Dziś też byliby na czarnej liście. Jak Sowieci niszczyli białoruską kulturę. Część 2


Środowisko literackie Białorusi ucierpiało najbardziej, w porównaniu z pozostałymi krajami radzieckimi. Białorusini stanowili jedną czwartą wszystkich represjonowanych pisarzy w ZSRR. Tu, w kraju, który odgradzał Moskwę od Zachodu, nie można było pozostawić niczego, co choć na chwilę stawiało pod znakiem zapytania ideę jednego wielkiego kraju sowieckiego.

– Procentowo, na Białorusi zamordowano dwie trzecie pisarzy, a na Ukrainie około 65 procent – mówi Ihar Kuzniacou, historyk, badacz represji stalinowskich. U nas przede wszystkim ucierpiało środowisko literackie. Białoruś miała swoją specyfikę: to był kraj przygraniczny. Nawet w porównaniu z Ukrainą, wymordowano ich u nas więcej, bo jesteśmy bardziej skompresowani, mamy mniejsze terytorium.

Leanid Marakou, krewny rozstrzelanego poety Walerego Marakowa, w opracowaniu „Wyniszczenie” podaje dane, według których z 2 tys. literatów represjonowanych w całych ZSRR, około 500 pochodziło z Białorusi. W ciągu tylko trzech jesiennych miesięcy 1937 roku rozstrzelano ponad pięćdziesięciu białoruskich twórców. W ciągu dekady 1930-39 prześladowaniami objęto około 350 białoruskich pisarzy, prawie połowa z nich została rozstrzelana.

– Tam był cały kwiat, sam nektar. Obdarzeni talentem, ambitni, dążący do rozwoju. A jacy piękni… nieprawdopodobnie piękni! – mówi Hanna Siewiaryniec, pisarka i badaczka białoruskiej literatury. – To był niesamowity czas. A jaki czas, tacy i poeci.

Pośród białoruskich ludzi pióra NKWD mordowało przede wszystkim młodzież, poetów i prozaików, którzy dopiero weszli na swoją twórcza drogę i osiągnęli pierwsze literackie sukcesy. Zdążyli wydać swoje pierwsze zbiory, pojawili się w druku. Podczas aresztowań i przeszukań NKWD również zabierało i niszczyło literaturę, książki i korespondencję. A przede wszystkim bezcenne dla białoruskiej literatury rękopisy. W ogień trafiało wszystko, co nie wychwalało Związku Radzieckiego. Specjalni eksperci literaccy wyjeżdżali z NKWD na przeszukania, by nie przegapić, nie zostawić niczego „nacdemowskiego” [nacjonal-demokratycznego– przyp. tłum.].

Przeczytaj także: 

Do tej pory np. nie znamy pełnego tekstu poematu Siarhieja Astrejki „Bengalija”, którą zdążył podzielić się z literackimi kręgami. Jej autor w dniu rozstrzelania miał 24 lata.

Uładzimira Duboukę, Uładzimira Żyłkę i Adama Baberekę zesłano, gdy mieli po 30 lat. Alesia Dudara zabito, gdy miał 32 lata. Julija Taubina miała 26 lat. Najstarszym z rozstrzelanych w 1937 roku poetów był 40-letni Michaś Czarot, z pisarzy zaś 42-letni Janka Niomanski.

– Trzydzieści to przecież najlepszy wiek, szczyt dojrzałości twórczej. Dubouka dopiero zamknął swój początkowy, uczniowski rozdział i już stał się klasykiem białoruskiej literatury. A gdyby dano mu pracować? – pyta Hanna Siewiaryniec. – Gdyby w środowisku literackim nie zabrakło Alesia Dudara, Uładzimira Budouki, Michasia Czarota… Tymi, którzy w tym czasie uniknęli represji, byli poeci drugiego rzędu. Oni nigdy nie osiągnęliby takiej pozycji, gdyby żyli ci, których zesłano i rozstrzelano. Uładzimir Chabyka, Uładzimir Żyłka, Julij Taubin, Todar Kliasztorny byli poetami o kilka rozmiarów większymi niż Piotr Hlebka, czy Pietruś Brouka, nie mówiąc już o niezliczonych funkcjonariuszach od literatury, którzy zazwyczaj nie byli obarczeni talentem, a przed długi czas królowali na polu białoruskiej kultury.

W nocy z 29 na 30 października 1937 roku rozstrzelano w Mińsku od 102 do 106 osób, z różnych powodów. Około 30 z nich na różny sposób należało do środowiska literackiego. Zostali oni rozstrzelani w związku ze sfabrykowaną przez NKWD sprawą utworzenia nacjonalistyczno-faszystowskiej organizacji, której celem miało być odłączenie Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej od reszty ZSRR. Z protokołów przesłuchań białoruskich pisarzy wynika, że zamiast zajmować się twórczością literacką, przygotowywali oni powstanie przeciwko władzy sowieckiej.

Zobacz: 

Przesłuchania pisarzy i poetów prowadzili najbrutalniejsi śledczy, bo aresztowani byli niezłomni duchem. Okrutnie ich bito, by zmusić do podpisania się pod protokołem.

Zgodnie z oficjalnymi liczbami, na terytorium Białorusi od lat 20. po 50. XX w. represjonowano 600 tys. osób.

– Ja twierdzę, że od 1 miliona 400 tysięcy do 1 miliona 600 osób padło ofiarą represji, – mówi historyk i badacz Ihar Kuzniacou. – Włączam tu nie tylko tych, którzy byli rozstrzelani lub zesłani na katorgę, ale też tych, którzy zostali pozbawieni praw wyborczych i innych swobód obywatelskich.

Pisarze, ale także historycy, geografowie, architekci, naukowcy, których ominęła egzekucja lub łagier, zmuszeni byli do ukrywania się, ucieczki, lub pracy zgodnie z zasadami i ideami kraju rad. Dostosowanie się do woli władz ratowało życie, ale nie sprzyjało twórczości, rozwojowi narodowemu.

– To była długoterminowe, zaplanowane działanie mające za zadanie zniszczenie narodowej inteligencji – mówi Hanna Siewiaryniec. – I to się udało. Prawie straciliśmy Białoruś jako państwo narodowe. Dziś musimy jeszcze sto lat iść tam, ku tej krainie, którą oni już widzieli przed sobą, którą zaczynali budować, trwając przy swoim języku, literaturze, historii. Jeżeli będziemy o nich pamiętać, to będą naszymi sojusznikami, choć nie będzie ich fizycznie. Jednak ich wiersze, artykuły mają ten niewyczerpalny zapał emocjonalny, do którego my sami nie jesteśmy dziś zdolni, spadkobiercy okrutnie zniszczonej kultury. Dziś, między innymi, oni także byliby na czarnej liście.

Belsat.eu dziękuje za udostępnienie fotografii poetów z archiwum własnego Alesia Dudara.

Weranika Uładzimirawa, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze