Dziel i rządź – ta taktyka na Białorusi już nie działa

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Łukaszenka robi wszystko, by wykluczyć „ulicę” i „zagranicę”. To ślepa uliczka, bo nie wyjdzie nigdy z kryzysu opierając się tylko o Rosję i podzielone społeczeństwo.

Kolejny weekend i nowe statystyki: sześciuset zatrzymanych, setki pobitych. Znowu szokujące filmy i zdjęcia z Mińska. OMON-owcy strzelający do demonstrantów gumowymi kulami, gaz łzawiący i lanie pałkami. Zatrzymani na manifestacjach przepędzani później w aresztach przez szpaler tłukących ich niemiłosiernie milicjantów-sadystów w tzw. ścieżkach zdrowia. Alaksandr Łukaszenka nazywa to „weekendowymi spacerami”. Świadomie i celowo lekceważy trwający od dwóch miesięcy protest. Nie ma dla niego miejsca w rządowych mediach.

Łukaszenka mówi o „poczytalnej” opozycji, Cichanouskaja – że Łukaszenka musi odejść

Takie udawanie, że nie ma problemu, kiedy się zamknie oczy, to dość znana każdemu z dzieciństwa, choć naiwna i krótkowzroczna taktyka. W ostatni weekend oprócz bardziej brutalnie niż w poprzednich tygodniach tłumionych protestów, doszło do innego, ważnego wydarzenia. Łukaszenka spotkał się w areszcie KGB z uwięzionymi, wyselekcjonowanymi opozycjonistami – m.in. z Wiktarem Babryką.

W ten sposób białoruski prezydent jednak zauważył trwający od 9 sierpnia problem. Tyle, że postanowił rozegrać tę partię po swojemu. Tak, żeby wykluczyć z gry „ulicę”, czyli falę społecznych protestów Białorusinów, ale i „zagranicę”, czyli jakikolwiek wpływ Zachodu na sytuację w jego kraju. No, bo Rosji z zasady nie traktuje, jak zagranicy.

Gra pozorów

Gestów było więcej. Swiatłana Cichanouska mogła porozmawiać przez telefon z trzymanym w areszcie od wiosny mężem, Siarhiejem. W tej pokazowej i całkiem pozornej liberalizacji jest jednak metoda. Chodzi o zademonstrowanie, że z częścią opozycji się rozmawia. Właściwie z częścią zakładników. A z pozostałymi – np. z również pozostającą za kratami Mariją Kalasnikową, czy wygnaną z Białorusi Cichanouską – nie.

W areszcie Łukaszenka spotkał się także z Cichanouskim

Wcześniej doszło do eskalacji wojny dyplomatycznej. Z Mińska wyjechały grupy dyplomatów z krajów UE. Tylko z polskich placówek ponad 30 dyplomatów z odwołanym wcześniej, na żądanie Mińska, ambasadorem. Eksodus unijnych dyplomatów uderzy wprawdzie głównie w interesy zwykłych Białorusinów. Łatwo sobie wyobrazić, jak wydłużą się procedury wizowe i jak duży będzie to cios wymierzony w prywatne, służbowe, edukacyjne podróże Białorusinów. Ale również w interesy ludzi władzy. Trudniej będzie żonom łukaszenkowskich urzędników wyjechać na zakupy do Wiednia, czy Mediolanu, albo chociaż do podwarszawskiego outletu.

Przydacz: „Decyzja Łukaszenki o wyproszeniu dyplomatów uderza w Białorusinów” WYWIAD

Trudniej będzie oficerom milicji, którzy zarobili sute premie na tłamszeniu protestów, wybrać się do Niemiec, albo na Litwę po samochód. Skomplikowane staną się spotkania biznesowe. Do ograniczeń pandemicznych dojdą komplikacje z wizami. Tym samym izolacja Białorusi pogłębi się. O to chodzi Łukaszence. W jego (a także kremlowskiej) optyce siłą sprawczą protestów są intrygi Zachodu. Odpowiedzią białoruskich władz jest zatem zwiększanie izolacji społeczeństwa. I jednoczesna brutalna pacyfikacja protestu na ulicy.

Równolegle podejmowane są na razie nieśmiałe, ale wskazujące kierunek myślenia władz, próby reżyserowania negocjacji z opozycją. Próby jej podzielenia na tych uległych i tych niepokornych. Dla jednych marchewka w postaci rozmów i jakiejś wizji uczestnictwa w procesie politycznym po przyszłej, enigmatycznie dość na razie kreślonej reformie konstytucyjnej.

