Domino’s Pizza tłumaczy się, dlaczego zamknięto drzwi w jednym z lokali w czasie mińskich protestów

23 września białoruskich internatów wzburzyła informacja przekazywana w sieciach społecznościowych, jakoby podczas wieczornych protestów pracownicy lokalu przy prospekcie Niepodległości zamknęli drzwi przed osobami uciekającymi przed OMONem. Firma zdecydowanie zdementowała tę informację.

Firma pod naporem krytyki przeprowadziła własne dochodzenie i nawet umieściła w internecie zapisy kamer z tego dnia. Sprawę komentował sam dyrektor białoruskiego oddziału firmy Alaksiej Łojka. Według niego pizzeria, choć zamknęła się wcześniej z powodu bezpieczeństwa, to jednak było to w czasie, gdy w okolicy nie było ludzi potrzebujących pomocy. Nie było więc jego zdaniem przypadków niewpuszczania czy wręcz wyganiania gości.

Z kolei serca Białorusinów podbili pracownicy jednej z restauracji KFC z Mińsku, którzy podczas protestów w Brześciu wpuścili dużą grupę osób uciekających przed OMONem, a potem zamknęli drzwi na klucz.



Jednak jak pokazują doświadczenia białoruskich protestów schronienie się w kawiarni, restauracji czy sklepie, wcale nie jest gwarancją, że do zatrzymania nie dojdzie. Nawet gdy jego personel zamknie drzwi.

6 września br. około 10 osób uciekło przed milicją do kawiarni O’Petit na Prospekcie Zwycięzców w Mińsku. I choć jej pracownicy zamknęli przeszklone drzwi, to nie powstrzymały one zamaskowanych napastników na długo. Szyby zostały rozbite pałkami, a uczestnicy opozycyjnego marszu wyprowadzeni na ulicę i zatrzymani.

Wkrótce okazało się, że szturmem na kafejkę kierował szef jednej z białoruskich służb specjalnych pułkownik Mikałaj Karpiankou. Naczelnik Głównego Wydziału ds. Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją MSW (GUBAZiK) trafił w kadr, gdy własnoręcznie rozbija drzwi za pomocą służbowej pałki. Jako jedyny w grupie napastników nie nosi maski – ma za to czapkę z napisem MSW.

Mieszkańcy Mińska pomagają kawiarni zdemolowanej przez milicję

jb/ belsat.eu wg tut.by

Wiadomości