Dwa miesiące od śmierci demonstranta. Milicja rozpędziła zgromadzenie upamiętniające Ramana Bandarenkę

 

Młody mężczyzna zmarł wskutek pobicia go na podwórku przed swym domem. Dwa miesiące od jego śmierci mieszkańcy Mińska próbowali spotkać się na stołecznym Placu Zmian.

Ludzi, którzy gromadzili się wczoraj wieczorem i zapalali latarki, rozpędziła jednak milicja. Funkcjonariusze sił bezpieczeństwa pojawili się bardzo szybko. Zatrzymali co najmniej jedną osobę.

Akcja upamiętniająca Ramana Bandarenkę. Mińsk, 12.01.2020. Zdjęcie od czytelników belsat.eu

– Ten reżim nie ma szacunku ani do żyjących, ani do umarłych – skomentowała wydarzenie była kandydatka w wyborach prezydenckich na Białorusi Swiatłana Cichanouskaja. – Łukaszenka mówi o roku jedności narodowej, ale codziennie widzimy jak on tę jedność widzi: z pałkami milicyjnymi, procesami i 178 więźniami politycznymi.

Białoruś żegna zabitego przez milicję Ramana Bandarenkę NA ŻYWO

11 listopada 2020 roku Raman Bandarenka wyszedł wieczorem na podwórko przed swoim domem, nazywane Placem Zmian ze względu na dużą aktywność w czasie opozycyjnych protestów. Nieznajomi mężczyźni, prawdopodobnie funkcjonariusze w cywilu, obcinali biało-czerwono-białe wstążki, którymi ozdobione było podwórko.

Doszło do wymiany zdań, a potem do przepychanki, w trakcie której Bandarenka najprawdopodobniej upadł i uderzył się w głowę. Następnie został siłą zaniesiony przez mężczyzn do mikrobusu bez oznaczeń.

Wydarzenia te odtworzono później na podstawie relacji świadków i nagrań wideo. Kilka godzin później Bandarenka trafił z licznymi obrażeniami do szpitala, gdzie zmarł 12 listopada.

Wśród osób uczestniczących w listopadowych wydarzeniach na Placu Zmian rozpoznano osoby podobne do szefa federacji hokeja Dzmitryja Baskawa i znanego kickboksera Dzmitryja Szakuty. Na podstawie ujawnionych później nagrań rozmów telefonicznych media stwierdziły, że najprawdopodobniej byli to właśnie oni i uczestniczyli w siłowym zatrzymaniu Bandarenki.

„Sam widziałeś, powaliłem go, ale był przytomny” – znajomi Łukaszenki opowiadają o zabójstwie Bandarenki

Według oficjalnej wersji na podwórku doszło do „sąsiedzkiej awantury”, a Bandarenka był pijany. Tę informację zdementował badający go lekarz, który obecnie przebywa w areszcie za „ujawnienie tajemnicy lekarskiej”, podobnie jak dziennikarka, która opublikowała tę informację.

Po śmierci Bandarenki na Placu Zmian i na pobliskich podwórkach regularnie dyżuruje milicja.

Dziennikarka, która pisała o zabójstwie aktywisty, już 50 dni w areszcie

cez/belsat.eu wg PAP

Wiadomości