Dysonans poznawczy generała Raukowa

Alaksandr
Fiaduta
konsultant polityczny

Słuchy o tym, że Andrej Raukou podał się do dymisji, chodziły już w lipcu. Nic ich jednak nie potwierdziło, a sam Andrej Alaksejewicz sumiennie wypełniał swoje obowiązki i nie wykonywał żadnych, widocznych ruchów.

Przeciwnie – regularnie zabierał głos na portalach społecznościowych i wygłaszał dziwne, jak na normalnego człowieka, a w naszych strukturach władzy obowiązkowe oświadczenia o tym, że bez Łukaszenki wszystko przestanie istnieć, że jego oponenci zostali przekupieni i przepłaceni i wreszcie, że trzeba się przygotowywać do obrony kraju na wypadek możliwej interwencji. Miało się wrażenie, że tezy dostał z góry, z głównego urzędu ds. ideologii, albo, co gorsza, z MSZ-u.

Rada Bezpieczeństwa, Komitet Kontroli Państwowej i KGB mają nowych szefów

Także po wyborach Raukou był uosobieniem niemej lojalności, jeśli nie liczyć zupełnie idiotycznego stwierdzenia, że niezadowoleni mogą sobie wyjechać z kraju. Sam też widać nie zamierzał trzasnąć drzwiami bo, jak to się mówi, ucieczka szczura ze statku, który jeszcze nie zatonął, dopiero mogłaby statkiem zakołysać i zaburzyć równowagę sił. Zatem cicha rezygnacja w dniu wizyty w Mińsku rosyjskiego premiera Miszustina wydaje się spełnieniem jego pragnień. 53-letni generał może odetchnąć z ulgą. Została mu emerytura, a czy otrzyma nowe zadania czy nie – to już inna sprawa. Na razie niech odpoczywa.

Аndrej Raukou. Fot.: Natalia Fedosenko / TASS / Forum

Czy wiecie, moi drodzy Czytelnicy, o czym pomyślałem?

Raukou pokonał drogę od dowódcy plutonu do ministra obrony. Przez cały ten czas przygotowywał się do jednego – obrony swojego kraju i narodu przed wrogiem zewnętrznym. A wyszło tak, że nie wiadomo: trzeba będzie użyć wojska do stłumienia protestów, czy też wystarczy, że w kolektywnego kata narodu przemieni się Specnaz wraz z funkcjonariuszami innych służb specjalnych, których nazwy, jak sądzę, poznamy już niebawem.

Ostatecznie stało się jasne, ze wojsko nie zostanie użyte, przy czym stało się to wtedy, gdy Chrenin, następca Raukowa na stanowisku ministra, nagle zadeklarował, że rozkazów o użyciu przez wojsko siły nie było (czym zresztą dał do zrozumienia, że dowództwo omawiało taki wariant), a zostało ono wysłane na granicę z Polską. Jak w znanym filmie Leonida Gajdaja [„Iwan Wasiljewicz zmienia zawód” – przyp. belsat.eu], w którym odesłano strzelców jak najdalej, na Astrachań, a może i na Krym.

Minister obrony RB Wiktar Chrenin.

Myślę, że sam pomysł użycia wojska do stłumienia opozycji wywołał w głowie generała Raukowa dysonans poznawczy – fatalne zderzenie własnych wyobrażeń o tym, do czego służy wojsko, z wizją rozkazu, którego przekaźnikiem stałby się on sam, gdyby pozostał na stanowisku. Będąc w swoim mniemaniu człowiekiem przyzwoitym, Andrej Alaksiejewicz zapewne powiedział o tym głównodowodzącemu. Sytuację poszli omówić u Chrenina w Ministerstwie Obrony i skończyło się na wspomnianej już odmowie wykonania rozkazu, którego jeszcze nie wydano. Coś w tym stylu.

Akcja solidarności ze strajkiem w MTZ. Mińsk, 14 sierpnia 2020 r. Fot.: TK / vot-tak.tv / belsat.eu

I tu widzimy efektowną roszadę: na stanowisko szefa Rady Bezpieczeństwa wyznaczono generała Wakulczyka, teraz już byłego szefa KGB. Sam mam do niego niejednoznaczny stosunek. Z jednej strony jest dla mnie oczywiste, że wszystkie podsłuchy, podglądy, włamania i przetrzymywanie mnie w „Amerykance” (wiezieniu KGB – Belsat.eu) bez niego i jego decyzji nie były możliwe. Z drugiej strony Walery Pawłowicz zdołał się prześlizgnąć między politycznymi układami, nie narażając własnej reputacji, a cała odpowiedzialność za „sprawę patriotów” w opinii społeczeństwa spadła na szefa MSW Ihara Szuniewicza, którego media – zresztą przy aktywnym udziale jego samego – pokazały jak potwora.

Jednak kampania w 2020 roku okazała się prawdziwym deszczem fekaliów padającym na biały (czy jakiego on tam koloru), paradny mundur generała-porucznika KGB. Jaki był sens jego pojawienia się przed kamerami z trzema kartkami dossier mojej nauczycielki ekonomii politycznej sprzed lat, Haliny Andrejczyk, która dzięki temu została uznana za zwiastunkę rewolucji? Zniżenie się do zebrania kwitów na emerytkę – to zwykła podłość.

Amerykanka. All included

Teraz nasze KGB rządzi wszystkim, łącznie z chwilowo niewidoczną panią Kaczanową [przewodniczącą Rady Republiki (senatu) – przyp. belsat.eu]. Administracja prezydenta, Rada Bezpieczeństwa, samo KGB, a także Komitet Kontroli Państwowej – to wszystko solidny okop Wakulczyka i jego towarzyszy. W tym miłym towarzystwie nie ma po prostu miejsca dla wojskowego. Pozbyli się go. Uznajmy, że teraz jest szczęśliwszy.

Pewnego dnia Andrej Aliaksejewicz Raukou podyktuje nowo mianowanemu pułkownikowi Makarowowi (mam nadzieję, że będzie nieco bardziej piśmienny od poprzednika) swoje memuary, a my poznamy jego wersję wydarzeń. A tymczasem obserwujmy, kto następny dozna dysonansu poznawczego. Nadal wierzę w ludzi, nawet gdy robią głupstwa. W Raukowa też, z jakiegoś powodu, wierzę nadal, choć nie wykluczam, że i tu moje oceny są błędne. Ale Redakcja zawsze może powiedzieć, że się z moimi opiniami nie zgadza.

Aliaksandr Fiaduta / md / belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów