Do Mińska przyjechał nowy ambasador Rosji


Dmitrij Mieziencew, spec Putina od mediów i kampanii wyborczych, gubernator, senator, a teraz rosyjski ambasador w Mińsku. Źródło: council.gov.ru

Alaksandr Łukaszenka i Władimir Putin nadal się siłują. Tym razem postanowili odnowić kanały komunikacji i wzmacniają pozycję swoich ambasadorów.

Dziś urzędowanie w Mińsku rozpoczyna nowy rosyjski ambasador: Dmitrij Mieziencew. Zastępuje odwołanego przedwcześnie Michaiła Babicza, ambasadora, który wsławił się awanturami, naciskami na szybką integrację z Rosją i opiniami, że Białorusini są częścią narodu rosyjskiego.

Zmiany nastąpiły również w białoruskiej dyplomacji. W czwartek 30 maja Alaksandr Łukaszenka dał stanowisko wicepremiera Uładzimirowi Siamaszce, swojemu ambasadorowi w Moskwie. To praktyka dość niespotykana w świecie dyplomacji. Przedstawiciel Białorusi w Rosji będzie jednocześnie wysokim członkiem białoruskiego rządu. Zmiany w ambasadach nie są jednak przypadkowe. Łukaszenka i Władimir Putin wzmacniają dyplomatyczne kanały komunikacji przed kolejną rundą starć o Białoruś.

Nowy namiestnik

Dmitrij Mieziencew będzie ambasadorem silniejszym od swojego poprzednika. Michaił Babicz opuścił rosyjską placówkę w Mińsku po niecałym roku. W tym czasie zdążył porządnie napsuć krwi Łukaszence. Opowiadał o wspólnocie kulturowej Białorusi i Rosji. I o tym, że Białoruś nie ma alternatywy wobec integracji z Rosją. Taka też była jego rola. Miał dociskać białoruskiego prezydenta, okazywać imperialną butę i dawać do zrozumienia, że Mińsk powinien zaakceptować m.in. twarde warunki handlu ropą. Dyplomatyczna misja Babicza to czas apogeum awantur Łukaszenki z Putinem o formułę integracji obu państw.

– W ogóle nie powinniście mieć żadnych złudzeń, tam nie ma żadnego Babicza. Jest Putin. – Mówił wówczas na antenie Echa Moskwy rosyjski publicysta Aleksiej Wieniediktow.

Dziś jest podobnie. W Mińsku nie będzie Mieziencewa. Będzie Putin. Tyle, że w nieco innej formule. Nowy wysłannik Kremla nie będzie zapewne wsławiał się głośnymi, medialnymi tyradami. Jego zadaniem będzie pilnowanie białoruskich urzędników, by trzymali się kursu na integrację z Rosją. Być może Mieziencew będzie łagodniejszy i mniej protekcjonalny, niż Babicz. Ale może być skuteczniejszy.

Mieziencew to zaufany człowiek Putina. Znają się od lat 90. Pracowali razem dla mera Petersburga, Anatolija Sobczaka. Mieziencew w strukturach administracji Petersburga zajmował się mediami. Potem przeniósł się do Moskwy i pracował w sztabie wyborczym Putina w 2000 r.

Nie należy może do najściślejszego kręgu zaufanych prezydenta, ale z pewnością nie jest to przypadkowy urzędnik. Był już gubernatorem w Irkucku i sekretarzem Szanghajskiej Organizacji Współpracy, ważnej dla Rosji struktury umacniającej relacje w Azji. Putin wysyła więc do Mińska zaufanego i sprawdzonego urzędnika. Kogoś, kto ma na miejscu czuwać nad procesem integracji Białorusi z Rosją.

As Łukaszenki

W porównaniu z Mieziencewem, białoruski ambasador w Moskwie to polityczna waga ciężka. Oczywiście w skali białoruskiej polityki. Uładzimir Siamaszka od 2003 r. do 2018 r. był wicepremierem. Teraz prezydent ponownie dał mu stanowisko zastępcy szefa rządu. Poważnie wzmocnił tym samym pozycję ambasadora. W pomyśle Łukaszenki kryją się jednak pułapki.

– Uładzimir Siamaszka będzie ponosił osobistą odpowiedzialność za rozwój narodowych interesów Białorusi w Państwie Związkowym i stosunkach z Rosją – głosi zapis w decyzji prezydenta.

W ten sposób Łukaszenka zrzuca na ambasadora odpowiedzialność za problemy w relacjach z Moskwą. A, że te nastąpią, jest oczywiste. Nie uregulowane są przecież kluczowe kwestie związane z integracją. Trwa impas w sprawie tzw. manewru podatkowego oraz cen ropy i gazu. Kłopoty wciąż przynosi niedawne „zatrucie” skażoną ropą ropociągu Przyjaźń.

Uładzimir Siamaszka ponosi teraz osobistą odpowiedzialność za relacje z Rosją. Źródło: Kirill Kukhmar/TASS

Niejasna sytuacja na Ukrainie i daleka od rosyjskich oczekiwań postawa nowej władzy w Kijowie oraz spadające wśród Rosjan notowania Władimira Putina są wystarczającymi powodami, by Kreml przyspieszył naciski na Białoruś. Putin po prostu potrzebuje na gwałt sukcesów. Złamanie Łukaszenki i zbudowanie mini-ZSRS z Rosji, Białorusi i być może Kazachstanu, byłoby takim sukcesem przełamującym depresję Rosjan. A to oznacza, że posada białoruskiego ambasadora w Moskwie może być wyjątkowo gorącym krzesłem.

Rosjanie zmęczyli się Putinem? Zaufanie do prezydenta wciąż spada

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze