Dziennikarz Biełsatu z sali sądowej trafił do szpitala

Aktywista społeczny i współpracownik Białsatu Zmicier Łupacz został dziś skazany za wysoką grzywnę i 10 dni aresztu za wykonywanie swojej pracy. Po wyjściu z sądu dziennikarz zasłabł.

Zmicier Łupacz został zatrzymany przez milicję 8 maja w Głębokiem, gdy relacjonował protest w obronie kandydującego na prezydent blogera Siarhieja Cichanouskiego. Trafił do aresztu śledczego, w którym spędził długi weekend. Dziś przed sądem odpowiadał za złamanie dwóch artykułów Kodeksu Wykroczeń.

– Skazano go z artykułu 22.9 KW, czyli za brak akredytacji dziennikarskiej. Za to nałożono na niego grzywnę w wysokości 45 kwot bazowych – 1215 rubli białoruskich (2035 złotych). Oprócz tego Zmitra sądzono za rzekomy udział w nielegalnym zgromadzeniu. Został za to ukarany 10 dniami aresztu administracyjnego – powiedział Biełsatowi Pawieł Lewinau, prawnik niezależnego Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ).

Zmicier Łupacz po przesłuchaniu na komendzie milicji w Głębokiem. Zdjęcie: belsat.eu

Po wyjściu z sali sądu nasz współpracownik zasłabł. Już rano miał podwyższone ciśnienie. Wezwano do niego karetkę pogotowia i trafił do szpitala miejskiego. Źle poczuła się też jego żona. Obecni na sali milicjanci pojechali za karetką do szpitala.

– Zmicier złożył wniosek, by wydano mu kopię wyroku sądu. Jednak kopię wydano jedynie milicji, a dziennikarzowi już nie. Dziennikarz poprosił też o przełożenie wykonania wyroku o trzy dni ze względu na zły stan zdrowia. Sąd przyjął wniosek, ale odmówił jego wykonania – powiedział nam prawnik BAŻ.

Żona dziennikarza Żana Łupacz przekazała redakcji, że stan Zmitra jest poważny.

– Lekarze mówią, że Zmicier musi zostać na obserwacji. Trafił na oddział intensywnej opieki i liczymy na to, że mu się poprawi. Lekarze nie mają jego starych wydruków z kardiogramu, ale sądzą, że ma stan przedzawałowy. Obniżyli mu ciśnienie i zrobiło mu się lepiej. Mąż od kilku dni skarżył się na wysokie ciśnienie, brał leki – powiedziała Żana.

Głębocki współpracownik Biełsatu był wcześniej wielokrotnie karany za pracę bez akredytacji dziennikarskiej. Od początku epidemii na Białorusi relacjonował jej rozwój w swoim regionie. Nagrywał też protesty przeciwko działaniom władz. W mediach społecznościowych wyrażano obawy, że podczas pracy lub pobytu w areszcie Zmicier mógł zostać narażony na zakażenie koronawirusem.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Białorusi od lat odmawia akredytowania Telewizji Biełsat. Zgodnie z prawem potrzebują jej jednak tylko zagraniczni korespondenci – obywatele Białorusi mogą sprzedawać materiały medialne zagranicznym mediom, realizując tym samym konstytucyjne prawo swoich rodaków do dostępu do informacji.

Telewizja Biełsat jest jedyną białoruskojęzyczną telewizją na Białorusi niezależną od władz Alaksandra Łukaszenki.

Zatrzymania dziennikarzy Biełsatu

sk,pj/belsat.eu

Wiadomości