Każdy dzień to kolejne zatrzymania. Dziennikarze Biełsatu na celowniku białoruskich służb

Od początku protestów wyborczych na Białorusi milicja codziennie zatrzymuje dziennikarzy Telewizji Biełsat w Mińsku i innych miastach kraju.

Zatrzymany w dniu wyborów dziennikarz Biełsatu z Głębokiego Zmicier Łupacz, w poniedziałek został skazany na 5 dni aresztu. Poinformował o tym na swoim profilu na Facebooku lokalny działacz społeczny Kastuś Szytal. Łupacz jest jednym z najczęściej represjonowanych pracowników stacji. W maju bieżącego roku po kolejnej rozprawie, na której sądzono go za pracę dziennikarską bez akredytacji, znalazł się na oddziale reanimacyjnym.

W Bobrujsku zatrzymano współpracującą z Biełsatem Marynę Małczanawą. Realizowała materiał o ludziach, którzy przyszli pod areszt, by przekazać swoim zatrzymanym w dniu wczorajszym bliskim przedmioty pierwszej potrzeby. Dziennikarka wraz z dwoma innymi pracownikami niezależnych mediów została zabrana na komisariat, skąd zwolnioną ją po godzinie.

Trzech dziennikarzy milicja zatrzymała tego dnia w Witebsku. Są to Wiaczasłau Łazarau, Ihar Maćwiejeu i Zmicier Kazakiewicz. Na wtorkowym posiedzeniu sądu Kazakiewicz usłyszał wyrok – 10 dni pozbawienia wolności.

Noc w Mińsku: jak z dziennikarzy zmieniliśmy się w zwierzynę łowną

W Brześciu milicja aresztowała na kilka godzin ekipę reporterską Biełsatu – Milanę Charytonawą i Alesia Lauczuka, a w Grodnie – reportera Alaksieja Kairysa i operatora Alaksandra Sajenkę, którzy również po kilku godzinach poinformowali, że są na wolności. Pod areszt, gdzie ich przetrzymywano, przybył chcąc wyrazić swoją solidarność współtwórca programów historycznych Biełsatu i działacz polskiej mniejszości Jan Roman. Funkcjonariusze brutalnie go zaatakowali, wybili mu zęby i zamknęli do wtorkowego przedpołudnia. Również we wtorek w Grodnie zatrzymany został współpracownik stacji Aleś Dzianisau, znany szerszemu gronu odbiorców – także w Polsce – jako lider zespołu rockowego „Dzieciuki”.

Pobity dziennikarz Biełsatu Jan Roman. Zdj. belsat.eu

W poniedziałek zatrzymany został także miński operator Biełsatu Wital Dubik, a następnie Taćciana Biełaszowa i Alena Szczarbinskaja, które w poszukiwaniu kolegi przyjechały pod komendę dzielnicową Rejonu Centralnego w Mińsku. Kobiety zdążyły przekazać wiadomość, że są wywożone na posterunek w oddalonej części miasta. Od tego czasu nie ma informacji o całej trójce. Z kolei fotoreporterkę Taćcianę Kapitonawą, która dokumentowała pacyfikację demonstracji, ogłuszył wybuch.

Fotoreporter Biełsatu ranny. Dziennikarze zatrzymani

Przez prawie dwie doby nie było żadnych wiadomości o losie pracującego w Mińsku dziennikarza śledczego Stanisława Iwaszkiewicza, autora programu „Wyjaśnijmy to”, zajmującego się m.in. korupcją na Białorusi. W niedzielę wieczorem porwali go z ulicy mężczyźni po cywilnemu, kiedy nagrywał relację spod jednego z lokali wyborczych. Na wtorkowym posiedzeniu sądu skazano go na grzywnę w wysokości ok. 1200 zł. Jak podaje adwokat Iwaszkiewicza, został on przez funkcjonariuszy pobity.

Na karę 15 dni więzienia skazana została Marta Klinawa, współpracująca z programem Biełsatu „Mam prawo”. Kobietę bezpośrednio z lokalu wyborczego na komisariat zabrali w niedzielę funkcjonariusze OMON-u. W nieznanym kierunku wywieziono Pauła Patapawa i Iwana Murauiowa. Filmowali oni z samochodu manifestacje uliczne, kiedy zatrzymał ich patrol milicji drogowej. Funkcjonariusze zmusili dziennikarzy do pokazania im nagrań, po czym aresztowali. Brak również informacji o dwóch innych mężczyznach pracujących w stolicy Białorusi: dokumentaliście Maksymie Szwiedzie oraz operatorze Uładzimirze Łuniowie.

Nasi dziennikarze byli zatrzymywani także pierwszego dnia powyborczych protestów. Nie o wszystkich takich przypadkach dowiedzieliśmy się od razu – w kraju wyłączono internet. Przez cały czas zatrzymywani są też współpracownicy innych niezależnych mediów.

Jak Łukaszenka prześladuje dziennikarzy Biełsatu. Nowy reportaż

md, belsat.eu

Wiadomości