Dyrektor białoruskiej kolonii karnej trafi do… kolonii karnej


Z powodu oskarżeń o próbę nielegalnego handlu meblami więzienny naczelnik ma zamienić wygodny fotel we własnym gabinecie na twardą pryczę w ciasnej celi.

Mieszcząca się w Iwacewiczach w obwodzie brzeskim placówka penitencjarna to również znany zakład produkcyjny – osadzeni w niej pracują przy wyrobie mebli. Na meblach tych postanowił dodatkowo zarobić dyrektor kolonii, który samodzielnie rozwiązywał kwestie związane z ich eksportem za granicę.

Wyprodukowano za kratami. Praca przymusowa w białoruskich więzieniach

W tym celu od 2009 do 2013 r. przyjmował on łapówki od przedstawiciela jednej z francuskich firm. Jak podliczyli skrupulatnie śledczy, wzbogacił się w ten sposób o 207 365 euro.

Sąd w Iwacewiczach uznał go za winnego przyjęcia łapówki w szczególnie dużą skalę i skazał na 9 lat pozbawienia wolności i konfiskatę mienia. Były już dyrektor kolonii karnej ma odbywać wyrok w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. I do tego już jako zwykłego cywila – pozbawiono go też stopnia „podpułkownika służby wewnętrznej”.

Wciąż nie wiadomo jednak, kiedy i czy w ogóle skorumpowany naczelnik pojawi się w zakładzie karnym w nowej roli. Sąd rozpatrywał jego sprawę już po raz czwarty, a poprzednie wyroki kolejno uchylały prezydia Sądu Obwodowego w Brześciu i Sądu Najwyższego. Obecny wyrok też nie jest prawomocny.

„Siedziałem z osobistym pilotem Łukaszenki”: Brytyjczyk opowiedział o 2 latach w białoruskim więzieniu

cez/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze