Czy białoruska rewolucja idzie drogą „Solidarności”? INTERMARIUM

Białoruś w 2020 roku często porównuje się z Polską czasów „Solidarności”. Czy jest to zasadne i czy białoruska opozycja może pójść śladem polskich związkowców? Na te pytania w programie Biełsatu odpowiadają uczeni z obu krajów.

„Masowy pokojowy protest oburzonych niesprawiedliwością obywateli, który zamienił się w wielomilionowy ruch”- w ten sposób opisać można zarówno wydarzenia w Polsce sprzed 40 lat, jak i białoruskie protesty powyborcze. „Solidarność” udowodniła, że możliwe jest obalenie reżimu pokojowymi metodami. Dla sąsiadów zza wschodniej granicy polskie doświadczenia są inspiracją, o czym świadczy m.in. przyjęcie przez nich „Murów” Jacka Kaczmarskiego, jako jednej z pieśni swojego protestu.

O podobieństwa i różnice zapytaliśmy naukowców z obu krajów. Gośćmi programu „Intermarium” byli: dr h.c. Jan Malicki, dyrektor Studium Europy Wschodniej UW i działacz podziemia antykomunistycznego w PRL, dr hab Wojciech Kucharski, zastępca dyrektora Centrum Historii Zajezdnia i wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego oraz dr Siamion Bukczyn, filolog, publicysta, autor „Dzienników polskich” i członek Międzynarodowego PEN-Klubu.

Eksperci są zgodni, że wybuch tak masowych antyrządowych protestów na Białorusi był dla nich zaskoczeniem.

– Obserwuję Białoruś od lat. Kieruję Programem Stypendialnym im. Konstantego Kalinowskiego – mówi prof. Malicki. – Cały czas mam kontakty ze studentami z Białorusi. I zadaję sobie jedno pytanie: co się stało z narodem białoruskim, dla którego głównym hasłem była fraza: „Aby tylko był spokój”? Co się stało, że setki tysięcy ludzi wychodzą na ulice Mińska, dziesiątki tysięcy wychodzą w miastach obwodowych i rejonowych. Co się stało takiego, że naród obudził się i ruszył walczyć o swoje prawa? To bardzo nas poruszyło.

Według autora „Dzienników polskich”, który w latach 80. odwiedził PRL, porównywanie białoruskiej rewolucji do „Solidarności” nie jest w pełni zasadne z jednego powodu.

– Myślę, że paralele te są bardzo umowne. Chodzi o to, że przed powstaniem „Solidarności” w Polsce był okres zauważalnego oporu przeciwko panowaniu partii komunistycznej, ideologii komunistycznej. Mam na uwadze sprzeciw od końca lat czterdziestych i do lat siedemdziesiątych. „Solidarność” nie pojawiła się znikąd. Trwała tradycja oporu, polskie społeczeństwo trwało w oporze – podkreśla dr Bukczyn. – „Solidarność” powstałą na bazie tego oporu przeciw totalitaryzmowi. „Solidarność” pojawiła się jako społeczny, masowy, antytotalitarny ruch, na czele którego stanął bardzo rozgałęziony związek zawodowy.

Cichanouskaja o paraliżu reżimu i możliwej walce partyzanckiej WYWIAD

Z kolei do tej pory na Białorusi przeciwko władzom występowała tylko nieliczna opozycja, a Białorusini jako ogół do lata bieżącego roku byli bierni. Ale to się zmieniło, a Białorusini obudzili się jako naród – podkreśla dr Bukczyn. Pomogły w tym wielotysięczne marsze, a obrażanie obywateli przez władze sprawiło tylko, że z buntu wynieśli poczucie własnej wartości.

– Przyjechałem do Polski w roku 1979, dzięki swojemu przyjacielowi Andrzejowi Drawiczowi, znanemu polskiemu działaczowi, bliskiemu „Solidarności”, literaturoznawcy. Poznałem niektórych działaczy „Solidarności”. Byłem na mityngach w Gdańsku. Widziałem jedność społeczeństwa polskiego. Bardzo rzucało się w oczy nastawienie Polaków na walkę, na opór przeciwko władzy. Komitety zakładowe „Solidarności” powstawały nawet w najmniejszych przedsiębiorstwach, w instytucjach, na uniwersytetach. To doprowadziło do tego, że gdy przywódcy „Solidarności” wzywali do strajku, to dosłownie stawał cały kraj. Widziałem, jak na tym mityngu przy pomniku poległych stoczniowców ludzie klęczeli, gdy występował Lech Wałęsa. Wtedy sam zachciałem zostać Polakiem i też ukląkłem. Odczułem ten mocny oddech narodu – powiedział dr Bukczyn, który to samo widzi w dzisiejszych białoruskich protestach.

