Czy rosyjska policja wytrzyma maraton opozycyjnych protestów?

Moskwa

Zatrzymania na pl. Trubnym w Moskwie. Zdj. Belsat.eu

Moskiewskie protesty widziane przez szybę ochronną na policyjnym kasku wyglądają inaczej. Po miesiącu walki z demonstrantami policjanci, gwardziści i omonowcy są zmęczeni, zirytowani i puszczają im nerwy.

Masowe demonstracje trwają od połowy lipca, kiedy władze nie zgodziły się na udział opozycji w wyborach samorządowych w Moskwie. Demonstranci pod wodzą opozycji wychodzą na ulice co sobotę. Tylko raz, tydzień temu, mieli zgodę władz na manifestacje. Wyszło ok. 60 tys. ludzi (zdaniem opozycji). A i tak doszło do zatrzymania ponad 200 osób.

W poprzednich sobotach protestu policja była brutalniejsza: zatrzymywała setki osób, biła i ścigała po ulicach. Za każdym razem władza wysyła do centrum Moskwy tysiące żołnierzy Rosgwardii (Gwardia Narodowej), funkcjonariuszy sił specjalnych OMON i policji. Z pozoru represyjna machina działa sprawnie. Ale z soboty na sobotę pojawiają się zgrzyty. Nawet tak rozbudowane struktury mundurowe zaczynają cierpieć na brak kadr i zmęczenie, a nie wszystkie formacje są przygotowane do pacyfikacji protestów bez użycia przemocy na wielką skalę. Dlatego kolejne manifestacje będą tłumione coraz brutalniej.

My i oni

Nie tylko rosyjski, ale i światowy internet zalewają od tygodni filmiki i zdjęcia dokumentujące brutalność rosyjskiej policji i innych formacji. Chłopak zrzucony przez rosłych policjantów z roweru i tłuczony pałką. Inny, który nie stawiał oporu i leżał, pobity. Wyłamywane ręce i szarpanie młodych i starszych kobiet stały się normalnym obrazkiem w przekazach weekendowych z rosyjskiej stolicy. W czasie ostatnich, legalnych manifestacji, jeden z policjantów uderzył dwudziestosześcioletnią Darię Sosnowską pięścią w brzuch.

Tak po prostu, kiedy dziewczyna nie stawiała oporu wleczona przez innych funkcjonariuszy. Zdarzenie nagrała kamera. Obiegło sieć. „Nowaja Gazeta” zamieściła je na swojej stronie i razem z innymi mediami prosiła o identyfikację brutalnego mundurowego. Nie jest to teraz proste, gdyż policjanci zakładają maskujące twarz kominiarki, a czasem zamazują szybki w kaskach. Maskowanie to nieformalny rozkaz dowództwa policji, żeby nie było kłopotów i prób identyfikacji. Tym razem jednak na bijącego kobietę donieśli koledzy. Okazało się, że to Siergiej Cyplakow z 2. operacyjnego pułku policji.

– Sierioga, jesteśmy z tobą! – takie wpisy pojawiły się na zamkniętych, policyjnych forach internetowych w komentarzach do „polowania” na brutalnego policjanta. A także: – Debile, idioci, pi….ni blogerzy – to o demonstrantach.

Policyjne fora pełne są opinii, które tłumaczą brutalność: oni na nas plują, wyzywają. Piszą np., że uderzona Daria Sosnowska wcześniej kopała i wyzywała. W czasie manifestacji w stronę policjantów nie lecą już przyjazne hasła: „policja z narodem”, ale wyzwiska: „Śmiecie! Jak wam nie wstyd?” Itp.

– To nakręca i rozwściecza mundurowych, pojawia się żądza zemsty – tłumaczy w wywiadzie dla Meduzy.io Władimir Woroncow, były oficer policji pomagający funkcjonariuszom z problemami.

Policjanci przyznają jednak, że nie są specjalnie indoktrynowani przez dowództwo. Przeważają wśród nich zwolennicy władzy, ale są i stronnicy opozycji. Większość jednak w ogóle nie interesuje się polityką. Jeśli już to przejmuje propagandowe kalki z telewizji i uważa, że na manifestacje chodzą dziwni ludzie, którzy nie mają co w życiu robić, albo najemnicy amerykańskiego Departamentu Stanu. Na świat patrzą w prosty sposób: my i oni. Mundurowych łączy jedno: są coraz bardziej zmęczeni cotygodniowymi demonstracjami. Narasta w nich irytacja i puszczają nerwy.

Gwardia bije

Najważniejsza, policyjna formacja wysyłana do rozbijania demonstracji to drugi, operacyjny pułk policji. Jako jedyna rzeczywiście szkolona do takich działań. Pozostałe formacje tłumiące protesty to OMON (Mobilne Oddziały Specjalnego Przeznaczenia), dawna formacja milicyjna, obecnie w strukturach Rosgwardii. Oraz sama Rosgwardia, czyli dawne wojska wewnętrzne. O ile OMON ma doświadczenie z manifestacjami, to dla typowo wojskowej formacji, jaką jest Rosgwardia, to całkowita nowość.

Moskwa: w kolejną sobotę – kolejny protest. Nawet nielegalny

Rosgwardia powstała trzy lata temu jako super-armia przeznaczona do pilnowania porządku wewnętrznego. W praktyce: do tłumienia ewentualnych zamieszek i bronienia władzy Władimira Putina. Tyle, że kośćcem Rosgwardii są dawne wojska wewnętrzne, a więc formacja typowo wojskowa i rodzaj lekkiej piechoty. Do tego dorzucono policyjne jednostki specjalne (SOBR), używane do zatrzymywań niebezpiecznych przestępców i akcji antyterrorystycznych, oraz OMON. Ten niespójny konglomerat wojskowych i policyjnych formacji słabo sprawdzał się na pierwszych protestach. Gwardii używano głównie do zabezpieczania barierek, blokowania ulic.

Sergiej Kusiuk z kolegami z dawnego ukraińskiego Berkutu rozganiał Majdan w Kijowie, teraz tłumi protesty w Moskwie. Źródło: kanał Youtube therains.ru

Bezpośrednimi starciami i zatrzymaniami zajmowała się policja i OMON. Ale na kolejnych demonstracjach struktury siłowe zaczęły już jakoś współdziałać. Widać, że władza potraktowała protesty priorytetowo. Do koordynacji działań bezpośrednio na ulicy wysłano wysokich oficerów. Biegającego z krótkofalówką zaobserwowano jednego z dowódców moskiewskiej policji, pułkownika Nikołaja Fedoruka czy Siergieja Kusiuka, byłego zastępcę dowódcy ukraińskiej jednostki specjalnej „Berkut” tłumiącej rewolucję na Majdanie. Kosiuk służy teraz jako jeden z dowódców moskiewskiego OMON-u.

Jednak nawet takie wsparcie to za mało, na przeciągające się z uporem protesty. Władze już ściągają posiłki z sąsiednich miast: Riazania, Tuły, Włodzimierza. Na demonstracje ściągani są kursanci akademii MSW (nawet ci, którzy szkolą się na wyższych oficerów), albo posterunkowi i drogówka. Mundurowi, którzy nie są przeznaczeni do służby na ulicy narzekają i skarżą się, że resort nie płaci im za pracę w sobotę. I być może to jest jedno z większych zwycięstw opozycji. Udaje się jej uświadomić, że nastrój kryzysu udzielił się nawet pretorianom wynajętym do ochrony władzy.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze