Do dziennikarzy Biełsatu będą „od razu wzywać milicję”


Do naszej redakcji dotarła kopia pisma wysłanego rzekomo do kołchozów w rejonie salihorskim. Lokalne władze dokładnie instruują pracowników, co mają robić, gdy pojawi się u nich ekipa Biełsatu.

Autorzy ujawnionej notatki przedstawiają dokładny „algorytm” postępowania w przypadku, gdy do pracownika podejdą ludzie z mikrofonem i kamerą. I gdy przedstawiają się jako pracownicy Biełsatu, freelancerzy czy też jako członkowie Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy:

-„Proszę wybaczyć, ale mam wiele procesów produkcyjnych”. „Proszę nie odciągać mnie od pracy”. „Zaraz zadzwonię na komisariat” – tak powinni odpowiadać robotnicy rolni zaczepieni przez dziennikarzy naszej stacji.

W sytuacji jednak gdy i to nie pomoże, autorzy „algorytmu” proponują zadzwonić do pracowniczki ds. ideologii Rejonowego Komitetu Wykonawczego Ały Mańkiewicz lub zastępcy przewodniczącego Komitetu Konstancina Piatrouskiego. W dokumencie umieszczono nawet numery ich komórek.

Kopia „algorytmu”

Udało się nam skontaktować z Ałą Mańkiewicz, która stwierdziła, że nie wie, jak do dokumentu trafił jej telefon. Jej zdaniem musi być on podróbką. Urzędniczka podkreśliła, że nikt nie będzie przeszkadzać dziennikarzom „legalnych mediów”, zarejestrowanych w Ministerstwie Informacji. Dodała też, że szefostwo ma niekiedy prawo odmówić komentarzy.

Jednak Biełsat od lat nie otrzymuje oficjalnej akredytacji państwowej. Według Barysa Hareckiego, wiceprzewodniczącego Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy dzięki tego typu „algorytmom” rozsyłanym przez władze, Białoruś znajduje się na 135. miejscu w świecie pod względem wolności słowa.

Aktywista przypomina, że takie instrukcje na Białorusi są częste. Na pracujących dziennikarzy nasyłani są milicjanci, urzędnicy i tworzy się atmosfera totalnego utajnienia. Harecki przypomina, że choć w świecie normalną praktyką praca w charakterze wolnego strzelca, tylko na Białorusi wywołuje to problemy. Jego zdaniem białoruskie władze dyskryminują dziennikarzy niezatrudnionych na stale w żadnym z mediów.

Instrukcja rozesłana przez władze lokalne w Salihorsku może być związana z licznymi ostatnio publikacjami na stronie Biełsatu dotyczącymi pobliskiego Swietłahorskiego Kombinatu Celulozowego. Mieszkańcy sąsiadujących z fabryką wsi skarżyli się na trujące wyziewy emitowane przez zakład.

Dziennikarze Biełsatu są karani praktycznie za każdy materiał wideo, który pojawi się na antenie stacji lub na portalu. Łączna wartość kar wynosi obecnie w przeliczeniu ponad 357 tys. zł.

Milicjanci kilka godzin czatowali na współpracowników Biełsatu

jb/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze