Dwóch Białorusinów czeka w ambasadzie Szwecji na decyzje Sztokholmu

Mieszkańcy Witebska, Uładzisław Kuznieczyk i jego ojciec Witalij, liczą na to, że uda im się otrzymać azyl polityczny. Obrońcy praw człowieka patrzą na tę sprawę sceptycznie.

Mężczyźni tłumaczą, że brali udział w demonstracji 6 września. Próbowali ich zatrzymać milicjanci, bili pałkami i prysnęli w oczy gazem łzawiącym. Synowi udało się wyzwolić ojca z rąk funkcjonariuszy. Obydwaj boją się teraz zatrzymania. Dotąd cztery dni się ukrywali, a wczoraj próbowali wejść na teren ambasady. Ponieważ ich nie wpuszczono, tłumacząc, że nie otrzymają azylu, przeskoczyli przez płot.

Jak mówią, mają gdzie spać, otrzymali także jedzenie. Według nich, dyplomaci konsultują się obecnie ze Sztokholmem. Witalij i Uładzisław Kuznieczykowie zapewniają, że będą czekać do momentu otrzymania decyzji.

Przewodniczący Białoruskiego Komitetu Helsińskiego Aleh Hułak tłumaczy, że otrzymać azyl na terytorium ambasady jest wyjątkowo trudne. Zazwyczaj jest on przyznawany w innym kraju, po przekroczeniu granicy. Przyznaje, że w podobnych przypadkach, decyzja zajmuje bardzo dużo czasu. Tak było z azerskim obrońcą praw człowieka Eminem Husejnowem. W sierpniu 2014 roku przedostał się on na terytorium ambasady Szwajcarii w Baku. Negocjacje z miejscowymi władzami trwały do czerwca 2015 roku, gdy mógł on opuścić kraj.

Dyplomaci kolejny dzień chronili białoruską noblistkę

pp/belsat.eu wg tut.by

Wiadomości