Dyrektor Studium Europy Wschodniej podkreśla, że Białoruś jest obecnie podzielona na zwolenników reżimu i jego przeciwników. Dokładnie tak samo, jak Polska w latach 80.

– Pierwsza, kolosalna większość społeczeństwa, żyła w absolutnym entuzjazmie – wspomina Jan Malicki. – Zachłysnęła się wolnością. Jednocześnie widoczny był strach władz i nadzieja władz. Nigdy tak nie bywa, że cały naród jest przeciwko reżimowi. Zawsze jest jakaś część, która opowiada się za reżimem. Dlatego z jednej strony był entuzjazm, zachwyt tą wolnością, drukowano czasopisma i książki w tak zwanym małym nakładzie. To było coś wprost niesamowitego. „Tygodnik Solidarność”, który czytali wszyscy, z dużymi artykułami o historii. To był czas wolności. To była próba wyprzedzenia o kilkadziesiąt lat czasu ucisku, w którym żyliśmy od ustanowienia władzy komunistycznej w Polsce w 1944 roku.

Według polskich badaczy Białoruś przypomina obecnie Polskę z 1980 roku, z okresu „Karnawału Solidarności”. 500 dni wolności zakończyło wtedy wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku. Historycy są przekonani, że reżim Alaksandra Łukaszenki będzie usiłował stłumić opór siłą. Porównują przy tym białoruski OMON do polskiego ZOMO. Na przykładzie polskich lat 80. przestrzegają, że szkoleni do bicia milicjanci, nad którymi nieustannie pracują ideolodzy, nie przejdą na stronę narodu.

– W Polsce było to, co będzie i u was – ostrzega Jan Malicki. – Zrzucali mundury, zwalniali się ze służby zwyczajni milicjanci. Ale apeluje do was, abyście nie wierzyli, że w OMON-owcach czy specsłużbach, które specjalnie szkolono do bicia i prześladowania, nagle obudzi się sumienie i przejdą na stronę narodu. Takich przypadków było ledwie kilka, albo kilkadziesiąt na całą Polskę. Tak, milicjanci, milicjanci drogówki, będą zrzucać mundury, nie chcąc brać udziału w przemocy wobec ludzi. Ale niestety, ci których szkolono do bicia ludzi są strasznie otumanieni, im płacą po dziesięć razy więcej niż zwyczajnym pracownikom. Prawdę mówiąc, OMON i KGB, niestety, nie pójdą z narodem.

Sto dni białoruskiego protestu, sto dni terroru Łukaszenki

Wicedyrektor Centrum Historii Zajezdnia dodaje:

– Specsłużby miały opracowane programy działania na mózgi współpracowników, aby rozum i wiara tych ludzi była zgodna z interesami partii. I z ich punktu widzenia, bijąc ludzi, i nawet zabijając ich, oni występowali w obronie ówczesnego reżimu, działali słusznie – mówi Wojciech Kucharski.

Lista podobieństw pomiędzy schyłkowym PRL a Białorusią Łukaszenki jest długa. I choć często podobieństwa te wydają się tylko pozorne, według historyków dają białoruskiemu społeczeństwu nadzieję na zwycięstwo.

– Gdy teraz patrzę na te czterdzieści lat od początków „Solidarności”, chcę powiedzieć, że nie powinniście zrezygnować swoich zasad – radzi Białorusinom Jan Malicki. – Po pierwsze ciągły pokojowy sprzeciw i upór. Nie wolno tracić nadziei i ducha, nawet kiedy biją czy rozganiają. Nie załamywać się. Mówię to na podstawie doświadczenia „Solidarności”. Po drugie: waszą bardzo wielką siłą, jest to, że pokazujecie wyraźnie, że wasz protest, wasz ruch jest pokojowy. Każdy inny wybór będzie wykorzystany przeciwko wam. Po trzecie: niezależnie od tego, że każdy z was ma swoje poglądy, teraz jest wam potrzebna bezwzględna polityczna jedność. Z jednej strony władza, agresywna i dyktatorska, z drugiej – wasza polityczna jedność. Gdy zwyciężycie, będziecie mieć wystarczająco czasu, aby podzielić się na czterdzieści partii i czterdzieści kierunków politycznych. Na razie jest za wcześnie. Teraz jest potrzebna jedność monolitu w walce o wolność i swobodę. Wszystko inne przyjdzie później.

Zobacz cały odcinek w języku polskim na YouTube „Biełsat po polsku”.

451 lat temu zawarto unię lubelską. Jak powstała I Rzeczpospolita? INTERMARIUM WIDEO PL

pj/belsat.eu

Kolaż na okładce ze zdjęć: TT NEWS AGENCY / Reuters / Forum

Wiadomości