„Czytaj, albo cię zastrzelę”: chłopaka zmuszono do przyznania się przed kamerami do udziału w zamieszkach

18-letni Dzianis został złapany w Mińsku w drodze z trolejbusu do pociągu. Funkcjonariusze zaciągnęli go do mikrobusu. Tam zmusili chłopaka do uklęknięcia i mocno uderzyli głową o karoserię. On i inni zatrzymani trafili do komisariatu dzielnicy Frunzenski Rajon.

Zatrzymany opowiedział Biełsatowi, jak był tam zastraszany i poniżany. Najwięcej agresji przejawiali, jego zdaniem, wcale nie żołnierze OMON-u, ale zwykli milicjanci z komisariatu.

– Była tam kobieta – milicjantka z metalową pałką. Chodziła, uderzając ludzi w głowę, mówiąc, że jesteśmy przeklętym bydłem. Jeden z milicjantów kazał nam mówić, że Alaksandr Ryhorawicz Łukaszenka to najlepszy prezydent. Ci, którzy tego nie chcieli mówić, byli bici – opowiada.

Dziennikarkę Biełsatu biła strażniczka. Z aresztu trafiła do szpitala

Dzianis, jak twierdzi, był „tylko” bity pięściami i kopany, bez użycia pałek. Mówi, że miał „szczęście”, ponieważ został wybrany do nagrania reportażu telewizyjnego, który został później pokazany w wieczornym programie „Panorama”. W materiale państwowej telewizji Dzianis opowiadał, że on i inni zatrzymani byli sterowani i podżegani przez zagranicznych koordynatorów.

Dzianis został przedstawiony w państwowej TV jako marionetka zagranicznych służb. Zdj. BT

– Sam szef komisariatu powiedział podwładnym, żeby nie bili mnie zbyt mocno. Zostałem umieszczony w oddzielnym pokoju. Jakiś człowiek kazał mi powiedzieć konkretny tekst, a jeśli nie będę pamiętał lub odmówię, to zostanę zastrzelony lub wsadzony do więzienia na 15 lat za narkotyki – dodaje.

Cel: dziennikarze

Potem było więzienie w Żodzinie pod Mińskiem. Również tam według relacji Dzianisa ludzie byli poniżani i bici. Zatrzymanych trzymano godzinami w niewygodnej pozycji – pochylonych z rozstawionymi nogami i rękami z tyłu. Chłopak opowiada, że słyszał odgłosy szlifierki i krzyk ludzi. W 12-osobowej celi umieszczono 52 osoby.

– Szukali dziennikarzy, a potem bili ich jeszcze mocniej niż pozostałych. Byli tam ludzie przewiezieni aresztu na ulicy Akreścina, którzy mówili, że zostali mocno pobici. Jednak, gdy usłyszeli historie z komisariatu dzielnicy Frunzenski Rajon, powiedzieli, że czegoś takiego u nich nie było. Ci, którzy mieli tatuaże, byli bici mocniej – relacjonuje.

Teraz Dzainis jest wolny i dotarł do swoich rodziców. Chłopak został zmuszony do podpisania zobowiązania, że stawi się w sądzie, w przeciwnym razie nie mógłby liczyć na zwolnienie.

Tortury i rozpacz bliskich. Co się dzieje w białoruskich aresztach

dr,jb/ belsat.eu

Wiadomości