Cyganka zmarła po brutalnym najeździe białoruskiej milicji na jej dom


W ubiegłym tygodniu milicja przeczesywała zamieszkałe przez Romów miejscowości w poszukiwaniu domniemanych zabójców oficera drogówki. Cyganie skarżą się teraz na brutalne traktowanie.

Milicja podejrzewała, że morderstwa dokonała trójka Cyganów. Jednak ostatecznie okazało się, że funkcjonariusz popełnił samobójstwo.

Wieczorem w ostatni czwartek, do domu 67-letniej Lidzii Jurczanki w podmohylewskim Hrabianiowie wdarli się uzbrojeni funkcjonariusze sił specjalnych milicji OMON. Milicjanci rzucili twarzą na ziemię kobietę i czworo jej niepełnoletnich wnuków. W tym czasie w domu nie było innych mężczyzn.

Pogrzeb kobiety. Zdj. Wolha Wasiliewa/Biełsat

14-letnia wnuczka kobiety relacjonowała Radiu Swaboda, że jeden z milicjantów powiedział do jej babci: „zamknij mordę suko, bo cię rozedrę na kawałki”. Miał również celować do jej brata. Według dziewczyny, milicjanci nie pozwolili też na wezwanie karetki pogotowia do jej siostry, która zaczęła się dusić. Ich zachowanie doprowadziło wszystkich mieszkańców domu do płaczu. Funkcjonariusze, którzy przyjechali kilkoma samochodami opancerzonymi rozbili zamki do wszystkich pomieszczeń i przewrócili meble.

Zdj. Wolha Wasiliewa/Biełsat

Kobieta, która trzy dni później zmarła, cierpiała na chorobę nowotworową. Bezpośrednią przyczyną śmierci był jednak zator wywołany oderwaniem się skrzepu. Krewni zmarłej, powołując się na lekarzy pogotowia, twierdzą, że do jej śmierci przyczynił się przeżyty stres. Dziś odbył się pogrzeb kobiety.

Zdj. Wolha Wasiliewa/Biełsat

Najazd na cygańskie wsie był efektem powiadomienia, które w ub. czwartek przed śmiercią wysłał porucznik drogówki Jauhien Potapowicz. Napisał o czarnej Wołdze na rosyjskich numerach, w której miało znajdować się trzech Cyganów. Potem odnaleziono ciało milicjanta z raną postrzałową i rękami skrępowanymi kajdankami, a obok spalone spodnie.

Za główną hipotezę milicja przyjęła śmierć funkcjonariusza z rąk Cyganów, po czym urządziła najazdy na ich wsie. Romowie, którzy stali się celem tej nagonki, informowali Biełsat, że milicjanci zachowywali się bardzo brutalnie i swoje działania nazywali otwarcie „milicyjną samowolą”. Z braku podstaw zatrzymywani trafiali do aresztu na 48 godzin pod pretekstem np. „przeklinania w miejscu publicznym”.

“Pędzili ludzi jak bydło”. Cyganie z Mohylewa o milicyjnym pogromie WIDEO

Ostatecznie Komitet Śledczy oficjalnie ogłosił, że Patapowicz popełnił samobójstwo. Powiadomienie o Cyganach nie odpowiadało rzeczywistości i miało na celu jedynie przyciągnąć uwagę innych milicjantów, żeby szybciej przyjechali na miejsce zdarzenia.

Morderstwo milicjanta pod Mohylewem okazało się samobójstwem?

ІІ,jb/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze