów dolarów, ale o jego bezpieczeństwo dbać trzeba będzie przez tysiąclecia.

Zgodnie z porozumieniami Republiki Białoruś i Federacji Rosyjskiej o budowie i eksploatacji BiełAES w Ostrowcu, strona białoruska będzie odpowiedzialna za składowanie odpadów promieniotwórczych, za wyjątkiem wyeksploatowanego paliwa, które będzie wysyłane do Rosji. Pozostałe nuklearne śmieci – ciecze, gazy i ciała stałe, pozostaną na terytorium Białorusi. W ciągu pierwszej dekady będą składowane na terenie elektrowni, potem zostanie dla nich wybudowane specjalne składowisko.

Jednak budowy składowiska nie obejmuje już umowa ze stroną rosyjską. Białoruś będzie je budować na swój koszt, który może wynieść nawet 60 milionów dolarów. Taka suma wymieniona jest w decyzji Rady Ministrów RB o strategii zarządzania odpadami radioaktywnymi Białoruskiej Elektrowni Atomowej

„Ilość środków finansowych na budowę placówki składowania odpadów promieniotwórczych była obliczona na podstawie kosztu podobnej konstrukcji w Republice Litewskiej (mogilnik odpadów radioaktywnych Ignalińskiej Elektrowni Jądrowej) i wynosi około 60 milionów dolarów amerykańskich. Koszt budowy obiektów składowania odpadów radioaktywnych pierwszej kolejności wyniesie 10 milionów dolarów amerykańskich” – widnieje w decyzji.

Oznacza to, że już w najbliższych latach Białoruś będzie musiała znaleźć wymienione miliony dolarów, do składowiska pierwszej kolejności powinny pojawić się do 2028 roku. Oprócz kosztów budowy, kraj, który buduje elektrownię jądrową, musi zagwarantować bezpieczeństwo takich mogilników przez tysiąclecia

„Miejsca końcowego składowania odpadów radioaktywnych trzeba będą używane przez milion lat. Są izotopy, które pozostaną niebezpieczne przez wiele tysięcy lat. Nie ma żadnych gwarancji, że w czasie istnienia takiego mogilnika nie zmienią się warunki geologiczne. Nie wydaje mi się, by na Białorusi było miejsce, które z tego punktu widzenia gwarantowałoby bezpieczne warunki. Takich miejsce jest mało w skali światowej” – mówi Władimir Sliwiak, ekspert do spraw bezpieczeństwa jądrowego, przewodniczący grupy ekologicznej „Ekozaszczita!” [„Ekoobrona!” – przyp. red.] w Moskwie.

Odpady pozostaną w Ostrowcu

Pierwsze dziesięć lat odpady będą składowane na terenie elektrowni. Jest to konieczne dla ich ochłodzenia i transformacji w ciała stałe, które będzie potem łatwiej i bezpieczniej przewieźć do mogilnika. Wyeksploatowane paliwo przez jakiś czas także pozostanie w Ostrowcu, zanim będzie je można wywieźć do Rosji.

„Składowanie odpadów na terenie elektrowni jest zwyczajną praktyką. Jedyny problem związany z bezpieczeństwem to basen, gdzie chłodzone jest paliwo. Powinno w nim wyć miejsce choć dla jednego awaryjnego rozładowania reaktora. Ale w nowej elektrowni takiego problemu nie powinno być” – mówi Władimir Sliwiak.

Miejsce, gdzie przez 60 lat będą stopniowo transportowane odpady z dwóch reaktorów, a także około 4000 metrów sześciennych radioaktywnego gruzu, który powstanie po wyłączeniu BiełAES z eksploatacji, ma być wyznaczone do 2023 roku. Do 2026 powinien zostać opracowany projekt i kosztorys budowy obiektów pierwszej kolejności.

„Zgodnie z prawem, dla takiego obiektu powinno być opracowane sprawozdanie o oddziaływaniu na środowisko przyrodnicze, które wymaga też konsultacji społecznych. Gdy jest możliwe, że obiekt będzie także oddziaływał na terytoriach sąsiednich krajów, to inwestor, wraz z Ministerstwem Środowiska, powinien przeprowadzić konsultacje z wszystkimi zainteresowanymi stronami” – tłumaczy koordynatorka działu prawnego towarzystwa „Zialonaja sietka” [„Zielona sieć” – przyp. red.] Maryna Dubina.

Państwo prawa, które szanuje stanowisko społeczeństwa, powinno brać pod uwagę wnioski mieszkańców i innych zainteresowanych stron, powinno przyjąć takie zmiany w projekcie, które chociażby ograniczą szkody i zwiększą bezpieczeństwo.

„Składowiska odpadów i paliwa są zazwyczaj bardziej wrażliwe, niż same reaktory. Reaktory wzmacnia się bardziej niż mogilniki. W razie upadku samolotu, albo ataku zbrojnego, składowiska są dużo bardziej niebezpieczne od elektrowni atomowej” – mówi Władimir Sliwiak.

Czytaj także:

„Upadek nawet z 30 cm mógł zdeformować korpus reaktora”

Elektrownia atomowa w Ostrowcu – nie ostatnia na Białorusi?

Łotwa nie będzie blokować dostaw energii z białoruskiej elektrowni atomowej

Weranika Czyhir, PJr, belsat.eu

Zobacz też

Wiadomości