Cztery lata po najbardziej tragicznej bitwie w Donbasie ukraińscy politycy kłócą się odpowiedzialność za porażkę


Iłowajski kocioł był największą porażką Ukrainy w wojnie o odzyskanie Donbasu. Źródło: dw.com

W sierpniu 2014 r. pod Iłowajskiem zginęło ponad trzystu Ukraińców, wielu było rannych i wziętych do niewoli. Odpowiedzialność za tragedię stała się dziś tematem politycznej walki o władzę na Ukrainie.

Ukraińcy próbowali odbić strategicznie położony Iłowajsk z rąk Rosjan i separatystów. Pod koniec sierpnia ukraińskie wojsko i ochotnicy zostali okrążeni i w czasie trwającego chaotycznego odwrotu stracili 366 żołnierzy. Niemal drugie tyle zostało rannych. Prawdopodobnie podobna liczba żołnierzy trafiła do niewoli. To tylko oficjalne dane. Potencjalne straty były większe. Bitwa była największą klęską ukraińskiej armii. Niesamowicie demoralizującą i wprowadzającą początkowo panikę i obawy, że Rosjanie i separatyści pójdą dalej.

Regularna armia ukraińska osłaniała bataliony ochotnicze. Ale jej działania były pełne chaosu i opóźnień w działaniu. Często oficerowie działali na własną rękę nie słuchając dowództwa sztabowego. Już wtedy pojawiały się wzajemne oskarżenia. Dowódcy batalionów ochotniczych oskarżali sztab generalny o błędy w dowodzeniu.

Dziś pamięć o iłowajskiej tragedii przykrywa walka polityczna. Julia Tymoszenko, liderka sondaży poparcia, powiedziała wczoraj, że trzeba rozliczyć winnych tragedii pod Iłowajskiem. Tymoszenko twierdzi też, że kiedy dojdzie do władzy szybko zakończy wojnę na Donbasie. Politycy obozu Petra Poroszenki odpowiadają, że zakończy, bo dogada się z Władimirem Putinem.

Iłowajski kocioł

Dziś konflikt na Donbasie ma zupełnie inny charakter niż cztery lata temu. Obecnie jest wojną pozycyjną. Z jasno wykreśloną systemami okopów, bunkrów, zapór przeciwczołgowych i pół minowych linią frontu okalającą separatystyczne republiki: DNR i ŁNR. Niemal codziennie trwa w różnych punktu frontu ostrzał artyleryjski i strzelecki. Nieraz o dużej intensywności. Ale latem 2014 r. wojna miała charakter manewrowy. Władze w Kijowie wciąż ją nazywały operacją antyterrorystyczną. W rzeczywistości z prowadzonej wiosną operacji przeciw inspirowanym i wspieranym z Moskwy tzw. separatystom, zamieniła się w pełnowymiarową wojnę. Tzw. separatyści dostali z Rosji znaczną pomoc w ludziach i sprzęcie. Podejmowane były ofensywy i kontrofensywy z użyciem dużych zgrupowań i znaczną ilością sprzętu.

Schwytani przez separatystów pod Iłowajskiem Ukraińcy przeszli piekło niewoli, a najgorzej byli traktowani żołnierze batalionów ochotniczych. Źródło: 112.ua

Po jednej stronie były ochotnicze bataliony ukraińskie: Azow, Prawy Sektor, Donbas, Dniepr, czeczeński batalion im. Dudajewa i inne, oraz Siły Zbrojne Ukrainy, m.in. pododdziały 72-ej Brygady Zmechanizowanej z Białej Cerkwii. Po drugiej separatystyczne bataliony, m.in. „Opłot”, „Wostok” i regularne siły armii rosyjskiej (choć Moskwa nigdy się do nich nie przyznała), m.in. z 76 Dywizji Desantowej z Pskowa oraz rosyjscy najemnicy. Iłowajsk miał strategiczne znaczenie. Położony 40 km od Doniecka węzeł komunikacyjny stał na ważnej drodze do Ługańska.