„Dialog z zakładnikami”. Kolejne manewry Łukaszenki

Dziś np. Łukaszenka zasugerował, że przekaże 71 kompetencji prezydenckich innym organom władzy. To kolejna obietnica, która ma wzmocnić przekaz o reformie zarządzania państwem. I sugestia, że niektórzy z opozycji mogą coś dostać w ramach reformy. Dla pozostałych, niepokornych i nie idących na rozmowy z władzą jest kij, czyli aresztowania, wyroki, pobicia itd. Ten scenariusz wygląda bardzo atrakcyjnie. I pozornie wydaje się, że granemu w ten sposób przedstawieniu można wróżyć sukces, zwłaszcza, jeśli się spojrzy na głównego producenta tej sztuki: Kreml.

Łukaszenka zapewnia, że chce zmieniać konstytucję. Opozycja mówi, że to absurd

Tyle, że w produkcji Władimira Putina reżyserowanej przez Łukaszenkę nie ma szans na happy end. Przynajmniej taki, jaki oferuje Kreml i białoruski prezydent. Próbując wypchnąć ze sceny głównych aktorów nie da się zrobić dobrej sztuki samymi dublerami.

Teatrzyk Łukaszenki

Tymczasem Łukaszenka próbuje grać z dublerami. Ma zastępstwo dla prawdziwych liderów opozycji. I ma błogi, kreowany przez propagandę substytut społeczeństwa. Nieudolnie organizowane marsze poparcia i zaklinanie rzeczywistości – udawanie, że protesty to tylko garstka wichrzycieli. Podobny substytut stara się znaleźć dla relacji międzynarodowych i gospodarczych. Jest nim Rosja.

Przy całym zagrożeniu i konieczności przyjęcia postawy uległej wobec Putina, Kreml jest teraz i dziś wygodniejszym partnerem od Brukseli, Warszawy, Berlina i Waszyngtonu. Nie będzie zadawał dziwnych pytań i nalegał na zatrzymanie przemocy. A nawet doradzi i pomoże wyjść z kryzysowej sytuacji. Błąd Łukaszenki polega na tym, że nie myśli strategicznie. Jego plan to bardzo doraźne gaszenie pożaru. W dodatku oparte na mylnych założeniach, że jest może trudniej niż kiedyś, ale to bunt w istocie taki sam, jak po poprzednich, fałszowanych wyborach.

Paweł Łatuszka krytykuje dzisiejsze spotkanie Łukaszenki z aresztowanymi

Zarówno białoruskie, jak i rosyjskie władze wpadają również w pułapkę przekonania o własnej omnipotencji. Wydaje im się, że najgroźniejszy moment kryzysu mają już za sobą. I zbyt dużą wagę przywiązują do oceny białoruskiego buntu tylko i wyłącznie z perspektywy tego, jak wyglądają kolejne manifestacje. Tymczasem manifestacje są tylko objawem nastrojów społecznych. Są takie, na jakie pozwala ich spontaniczna organizacja. Są ograniczane siłą państwa policyjnego i jego struktur bezpieczeństwa.

Walka o wartości

W istocie białoruski protest jest walką o podstawowe wartości. O poczucie bezpieczeństwa we własnym państwie i ze strony tego państwa. O elementarną uczciwość w relacjach społecznych. Nie jest rozgrywką geopolityczną Zachodu z Rosją. Jednak to Europa jest po stronie Białorusinów, bo wyznaje takie same wartości, jakich oni domagają się na ulicach własnych miast. Rosja zaś reprezentuje system wartości stojący za tymi, którzy Białorusinów biją i zatrzymują.

MSW: w całym kraju zatrzymano 713 osób

Białoruski prezydent już dawno stracił zaufanie i oparcie w społeczeństwie. Będzie je tracił dalej i to w zastraszającym tempie. Na to wskazują dane gospodarcze i wizja pogłębiającego się kryzysu, w którym zabraknie pieniędzy na finansowanie wsparcia socjalnego i utrzymywania fikcyjnego zatrudnienia. Na to wskazuje również przyjmowana przez Łukaszenkę taktyka pozorowania dialogu ze społeczeństwem i tworzenie fikcyjnej „bańki”, w której władza będzie bezpiecznie negocjować z wybranymi opozycjonistami.

I w tym sensie odesłanie grupy dyplomatów, aresztowanie liderów, wypchnięcie mediów, pozorowanie rozmów z częścią opozycji nic nie da. Bo „ulica” i „zagranica” nie są przyczyną konfliktu Łukaszenki ze społeczeństwem, a tylko jego objawem. Przyczyny są dużo głębsze i jak widać po działaniach władz – całkowicie dla nich niezrozumiałe.

Cichanouskaja nie chce dialogu z władzami „pod lufą karabinu”

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora – w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów