Ekspert: Protesty w Mińsku są Łukaszence na rękę

Opinia

Przeciwnicy integracji z Rosją maszerujący Prospektem Niepodległości. 8 grudnia 2019 r. Zdjęcie: Biełsat

Manifestacje białoruskiej opozycji przeciwko integracji z Rosją są władzom w Mińsku na rękę w obliczu trudnych negocjacji z Moskwą – uważa publicysta Juryj Drakachurst. Zauważa on, że dwudniowy protest odbył się praktycznie bez interwencji milicji.

– Przez dwa dni uczestnicy [nielegalnej] manifestacji chodzą po stolicy, gdzie im się podoba, przemawiają. Nikogo przy tym nie biją ani nie pakują do wozów milicyjnych – napisał Juryj Drakachurst na portalu Radia Swaboda.

Według publicysty „ta uliczna wolność” była bynajmniej „nie dla Zachodu”, zwłaszcza że władze najwyraźniej nie czują teraz potrzeby wykonywania gestów w tamtym kierunku. Świadczą o tym m.in. ostatnie wybory do parlamentu, w którym nie znalazł się żaden przedstawiciel opozycji.

– Władze są zainteresowane sukcesem akcji, ponieważ chcą także zachowania niepodległości – uważa Drakachurst.

Pawieł Siewiaryniec podczas sobotniego wiecu przeciwko integracji. 7 grudnia 2019 r. Zdjęcie: Iryna Arachouskaja, belsat.eu

Podobną opinię wyraził wcześniej jeden z głównych organizatorów weekendowych akcji i ich lider Pawieł Siewiaryniec.

Protesty w sobotę i w niedzielę trwały po wiele godzin, a uczestniczyło w nich odpowiednio około tysiąca i ok. 600 osób. To relatywnie dużo, w porównaniu z akcjami, które odbywały się w białoruskiej stolicy w ostatnim czasie, jednak obiektywnie mało, biorąc pod uwagę, że w Mińsku mieszka 2 mln ludzi.

– Okazało się, że dzisiaj publiczna demonstracja na rzecz niepodległości i przeciwko integracji, jest mu (prezydentowi Białorusi Alaksandrowi Łukaszence) na rękę, wzmacnia jego pozycję polityczną – ocenił ekspert.

Gorzki smak kremlowskiej wódki. Łukaszenka i Putin nie mieli czego świętować

Jak przypomniał, w 1996 roku w odpowiedzi na podpisanie pierwszej umowy integracyjnej z Rosją na ulice Mińska wyszły dziesiątki tysięcy ludzi. Drakachurst wskazał, że wtedy „Łukaszenka integracji bardzo pragnął”.

– Teraz role zmieniły się, a dalsze zbliżanie z Rosją to bezpośrednie zagrożenie dla jego władzy. Integracja to dzisiaj scenariusz narzucony przez Moskwę, przy pomocy którego (Łukaszenka) stara się jak najwięcej z Rosjan „wycisnąć”, ale przy tym nie oddając ważnych elementów suwerenności – twierdzi komentator.

„Białoruś to nie Rosja”. Sobotni protest w Mińsku. Zdjęcie: Belsat.eu

– Dla protestujących zapewne nieprzyjemna była świadomość, że – nawet wznosząc hasła przeciwko Łukaszence – wzmacniają jego pozycję. I Łukaszence zapewne również nie było przyjemnie wydać rozkaz, żeby tym razem demonstracji nie rozpędzać. Kto jednak powiedział, że jedność narodowa to coś przyjemnego? – zauważył Drakachurst.

Jak ocenił, przebieg protestów był wyjątkowo pokojowy, co jest zapewne efektem obawy przed możliwym zastosowaniem siły, ale też w niemałym stopniu „wynika z narodowego charakteru, kultury narodowej”. Uczestnicy protestów na Białorusi chodzą tylko po chodnikach, zatrzymują się na czerwonym świetle i zazwyczaj są bardzo zdyscyplinowani.

Było to widać w niedzielę, gdy przed ambasadą Rosji manifestanci stanęli naprzeciwko kordonu sił milicyjnych OMON, a Siewiaryniec apelował o spokój i niedopuszczenie do prowokacji.

Część ekspertów w Mińsku jest przekonanych, że złagodzenie przez władze podejścia wobec protestów jest krótkotrwałym działaniem taktycznym, wynikającym z potrzeby chwili i wkrótce powrócą one do tradycyjnych praktyk ich administracyjnego i siłowego ograniczania.

Uznając weekendowe akcje za przejaw jedności narodowej, Drakachurst przestrzegł przed „romantyczną oceną” ich roli, bo w istocie nie są one w stanie wpłynąć na przebieg negocjacji między Mińskiem i Moskwą.

– Jest bardzo prawdopodobne, że Rosja przejdzie teraz do planu B i wystawi Białorusi rachunek za niepodległość, zmuszając do jego zapłacenia – ocenił ekspert.

W sobotę w Soczi odbyły się kilkugodzinne rozmowy prezydentów Białorusi i Rosji Alaksandra Łukaszenki i Władimira Putina na temat pogłębionej integracji. Nie zakończyły się one jednak żadnym rozstrzygnięciem.

Rosyjska ruletka Łukaszenki, czyli integracyjna gra o przetrwanie

Dalszy ciąg rozmów prezydentów zaplanowano na 20 grudnia w Petersburgu. Początkowo jako możliwą datę podpisania programu integracji podawano 8 grudnia – 20. rocznicę podpisania umowy związkowej.

Od grudnia 2018 roku Moskwa otwarcie naciska na „pogłębianie integracji” z Mińskiem i uzależnia dalsze gospodarcze wsparcie dla Białorusi od realizacji zapisów umowy o powstaniu państwa związkowego z 1999 roku, które przewidują m.in. utworzenie wspólnych instytucji państwowych.

Oba kraje we wrześniu br. parafowały wstępny program działań w ramach integracji, który nie został dotąd upubliczniony. Ma on zostać uzupełniony o 31 „map drogowych” w różnych sektorach, a następnie cały pakiet dokumentów podpiszą prezydenci Białorusi i Rosji.

Według deklaracji władz białoruskich w obecnych negocjacjach nie ma mowy o integracji politycznej, a tylko o sprawach gospodarczych. Treść programu integracji nie została podana do wiadomości publicznej.

„Muchy osobno, kotlety osobno”, czy 90. gubernia? O co chodzi w integracji Białorusi z Rosją

pj/belsat.eu wg PAP

Zobacz też
Komentarze