Bitwa zaczęła się w nocy z 10 na 11 sierpnia od kiepsko skoordynowanej z resztą armii ofensywy batalionów ochotniczych na Iłowajsk. W tym czasie Moskwa drastycznie wzmocniła swoje siły tuż przy granicy z Ukrainą. Według kijowskich sztabowców tuż za granicą z ukraińskim Donbasem Rosjanie zgrupowali 35 grup batalionowych o sile ponad 40 tys. żołnierzy. Według Kijowa zagrożenie dużą ofensywą rosyjską było bardzo realne. Mimo to ukraińskie bataliony „Donbas” i „Dniepr” wspierane przez siły armii i MSW weszły do Iłowajska prowadząc krwawe walki uliczne. Nie udało im się długo utrzymać miasta. Już 23 sierpnia na jego peryferiach pojawiła się rosyjska artyleria i zaczęła ostrzał. Silne grupy pancerne separatystów i Rosjan przebiły linie ukraińskie i otoczyły bataliony ochotnicze cofające się z Iłowajska.

– Zaczęła się chaotyczna ucieczka i rzeź – wspomina Ihor ps.”Kulka”, wówczas jeden z żołnierzy batalionu Donbas. – W pewnym momencie każdy uciekał na własną rękę, ludzie zrzucali kamizelki, plecaki, rzucali broń, by było lżej, wrażenie było takie, że tamci są wszędzie wokół nas i polują na nas strzelając ze wszystkiego co mają.

To właśnie w trakcie odwrotu zginęło najwięcej żołnierzy ukraińskich. Głównie tych z batalionów ochotniczych. Trzy lata później prokuratura w Kijowie przeprowadziła śledztwo w sprawie Iłowajska. Ale nie znalazła winnych złych i sprzecznych rozkazów w ukraińskim dowództwie.

Wstrząs po bitwie

Jeszcze w trakcie bitwy Semen Semenczenko, dowódca batalionu Donbasu oskarżał sztab generalny i władze w Kijowie.

– Pod Iłowajskiem panował pełen burdel, nikt nie wiedział kto dowodzi, padały sprzeczne rozkazy, ktoś celowo hamował wsparcie armii – krzyczał występujący wtedy w kominiarce na głowie tajemniczy Semenczenko.

Kiedy później został deputowanym z ramienia partii Samopomoc, trochę złagodził swoje opinie. Pałeczkę po nim przejęła Julia Tymoszenko. To ona jest teraz jednym z większych krytyków wojskowej strategii Kijowa na wschodzie. Początkowo partia Tymoszenko wykorzystywała do krytyki prezydenta uwolnioną z rosyjskiej niewoli byłą żołnierkę Nadiję Sawczenko.

Julia Tymoszenko jest dziś liderką sondaży m.in. dzięki oskarżaniu prezydenta o nieudolność i błędy na wojnie o Donbas. Źródło: kp.ua

Popularna Nadija (dosłownie „nadzieja”) uderzała w Poroszenkę i mówiła, że z separatystami trzeba się dogadać. W końcu jednak Tymoszenko wystraszyła się radykalnych haseł Sawczenko. Zaczyna się kampania wyborcza przed wyborami parlamentarnymi w przyszłym roku. Tymoszenko wraca do Iłowajska i atakuje Poroszenkę, bo taki ma interes polityczny. Kokietuje również środowiska weteranów batalionów ochotniczych, którzy ciągle mają żal za tragiczną bitwę.

– Niewątpliwie Iłowajsk otrzeźwił nas, od tamtego czasu sytuacja w siłach zbrojnych zaczęła się poprawiać – mówi Jurij Butusow, ukraiński ekspert wojskowy z portalu censor.net i dodaje – Przede wszystkim mamy jednolity system dowodzenia.

Po Iłowajsku Ukraińcy wpadali jeszcze w tzw. kotły (największy zimą 2015r. w Debalcewie), ale z czasem udało im się na tyle wzmocnić linie obrony, że wojna przybrała inny, pozycyjny charakter. Teraz też obie strony nie podejmują dużych ofensyw i prób otoczenia przeciwnika. Choć wynika to w dużej mierze z decyzji politycznych Moskwy i Kijowa, to niewątpliwie czynnik wojskowy i zmęczenie obu stron, oraz strach przed stratami również grają rolę.

Od tamtego czasu armia ukraińska przeszła jednak wiele zmian. Dziś nie ma już działających poza kontrolą batalionów ochotniczych, a dowództwo ze sztabu generalnego działa sprawniej niż w 2014 r. Oczyściło się również z oficerów o prorosyjskich poglądach. Mimo to, eksperci wskazują, że tak, jak w 2014 r. tak i dziś ewentualne zagrożenie klęską na froncie będzie miało początek w chaosie decyzyjnym i walce politycznej w Kijowie. A rozpoczynająca się kampania wyborcza będzie sprzyjała walce polityków z użyciem najcięższych oskarżeń o zdradę i sprzyjanie Rosji.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze